Jak widać marzec był obfity w różne wydarzenia i wyjazdy. Dawno nie wstawiałem tylu postów co w tym miesiącu. Co zatem się działo od powrotu z wycieczki nad Morze Czerwone? Ano rozpocząłem sezon rowerowy, sowi (kontynuujemy polną MaSaKRe) a za to zakończyłem przygodę ze (ZD)radą ds ekologii. To dlatego trochę mi smutno...Co prawda prawie 1,5 roku temu gdy zgłaszałem swój akces do rady na cuda nie liczyłem, ale zapału i pomysłów mi nie brakowało . Cóż z tego jeśli burmistrz nie zamierza robić nic co miało by znaczenie. Ciężko nie zauważyć, że traktuje on "radę" jak pi-ar'ową przykrywkę do symulowania działania. Ileż ja tam prostych do realizacji pomysłów zgłaszałem, ile się naprosiłem o sprawozdania z naszych spotkań, ile razy prosiłem przewodniczącą rady o wsparcie i pomoc....no i cóż z tego skoro zarówno burmistrzowi jak i przewodniczącej to lata i powiewa jak ruskowi glut z nosa zimą na zabajkalu. Większość rady stanowią zaproszenie przez niego ludzie, a co gorsza jest tam cn 1 osoba (z tytułem naukowym) zatrudniona przez gminę od wielu lat jako "ekspert" od drzew i przyrody. To ten sam co broni trociniarzy i niszczycieli drzew. Ten sam na którego złożyłem skargę do rady miasta i teraz niedawno do SKO na uwalenie wszczęcia postępowania w sprawie zniszczenia drzew. Co ciekawe, tydzień temu dostałem pismo z SKO, że cofają sprawę do ponownego rozpatrzenia przez burmistrza.... Ciekawe co gminne "eksperty" wymyślą, żeby znów sprawę zamieść pod dywan a, że będą próbować to pewne. Czarą goryczy, która spowodowała, że opuściłem tak samo mający w zadzie przyrodę organik była wręcz irracjonalne reakcja na zgłoszenie miejsca przebywania bezdomnych kotów i prośbę o reakcję czyli sterylizację i ich usunięcie z okolic centrum biednoróżnorodności. Burmistrz i jego urzędnicy stwierdzili, że : "nie widzą konieczności sterylizacji i negatywnego wpływu kotów na lokalny ekosystem". Nie widzą! Naukowcy i przyrodnicy widzą a une nie! :-)
To serio nie do wiary, gdy się zrozumie, ile kasy i energii tutejsze "elity" wkładają w to, żeby NIC SIĘ na lepsze NIE ZMIENIŁO. To po co mam na nich marnować na nich czas? Ten sam efekt (a raczej jego brak) będzie jeśli zrezygnuję z tej eko-ściemy. A jeszcze dodam, że przez ponad rok ani razu członkowie rady nie zostali podczas spotkań poinformowani o ważnych z punktu widzenia ochrony zasobów przyrodniczych zamierzeniach samorządu czy petycjach wpływających do urzędu a dotyczących spraw tak istotnych jak kształtowanie przestrzeni. Oni się tam głownie chcą skupiać na edukacji dzieci i młodzieży. Tylko, że sami pokazują, że to co mówią o zrównoważonym niedorozboju i biednoróżnorodności nie jest wdrażane w życie...także, bez żalu podjąłem decyzję (nie tylko ja zresztą) o zakończeniu tego etapu pseudo partycypacji społecznej. Nie będę wspierał człowieka, który wg mnie nie jest szczery i otwarty, i nie chce nic ważnego dla otoczenia robić. Po tym czego doświadczyłem stawiam beczkę rumu przeciw szklance denaturatu, że inne "rady społeczne" też są od symulowania działania albo spełniania życzeń "szczodrobiorców" związanych z urzędem niż służbie społeczeństwu. Samonierząd do nieszczęściu...ot co.
Jeśli chodzi o rowerek to inauguracyjny trip machnąłem na Utrate. Przez chwilę myślałem, żem dalej na pustyni:
 |
| ale nie , to tylko pustynna symulacja :-) |
Przy susłowej łączce zatrzymałem się przy łanie jasnoty - latały tu trzmiele i 2 zadrzechnie fioletowe.
 |
| królu złoty - jaki cudny łan jasnoty |
 |
| samica zadrzechni fioletowej (widać pomarańczowe segmenty na czułkach) |
Co do łanów wszelakich to pierwsze zielenie czosnku to dla oczu ukojenie a dla nosa obietnica obiadu ;-) .Żarcik ...
 |
| grądzik koło Obrowca - wprowadzono tu zmodyfikowaną gospodarkę i na razie nie będzie to ruszane piłami elpeków |
Co do leśnych opowieści: tydzień temu w poniedziałek byłem na sesji rady z ciasta na której o sytuacji lasów opowiadali zastępca nadleśniczego i rzeczniczka nadleśnictwa Strzelce Op. Radni usłyszeli fatalnej sytuacji spowodowanej przez suszę której emanacją jest jemioła. Leśnicy z całą powagą nawijali o tym, że "walczą" z tym zjawiskiem piłą i wycinką. A gdy zapytałem jakie działania podjęli w ciągu ostatnich lat po to by zatrzymać w lesie wodę usłyszałem jakieś pierdoly oraz, że "nie da rady" :-) No jakby znajoma sytuacja :-) Zapytałem też po co organizują w naszej gminie miejsca do akcji "zanocuj w lesie" skoro 90% tego obszaru podlega intensywnej gospodarce leśnej a jak w lesie rżną to wiadomka, że : won mi ston" ;-) Wtedy mapkę z zaznaczonymi obszarami wycinek wyrwała mi nieustannie uśmiechnięta pani rzecznik i entuzjastycznie zaczęła objaśniać radnym (których i tak to waliło) , że nie.... leśnicy nie wycinają przecie wszystkiego i na raz i ogólnie nie ma się czym martwić.....no pewnie, że nie :-)))
Niech jej chumor nie opuszcza!
Zapomniałbym o jeszcze jednej sprawie: rzeczniczka-leśniczka radośnie ogłosiła, że RDOŚ wydał decyzję podejmującą ustanowienie rezerwatu geologicznego Góra Szpica. Ten obszar był wpisany w plan ochrony przyrody poprzedniego PULu więc tak naprawdę leśnicy wielkiej łaski nie zrobili. No i obszar leśnego ekosystemu objętego ochroną jest śmiesznie mały - 9 hektarów jak na las to naprawdę niewiele!
A dookoła rezerwatu "walczą" z jemiołą aż furcy....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz