Etykiety

pidżi (41) ptaki (38) Turawa (25) dolina odry (25) gęsi (25) motyle (24) niszczenie przyrody (23) ważki (23) bociany (22) drapole (20) mewy (20) stada (19) góry (16) siewki (14) rajd ptasiarzy (13) zmiany klimatyczne (11) dewastacja (10) owady (10) stado (10) gogolin drzewa (9) przeloty (9) rolnictwo (9) księżyc (8) las (8) dzierżno (7) osadniki Strzelce Op (7) migracja (6) myślistwo (6) plaskowyż głubczycki (6) stawy tułowickie (6) Utrata (5) storczyki (5) łabędzie (5) żuraw (5) osadniki (4) parki narodowe (4) sokół wędrowny (4) żołny (4) biegus zmienny (3) bocian (3) błotniak łąkowy (3) cyraneczki (3) gogolin kamieniołomy (3) las naturalny (3) modliszki (3) mppl (3) orlik (3) piotrówka (3) rzeka (3) wróble (3) wycinki (3) zrównoważony rozwój (3) Jesioniki (2) Park Narodowy w Austrii (2) Rogów Opolski (2) biała (2) dziki park (2) dęby (2) gąsiorowice (2) kotlarnia (2) nietoperze (2) ochrona (2) ochrona przyrody (2) park w Rogowie (2) raniuszek (2) rybołów (2) rzekotka (2) wydmy (2) łączki A4 (2) Białowieża (1) Strzeleczki (1) ambona (1) bagno (1) bewiki (1) blotniak stepowy (1) brzegówki (1) budki dla jerzyków (1) czapla (1) drapolicz (1) erozja (1) jemioła (1) kotewka (1) krasowa (1) krynica morska (1) kumak (1) kurhannik (1) kwiecień (1) mamidło (1) mochów (1) ojcowski park narodowy (1) opryski (1) oprzędy (1) postrzałek (1) rozlewiska (1) rybitwa (1) siwerniak (1) stepowienie (1) storczyk blady (1) strach na ptaki (1) szpak (1) słowacja (1) trzmiele (1) uhla (1) wejmutka (1) widmo brockenu (1) zabezpieczenia antykolizyjne dla ptaków (1) zaćmienie słońca (1) znaczki skrzydłowe (1) znaki (1)

sobota, 12 września 2026

wakacyjne smutki

 Zgodnie z obietnicą w poprzednim poście troszkę powspominam letnie miesiące. 

Zaraz na początku kanikułowego czasu zawitały do nas rekordowe upały gdy pobite zostały maksima z przed 100 lat. Nie pamiętam by za mojego życia temperatura w cieniu osiągała 39-40 st C! Co ciekawe wiele osób twierdziło, że to nic nadzwyczajnego.... no bo jak przyznać, że chaos jaki ogarnia klimat jest dziełem ludzkiej cywilizacji. No cóż, trzeba przełknąć niechęć do działań mitygacyjnych i adaptacyjnych i obserwować ten rozpoczynający się danse makabr...

A skutki potężnych upałów dotykają nie tylko człowieka, ale też przyrodę. Było sporo doniesień o gotujących się w gniazdach jerzykach - niektóre młode próbując się ratować wyskakiwały z gniazd gdzie się po prostu smażyły. Do azyli dla ptaków trafiały ich setki. Ile nie przeżyło? Tego się nie dowiemy. Młode bociany też nie miały lekko, ale jeśli ich rodzice byli doświadczeni to widzieli , że trochę cienia zwiększa szansę na przeżycie młodych. Tu taki właśnie obrazek z gniazda w Żyrowej.

w cieniu zawsze chłodniej, ale co przechodzi dorosły ptak....

Teraz o wodzie parę zdań. W tej chwili komunikaty RZGW mówią o wyschnięciu ok 800 rzek i cieków. Minima poziomu wody bije Wisła, Bug San. W lipcu razem z przyjaciółką Małgosią szukałem rzeczki Jemielnicy pod Gąsiorowicami. Co znaleźliśmy? Suche, zarośnięte uczepem i pokrzywą koryto bez śladu wody :-( Jakie w związku z tym system proponuje działania? Ano to co zawsze: pogłębianie, prostowanie i osuszanie rzek Zarządca wód w tym kraju opanowany jest przez sitwę układzików z firemkami ryjącymi, betonującymi i prostujących rzeki. Jak się ich pyta jak te działania polepszają sytuacje hydrologiczną albo nomen omen nabierają wody w usta albo klepią jakieś farmazony z ulotek opracowywanych przez mądrych inaczej. A susza jest już nie tylko hydrologiczna, ale i geologiczna - poziom wód gruntowych opada w tym roku dużo szybciej niż w poprzednim. To jest katastrofa dla organizmów które potrzebują wody do życia i rozmnażania. Ryby, płazy, stawonogi, skorupiaki  i mnóstwo innych zwierząt będzie znikało za sprawą naszej działalności. Czy np: takie szklarniki leśne przetrwają, jeśli źródło zasilające ciek gdzie się rozmnażają przestanie wypływać na powierzchnie. Jak długo będę mógł się cieszyć ich obecnością i innych ciekawych organizmów zasiedlających ciek na Forelach gdzie znalazłem w tym roku nowe dla województwa stanowisko tej rzadkiej i chronionej ważki? 

unikalny ekosystem na Forelach - tu znalazłem w końcu po latach poszukiwań szklarniki leśne

rozmyte foto bo głębokim cieniu robione na dużym przybliżeniu

Z lokalnych ciekawostek mamy potwierdzony lęg fajