Etykiety

pidżi (41) ptaki (38) Turawa (25) dolina odry (25) gęsi (25) motyle (24) niszczenie przyrody (23) ważki (23) bociany (22) drapole (20) mewy (20) stada (19) góry (16) siewki (14) rajd ptasiarzy (13) zmiany klimatyczne (11) dewastacja (10) owady (10) stado (10) gogolin drzewa (9) przeloty (9) rolnictwo (9) księżyc (8) las (8) dzierżno (7) osadniki Strzelce Op (7) migracja (6) myślistwo (6) plaskowyż głubczycki (6) Utrata (5) stawy tułowickie (5) storczyki (5) łabędzie (5) żuraw (5) osadniki (4) parki narodowe (4) sokół wędrowny (4) żołny (4) biegus zmienny (3) bocian (3) błotniak łąkowy (3) cyraneczki (3) gogolin kamieniołomy (3) las naturalny (3) modliszki (3) orlik (3) piotrówka (3) rzeka (3) wróble (3) wycinki (3) zrównoważony rozwój (3) Jesioniki (2) Park Narodowy w Austrii (2) Rogów Opolski (2) biała (2) dziki park (2) dęby (2) gąsiorowice (2) kotlarnia (2) mppl (2) nietoperze (2) ochrona (2) ochrona przyrody (2) park w Rogowie (2) raniuszek (2) rybołów (2) rzekotka (2) wydmy (2) łączki A4 (2) Białowieża (1) Strzeleczki (1) ambona (1) bagno (1) bewiki (1) blotniak stepowy (1) brzegówki (1) budki dla jerzyków (1) czapla (1) drapolicz (1) erozja (1) jemioła (1) kotewka (1) krasowa (1) krynica morska (1) kumak (1) kurhannik (1) kwiecień (1) mamidło (1) mochów (1) ojcowski park narodowy (1) opryski (1) oprzędy (1) postrzałek (1) rozlewiska (1) rybitwa (1) siwerniak (1) stepowienie (1) storczyk blady (1) strach na ptaki (1) szpak (1) słowacja (1) trzmiele (1) uhla (1) wejmutka (1) widmo brockenu (1) zabezpieczenia antykolizyjne dla ptaków (1) zaćmienie słońca (1) znaczki skrzydłowe (1) znaki (1)

sobota, 16 maja 2026

Ra(j)dosne zmęczenie

To już tradycja, że w maju organizowana jest unikalna impreza dla ptasiarzy "sportowców"- to słowo w kontekście naszej drużyny traktujemy bardziej fizycznie, bo cyferkowo-ptakowo zrobiliśmy 3 lata temu co co chcieliśmy (rekord Opo) . Teraz jest mniej napinki a więcej luzu i uśmiechu , choć po prawdzie tego ostatniego nigdy nam nie brakowało. Fajnie mieć kumpli z którymi można spędzać takie chwile. Ptaki i rowery łączą ludzi :-)

Skoro już wiadomo, że było rowerowo- radośnie to postaram się opisać nasze przygody bardziej szczegółowo. Kolejne nasze rajdowanie (moje już bodajże 14ste) zaczęło się tam gdzie w zeszłym roku, czyli nocką w ośrodku nad południowym brzegiem zbiornika Turawskiego. Nie za bardzo wychodzi nam planowanie i "zwiad" a to jednak klucz do sukcesu dla tych którzy do rajdu podchodzą na "sportowo-liczebnikowo". Na szczęście wychodzą nam a nawet wyjeżdżają (bokiem) inne rzeczy. Jedyną rzecz jaką mieliśmy w głowach to poprawienie wyniku rowerowego rajdu z zeszłego roku gdzie byliśmy jedna z dwóch drużyn w całej Polsce używającej do poszukiwania ptaszorów rowerów. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że w tym roku było 5 drużyn. A jak się zaczął dzień? Ano wcześnie bo o 3;15. Szybki banan, szklanka ciepłej wody i hajda na rumakach w las.  Poranek  przywitał nas chłodkiem i głosem słowika śpiewającego gdzieś daleko nad brzegiem zbiornika. Za to my pierwsze godziny spędzamy w lesie by wysłyszeć i odnotować w rajdowych formularzach jak najwięcej śpiewającej drobnicy. Co do pogody to na szczęście 2 dni przed rajdem troszkę popadało, ale nie na tyle by skutki suszy zostały zatarte. Kurzyło się jak diabli a i też pewnie z powodu chłodu ptaki momentami odzywały się jakby "półgębkiem". Przyfarciły za to lelki odzywające się przed wschodem słońca, śpiewał paszkot, lerka i w miarę upływającego czasu coraz więcej wróblaków. Zaskoczyła nas obecność samca kląskawki w młodniku i skraju dojrzałego lasu. Nasze "patrony" (3nadle) też rozpoczęły poranne zaśpiewy. Dość późno obudziły się świergotki drzewne - niesamowite, ale to były pierwsze moje tegoroczne. Zwariowane mamy wiosny ostatnio o naprawdę czasem to co ma przylatywało wcześniej dolatuje później blokowane spływem zimnych mas powietrza z północy i być może innymi czynnikami.  Bardzo wsłuchiwaliśmy się w odgłosy lasu by zlokalizować śpiewające pospoliciaki. No ale one czasem robią psikusy i jak na złość w tym dniu odzywać się nie chcą. Tak było w tym roku np ze zniczkiem - no ni huhu do samego końca. 

czas leśny
Przyznam się szczerze, że mimo, że troszkę się ruszaliśmy to zmarzłem niemożebnie. Przed wschodem słońca temperatura spadła jeszcze o kilka stopni C. Raz nam ją podniosła locha z malutkimi pasiaczkami przebiegającymi przed nami przez drogę oddziałową. Cudny i ekscytujący był to widok. 
Po rundce przez lasy i srogie zręby (oj, rżną aż furczy!) wjeżdżamy na wał między Szczedrzykiem i Kotorzem. Po obserwacjach i nasłuchu przy trzcinowisku namawiam chłopaków by pojechać na zaporę elektrowni. Widzę po ich minach niezdecydowanie, ale przekonuję argumentem, że w szpalerze topoli rosnących u podnóża wału bywają dzięcioły a przy elektrowni mieszka "górlaka". Na wale mamy pierwsze siewki ; pisiki, ale niedaleko od celu zauważamy bardzo fajny i rzadki na rajdach inny gatun siewy: kulika mniejszego. 
słoń mniejszy

w locie
Widać jakie było lustereczko na tafli wody o świcie. Potem zaczęło jednak mocniej podwiewać.

lustereczko powiedz przecie ile ptaków los przywlecze?

kapitan foci słonia mniejszego

Przemek został zapisany na listę wiec wrona leci szukać dalej :-)

Na zaporze spędzamy z 10 minut - pokazuje się rybitwa rzeczna i na dosłownie sekundy dwie pliszek górski z pokarmem. Ale dzięciołów brak. 
Ładnie pozuje muchołówka białoszyja więc ją dokumentuje. Wiadomo, że podczas rajdów fotki nie są obowiązkiem, ale czasem ten aparat trza wyjąć z futerału. :-)

poranne zaśpiewy

Ruszamy traskę południowym skrajem zbiornika - tu dopada mnie tzw "fizyczność dolnej części pleców" i lecę w krzoki. Wracając dostaję prezent od lasu -pokazuje mi się jedyna tego rajdu muchołówka szara. Chłopaki też zdążyły ją zobaczyć bo trzeba pamiętać, regulamin każe zaliczać do listy tylko gatunki widziane przez całą ekpię (tak, są wyjątki - 5 % gatunków może nie być widziana przez mniejszą część ekipy). Gdzieś w tej okolicy pękna nam 50 tka, ale do setki ja nigdy nie pytam o wynik. Setkę nasz sekretarz ogłasza oficjalnie podniosłym tonerem ;-) w odpowiednim momencie i zawsze jest to "wiekopomna chwilja" 
dajcie drugą pięćdziesiątkę :-)
PO drodze na ujście Małej Panwi gdzie siedzi najwięcej wodnego ptastwa cały czas dopisujemy do listy nowe gatunki; mi.in jarzębatkę, sroki i dudkającego zapamiętale dudusia druciarza.
druciarz

droga na ujście
Błotka i łachy obfitują w ptaki. Są też wyczekiwane siewy; na razie tylko baton i łęczaki, ale bieremy wszystko czego jeszcze nie było :-)

samiec batona
Będąc tydzień przed rajdem na zbiorniku wylukałem w kolonii śmieszki parę melek - przydało się bo od razu je znalazłem i pokazałem chłopakom. Były małe problemy z Waldim który patrzył w inne miejsce niż pokazywałem i twierdził, że to śmieszki a nie czaroglowe, ale nieporozumienie po minutce zostało wyjaśnione. No jakżesz tu można nie zauważyć "bohaterek" opisywanego epizodu? :-)
taki żarcik :)
Decydujemy się na spacerek przy ujściu rzeki - poziom wody jest (niestety dla ptaków lęgowych) niski ,ale migrującym na północ siewkom akurat to pasuje. Nam w tym dniu też, natomiast mnie to co robi zarządca zbiornika niemożebnie wkurza. To się nazywa mieć AMBI_LAWENDNE uczucia :-)
Kolega Jurek znów pomaga nam logistycznie i wpuszcza na teren pompowni. Kierując się na łąchy ujścia rzeki dopisujemy do listy jedyną pokląskwę tego dnia. Za parę minut szukamy ptaków w przyujściowym odcinku.  Mamy kolejne siewy, rybitwy białowąse i czarne i widziane już wcześniej na tafli zbiornika mewy małe. Gdzieś w tej okolicy mamy setny gatunek - chyba nawet została nią pokląskwa. Tokuje nam też nad głowami kszyk.
Ostre skanowanie łach przynosi kolejne 5 czy 6 gatunków siew: z ciekawszych alpinki, obrożna. 

ostrość na obrożnej, ale są cyraneczki, kwokacz i łęczak



W pewnej chwili w powietrzu duże zamieszanie: w góre wzbijają się stada rybitw i mew. Wiem, że pojawił się jakiś srogi drapol i rzeczywiście: Przemek melduje jakiegoś sokoła latającego dość daleko od nas. Szybkie przyłożenie szkieł do oczu i mamy wędrowniaka! 

"typowe" ujęcie rajdowe :-)

Jest ok 10 tej i dopiero teraz pokazuje nam się pierwszy myszołów. Konstatuję to zobojętniałym głosem, że to nie jest dobry dzień na drapole. Dostaję kontrę od Waldika, żebym się nie mądrzył bo znó będę musiał odszczekać. Stwierdzam, że z dziką rozkoszą to uczynię podczas dalszej części rajdu. Czy tak będzie? Oby.
Kolejny etap to podwójna kawka w Ozimku. Też tradycja, że jadąc na tankowanie czarnego napoju dodajemy do listy "skrzydlaty homonim" pobudzającego napoju pitego o poranku. 
Po kawusi z uśmiechniętym licem i nadzieją w twarzy ruszamy  na południe - robi się lato: temperatura sięga 14 stu st C! :-)
Po drodze skręcamy z kursu do niewielkiego wydzielenia z resztkami podmokłości i olch: było warto, bo na szutrowej ścieżce skacze jakaś poecilka - tylko takie coś udało się zrobić francy :-)

stój glizdo!

Na łąkach koło Krzyżowej liczymy na coś więcej niż ciapcana bladego, ale tylko on się raczył był pokazać. A miejsce zacne i podczas siankorżnięcia ptaków bywa tam sporo.

łaczki kolo Krzyżowej

Co my tu dalej mamy: czy to będzie czasu strata, co przyniesie nam Utrata?
Ano było cool: słyszymy turkawkę, na stawach kapitan objawa nam świtnuchowe ciało, wypływa z trzcin krzykliwiec a na koniec ja słyszę odzywającego się samca zielonki. Są też  konkurencyjne "Podloty", całe w skowronkach żadnym ruchem kącika ust nie zdradzające nam, że zaraz za zakrętem pływała podgorzałka. My pozostajemy regulaminowo dłużni, ale jak to mówią: bez urazy - dziś każdy sobie kaczke skrobie.

a to ci niespodzianka - kaczki nam dziś "żerą" 

jedyny rajdowy krzykliwiec

Na pożegnanie dzięcioł średni przynosi...a przepraszam wynosi z czyjejś dziupli jajko które będzie "jajecznicował" - smacznego, my też zaraz na obiad więc nie będziemy tu na sępa czekać...choć w sumie, może kiedyś....ten sęp znaczy :-)


tak się wypatruje dzięcioły

Kierunek Izbicko - tak blisko, ale może coś wpadnie. Zimek wyszukiwany przy wszelkich możliwych strumykach dalej nam umyka, ale bystre oko pana "nie ma pogody na drapole" wyłapuje krążącą na nieboskłonie sylwetkę czegoś szponiastego. To myszołów, ale co to lata za nim? Luneta w ruch i jest fajny zuch - "trzmiel" to zacny kawałek drapulca na rajdzie.

motyla sylwetka trzmielojada też się na listę nada

Przy Izbicku mamy spodziewane tam kwiczoły a w knajpce przy skrzyżowaniu z drogą wojewódzka szybka zupa i małe doładowanko sprzętu. 
Pedałując w stronę Otmic widzę kolejnego drapola ( chyba trza będzie odszczekać) , ale smukły błotniak w samico-niedojrzałej szacie lata za daleko na pewne ID - z wielkim żalem nie możemy sobie pozwolić na dopisanie go do listy. 

on tam serio jest :-)

Nasze plany tworzymy raczej na bieżąco, ale bazujemy na doświadczeniu i jakimś tam rozeznaniu najbliższego terenu. Postanawiamy odwiedzić 2 okoliczne kamieniołomy - jeden przez suszę zupełnie pozbawiony wody przynosi białorzyki drugi z wodą m.in brodźca śniadego.  
Licznik kilometroptaka wręcz rewelacyjny, ale godzina już późna i trza decydować czy Kamień i mandarynka czy wielka niewiadoma na Kosorkach. Nasze nosy dobrze wyczuły: choć jechaliśmy z myślą i srokoszu którego dla urozmaicenia tym razem nie było to mamy inne gatunki: m.in remiza, kobuzy i samotnika, który jest już chyba 12stym gatunkiem siewy podczas rajdu. Fiu fiu....

pierwej myślałem, że kobczyki, ale kobuzy też spoks

to była kiedyś struga Lutnia

Tu diunowa dygresja - mimo, że na tym błotku widzieliśmy samotnika to NIC nie usprawiedliwia tego zła jakie robią te wszystkie spółeczki wodne i inne "wrzody polskie" ryjące czy trzeba czy nie rzeczki, cieki i rowy. Cyniczne lujki trzepią publiczną kapuchę idąc po najmniejszej linii oporu pozbawiając nas i przyszłe pokolenia wody i osuszając miejsca gdzie tej wody nie brakowało. Do piekła z nimi, niech cierpią na wieczne pragnienie! Nie ma usprawiedliwiania dla takich idiotycznych akcji szczególnie w miejscach gdzie wysoka woda nikomu nie grozi. 
A my musimy jechać dalej i czesać, czesać czesać. Z Kosorek jedziemy na Gogolin, może tam gdzieś na Wajchach odezwie się wyczekiwany przez Waldka ortolan. Tu go niestety nie usłyszymy, ale mamy jeszcze tajną broń - 2 pewniaki czyli gawrona i miejskiego gołębia. Przy malutkiej kolonii gawrona na ul Chrobrego w Otmęcie trochę się gimnastykujemy bo jest już grubo po 19 stej a i drzewa w pełni wegetacji - weź tu dostrzeż ptoka w tych warunkach. Po paru minutach kręcenia się pod drzewem gdzie ledwo widać gniazdo i sporo pobieleń słychać jakiś huk - to wielki kamień spada nam z serca bo czarnuch na parę sekund pojawia się przy gnieździe po czym w nim znika. 
Jedziemy na gołębia "miejskiego" - tu podwójny rekord - pierwszy, że jeszcze nigdy nie mieliśmy tak późno tak pospolitego gatunku na liście, dwa: mamy pobity rowerowy rekord z zeszłego roku. Teraz już z górki. Na bank coś jeszcze znajdziemy!
Decydujemy, że przejedziemy przez śluzę i okolice Szachty. W niewielkim trzcinowisku notujemy podróżniczka. Jest ponad 130 i to nie tylko do opowieści :-)
Jako, że lądujemy w hajmacie naszego el Kapitano to przyjmujemy jego propozycje poszukania kuropatwy i przepiórki - "dla byka ciastko". Na odcinku 300 metrów za ostatnimi zabudowaniami Żywocic słyszmy odzywające się w tym samych czasie obie polne qry! 
No i co dalej jak tak dobrze idzie? Decydujemy się na dolinę Osobłogi i poszukiwanie lokustelli spośród których do tej pory mieliśmy tylko brzeczkę. Jest świerszczak, ale strumieniówki i łozówki brakuje. Ostatnim ptakiem rajdu jest wylatująca z lasu uszatka- jedyny gatunek sowy podczas rajdu.
Wielce udany rajdzik kończymy ok 22 po prawie 19 stu godzinach i prawie 100 km przejechanych na rowerach wynikiem 136 gatunków. W klasyfikacji rowerowej ( 5 ekip) to złoto, ogólnej 21 miejsce. 
Tu link do strony rajdowej z wynikami, relacjami innych ekip i fotami: Wyniki – XVII Rajd Ptasiarski - OTOP
Przy okazji bardzo dzięki moim towarzyszom Waldkowi i Przemkowi, obyśmy mogli cieszyć nasze uszy i oczy pierzastymi cudami natury jak najdłużej i to bez względu na to czy in purpose czy bez okazji. AVE AVES jak to mówi inny mój kolega. 
A "jutro znowu wam uciekniemy"  into the wild. Tylko bez plecaków bo potem rano plecy bolą bardziej niż zadek :-)

PS. te ładne ostre fotki są autorstwa Przemka 
Baj, baj, frunę dalej w maj. 

środa, 29 kwietnia 2026

Popiełuszki

Nie jest moim celem obrażanie uczuć religijnych kogokolwiek - tytuł bowiem odnosi się do fatalnej i długotrwałej suszy i jej skutków. Przez ostatnie 2 miesiące spadło mniej niż połowa średniorocznej normy za ten okres. To kolejna taka wiosna - jeszcze się dobrze nie zaczęła a już służby hydrologiczne ogłaszają suszę nie tylko glebową, ale i hydrologiczną. Niestety nikt z decydentów i olbrzymiej części społeczeństwa nie chce tego problemu zauważyć. Ba, zarządcy wód w tym kraju robią naprawdę wiele by skutki suszy potęgować. Pisząc te słowa słucham akurat audycji o hydrologii, bioróżnorodności i zmianach klimatycznych. Pani z Centrum Ochrony Mokradeł wspomniała, że w tym kraju mamy sieć rowów melioracyjnych o długości odpowiadającej 3/4 odległości z Ziemi na Ksieżyc.....to jakieś 230 tys km. Zastawki, magazynowanie wody, mała retencja? Chyba żartujecie.....Nie z tymi betoniarzami z Wrzód Polskich i samonierządnikami. Ich interesują przelewy za pogłębianie rowów a nie troska o lokalne społeczności. Widząc ten syf jaki nam fundują pseudoelity ciężko spać spokojnie....

Z tematów przyrodniczych zakończyliśmy 7 sezon polnej "masakry - nocne eksploracje terenu zgodnie z metodyką są dość wymagające kondycyjnie, ale zawsze ciekawe i przynoszące niespodzianki. Na przedostatnim wyjeździe taką niespodziankę sprawiło nam 3 panów którzy pojawili się dwoma samochodami i zablokowali na polej drodze samochód w którym siedział kolega. Okazało się, że wzięli nas za złodziei. Na szczęście panowie szybko zauważyli swoją pomyłkę, ale przez chwilę było tak dość "inaczej". 

Za chwilę kolejne monitoringi; chyba 20 sezon MPPLa i monitoring Stawów Niemodlińskich i Tułowickich. A za niecałe 2 tygodnie Rajd Ptasiarski. Znów z przyjaciółmi planujemy to zrobić na rowerkach.

Skoro już omówiłem z grubsza aktualną sytuację i plany na przyszłość to polecimy w teren. Zapraszam.

wywiewanie materii organicznej z pól przebiega dość spektakularnie i konsekwentnie

Czy rolnicy podejmują jakieś działania by zapobiec skutkom erozji wietrznej? Przecież tracą rocznie 2-3 miliardy złotych przez zmiany klimatyczne. Tak, są miejsca gdzie to się dzieje, ale na pewno nie tutaj. U nas dalej wycina się polne zakrzaczenia i aleje śródpolne i zasypuje resztki podmokłych terenów pod uprawę kukurydzy.- w końcu nawet jak rolnik nic nie zbierze, to odszkodowanie dostanie, to po co się będzie przejmował skutkami suszy. Państwo też nie promuje zatrzymywanie wody w krajobrazie - politycy wolą populizm i rozdawanie nie swojej kasy zamiast wdrażanie rozwiązań systemowych.  A przecież takowe można było by wdrożyć - choćby wypłata tzw "bobrowego" - za tereny na których uprawa jest niemożliwa wskutek zlania wodą powinno się wypłacać odszkodowania. No a cóż jest skomplikowanego w budowie zastawek na tych pieruńskich rowach odwadniających? To żadne wielkie halo przecie.  I choć obecność wody to także czasem niewielkie straty, to jednak znacząco przeważają korzyści
Apropo wody: na małym śródleśnym stawku koło Kamienia Śl wpadłem na parkę mandarynek w środowisku które sugerować może próbę lęgu - te kaczki zakładają gniazda w dziuplach u nas wykuwanych przez dzięcioły czarne. 
parka kolorowych azjatów

Na pobliskim kamieniołomie też ciekawie choć poziom wody od lata zeszłego roku ubyło ponad 2 metry wody.  Dwa tygodnie temu spotykałem tam podgorzałkę a parę dni temu fajny przelot mew małych rybitw czarnych i jednego szczudłaka.

para nurogęsi w tym okresie sugerują próbę podjęcia lęgu


od lewej:śmieszka, szczudłak i mewa mała

Jeśli chodzi o wycieczki w teren to używam głównie rowerka - co prawda za ciepło nie jest a wiatr potęguje odczucie chłodu, ale elektrykiem można i pod wiatr :-) Natomiast już 3 razy zdarzyło mi się złapać kapcia. Peszek :-)
To teraz porcje fotek z takich rowerowych wycieczek:
para bocianów z okolic Bagna
Martwię się trochę o te okolice gdzie bociany lubią zdobywać pokarm, bo ruszyły prace przy budowie mostu południowego nad Odrą. gogolińscy "rozwójnicy" mogą zechcieć zbudować drogę przez te łączki. Choć zwróciłem się oficjalnym pismem do burmistrza z pytaniem czy planują taką drogę to wieloletnie doświadczenie nie pozwala mi wierzy w żadne słowa wypluwane przez tutejsze władze. Ich prawda dogonić nie zdołą, tak szybko przed nią uciekają.....

krętogłów z parku w Otmęcie
W okolicy tego miejsca spotkałem też pierwszych kosiarzy i dmuchaczy spalinowych. Szefostwo krapkowickiego WIK w zadzie ma suszę i jej skutki, drogie paliwo, syf i hałas jaki generują ich idiotyczne praktyki. Kasę trza przewalić i zniszczyć jak najwięcej się da przed końcem świata (jaki znamy). Zresztą tu u mnie też przewaliło się stado kosiarzo-dmuchaczy. Powaliło wszystkich do imentu....

umierające Kosorki

Jak widać na kompleksie żwirowni poziom wody opadł wręcz dramatycznie. To na pewno cieszy ludków co se tam pobudowali "dacze" nad wodą. Byle im do łbów nie wpadło by w te dziury po wydobyciu piachu śmieci ładować. A społeczeństwo mamy przecież "zaradne i pełne inwencji" :-)
Niedawno przyleciały w to miejsce rybitwy i widać, że bardzo im się chce - no, ale czy zdołają przetrwać jeśli woda będzie dalej tak opadać? Wątpię.

parka na jednej z wysepek

Nistety zdemontowano sztuczną wyspę która dwa lata temu tam umieściłem. Muszę popytać tamtejszych moczykijów czy wiedzą dlaczego.
przęstka na resztkach wody
Bywam też w okolicy tzw Czerwonych Górek - trochę sie tam dzieje i też jest to niestety teren zagrożony rozjebką niedorozwojową. Widziałem dokument uzgadniający złoże glinki którą międzynarodowy koncern cementowy chce wykorzystywać UWAGA ! do wychwytywania CO2.Są plany mówiące o powstaniu tuż obok dużej instalacji do wychwytywania CO2 - oczywiście nie będzie to miało NIC wspólnego z walką o klimat a chodzi o dużą kasę dla międzynarodowych graczy. My możemy tu skisnąć z braku wody, oni będą się wypróżniać do złotych nocników. 
Warto dodać , że planowana kopalnia odkrywkowa miała by powstać w otulinie Parku Krajobrazowego - no po prostu zgroza i szok. To po "cha" te wszystkie formy ochrony w tym kraju jak nie chce się przestrzegać ich prawnych ram? 
pierwiosnki wyniosłe bodajże ze śródpolnej remizy na Czerwonych Górkach

  
pas rozgraniczający pola to zawsze miejsce bytowania wielu organizmów

wyszła na kolację

Tu porcja fociaków z wczorajszej wyprawy a potem zakończę szybą relacją z wizyty u Dr Szpona.
ach te sznurki.....

 Bociany czasem wpadają w sznurkowe tarapaty. Odkryłem natomiast, że na naszym terenie działa firma wyłoniona w publicznym przetargu której zadanie polega na sprzątaniu po ROLNIKACH folli, sznurków i innych artefaktów porzucanych przez nich na polach. Rozumiecie to? Każdy normalny mieszkaniec tego kraju szanujący innych ludzi i otoczenie wie, że swoje śmieci trzeba uprzątnąć a za sprzątanie po rolnikach mamy dopłacać.....
pierwsze w tym roku moje pliszki żółte zobaczyłem dopiero wczoraj!

Ten osobnik wygląda na jakiegoś mieszańca "podgatunkowego"
stado ponad 20 wron przy dwóch kuropatwach

Na koniec 3 fociaki z wizyty orlikowej na północy Opo. Lubię tamte tereny tak samo jak nasze, choć zdaję sobie sprawę, że za parę lat okolice Gogolina będą już tak zniszczone i przekształcone przez "rozwojników" , że trza się będzie wyprowadzić w spokojniejsze okolice -być może właśnie w okolice Pokoju i Namysłowa. Choć oczywiście nikt nie jest w stanie zagwarantować, że i tam zawita dziki niedorozwój i jego spalinowo-betonowi apogleci.
Tymczasem w orlikowych areałach jeszcze względny spokój:
jest i łukoskrzydły wędrowiec


resztki soliterowego olbrzyma na pewno służą tysiącom różnych organizmów

jak ktoś mi każe się zachwycać kwitnącymi czereśniami to proszę by mi potrzymał piwo i wołam dziką gruchę! :-)
Natomiast nie wiem jak z drzewami owocowymi będzie po tej nocy gdzie prognozowane są spadki temperatur na dużym obszarze kraju do nawet -10 st.
No, ale jak to mówią szury od upraw bananów i pomarańczy to wszystko wina sterownia pogodą, chemitrailsów, anten 5G, ludzi jaszczurów i mnie. 
Biere na klatę i obiecuję, że załatwię jeszcze więcej popryskań :-) A mam znajomości WSZĘDZIE!
Natomiast trza by w czasie majówki zrobić coś pożytecznego i nie myśleć o zbliżającym się kolapsie. 
To do następnego oby mniej ususzonego wpisu,
Pozdrawia Wania od nieba pryskania.

poniedziałek, 30 marca 2026

Rudo-blues

Jak widać marzec był obfity w różne wydarzenia i wyjazdy. Dawno nie wstawiałem tylu postów co w tym miesiącu. Co zatem się działo od powrotu z wycieczki nad Morze Czerwone? Ano rozpocząłem sezon rowerowy, sowi (kontynuujemy polną MaSaKRe)  a za to zakończyłem przygodę ze (ZD)radą ds ekologii. To dlatego trochę mi smutno...Co prawda prawie 1,5 roku temu gdy zgłaszałem swój akces do rady na cuda nie liczyłem, ale zapału i pomysłów mi nie brakowało . Cóż z tego jeśli burmistrz nie zamierza robić nic co miało by znaczenie. Ciężko nie zauważyć, że traktuje on "radę"  jak pi-ar'ową przykrywkę do symulowania działania. Ileż ja tam prostych do realizacji pomysłów zgłaszałem, ile się naprosiłem o sprawozdania z naszych spotkań, ile razy prosiłem przewodniczącą rady o wsparcie i pomoc....no i cóż z tego skoro zarówno burmistrzowi jak i przewodniczącej to lata i powiewa jak ruskowi glut z nosa zimą na zabajkalu. Większość rady stanowią zaproszenie przez niego ludzie, a co gorsza jest tam cn 1 osoba (z tytułem naukowym) zatrudniona przez gminę od wielu lat jako "ekspert" od drzew i przyrody. To ten sam co broni trociniarzy i niszczycieli drzew. Ten sam na którego złożyłem skargę do rady miasta i teraz niedawno do SKO na uwalenie wszczęcia postępowania w sprawie zniszczenia drzew. Co ciekawe, tydzień temu dostałem pismo z SKO, że cofają sprawę do ponownego rozpatrzenia przez burmistrza.... Ciekawe co gminne "eksperty" wymyślą, żeby znów sprawę zamieść pod dywan a, że będą próbować to pewne. Czarą goryczy, która spowodowała, że opuściłem tak samo mający w zadzie przyrodę organik była wręcz irracjonalne reakcja na zgłoszenie miejsca przebywania bezdomnych kotów i prośbę o reakcję czyli sterylizację i ich usunięcie z okolic centrum biednoróżnorodności. Burmistrz i jego urzędnicy stwierdzili, że : "nie widzą konieczności sterylizacji i negatywnego wpływu kotów na lokalny ekosystem". Nie widzą! Naukowcy i przyrodnicy widzą a une nie! :-) 

To serio nie do wiary, gdy się zrozumie, ile kasy i energii tutejsze "elity" wkładają w to,  żeby NIC SIĘ na lepsze NIE ZMIENIŁO. To po co mam na nich marnować na nich czas? Ten sam efekt (a raczej jego brak) będzie jeśli zrezygnuję z tej eko-ściemy.  A jeszcze dodam, że przez ponad rok ani razu członkowie rady nie zostali podczas spotkań poinformowani o ważnych z punktu widzenia ochrony zasobów przyrodniczych zamierzeniach samorządu czy petycjach wpływających do urzędu a dotyczących spraw tak istotnych jak kształtowanie przestrzeni. Oni się tam głownie chcą skupiać na edukacji dzieci i młodzieży. Tylko, że sami pokazują, że to co mówią o zrównoważonym niedorozboju i biednoróżnorodności nie jest wdrażane w życie...także, bez żalu podjąłem decyzję (nie tylko ja zresztą) o zakończeniu tego etapu pseudo partycypacji społecznej. Nie będę wspierał człowieka, który wg mnie nie jest szczery i otwarty, i nie chce nic ważnego dla otoczenia robić. Po tym czego doświadczyłem stawiam beczkę rumu przeciw szklance denaturatu, że inne "rady społeczne" też są od symulowania działania albo spełniania życzeń "szczodrobiorców" związanych z urzędem niż służbie społeczeństwu. Samonierząd do nieszczęściu...ot co.

Jeśli chodzi o rowerek to inauguracyjny trip machnąłem na Utrate. Przez chwilę myślałem, żem dalej na pustyni:

ale nie , to tylko pustynna symulacja :-)

Przy susłowej łączce zatrzymałem się przy łanie jasnoty - latały tu trzmiele i 2 zadrzechnie fioletowe. 
królu złoty - jaki cudny łan jasnoty

samica zadrzechni fioletowej (widać pomarańczowe segmenty na czułkach)

Co do łanów wszelakich to pierwsze zielenie czosnku to dla oczu ukojenie a dla nosa obietnica obiadu ;-) .Żarcik ...

grądzik koło Obrowca - wprowadzono tu zmodyfikowaną gospodarkę i na razie nie będzie to ruszane piłami elpeków

Co do leśnych opowieści: tydzień temu w poniedziałek byłem na sesji rady z ciasta na której o sytuacji lasów opowiadali zastępca nadleśniczego i rzeczniczka nadleśnictwa Strzelce Op. Radni usłyszeli fatalnej sytuacji spowodowanej przez suszę której emanacją jest jemioła. Leśnicy z całą powagą nawijali o tym, że "walczą" z tym zjawiskiem piłą i wycinką. A gdy zapytałem jakie działania podjęli w ciągu ostatnich lat po to by zatrzymać w lesie wodę usłyszałem jakieś pierdoly oraz, że "nie da rady" :-) No jakby znajoma sytuacja :-)  Zapytałem też po co organizują w naszej gminie miejsca do akcji "zanocuj w lesie" skoro 90% tego obszaru podlega intensywnej gospodarce leśnej a jak w lesie rżną to wiadomka, że : won mi ston" ;-) Wtedy mapkę z zaznaczonymi obszarami wycinek wyrwała mi nieustannie uśmiechnięta pani rzecznik i entuzjastycznie zaczęła objaśniać radnym (których i tak to waliło) , że nie.... leśnicy nie wycinają przecie wszystkiego i  na raz i ogólnie nie ma się czym martwić.....no pewnie, że nie :-))) 
Niech jej chumor nie opuszcza! 
Zapomniałbym o jeszcze jednej sprawie: rzeczniczka-leśniczka radośnie ogłosiła, że RDOŚ wydał decyzję podejmującą ustanowienie rezerwatu geologicznego Góra Szpica. Ten obszar był wpisany w plan ochrony przyrody poprzedniego PULu więc tak naprawdę leśnicy wielkiej łaski nie zrobili. No i obszar leśnego ekosystemu objętego ochroną jest śmiesznie mały - 9 hektarów jak na las to naprawdę niewiele! 
A dookoła rezerwatu "walczą" z jemiołą aż furcy....

przylaszczki z pod Kamienia Śl

miłe dla oka kolorki

Gdzieś tam wyczytałem, że przylaszczki były stosowane do leczenia przypadłości wątroby. Onegdaj ludzie po anatomicznych szczegółach rośliny dopasowywali ich działanie do tych ludzkich organów które im przypominały. I tak liście przylaszczki przypominjące ludzką wątrobę miały właśnie zastosowanie na ten narząd. 

Czas już najwyższy na ptoki; będzie sesja z tytułowa rudą a potem jeszcze dwa modele.

spotkana w okolicy susłowej łączki w Kamieniu Śl
Pięknie pozowała polując na gryzonie. Momentami latała naprawdę niedaleczko od mojego uśmiechniętego od "łuchadołucha" jestestwa :-)
jakie ma fajne "galotki" 

lekko przesterowałem kolorki choć po prawdzie w dobrym świetle kania jest dość kontrastowa

nalocik

I ostatni marcowy ptaszor.
dużo nie brakło i byłby odczyt

walczące na rosół i życie koguty 

Więcej grześków nie pamiętam - do następnozy :-)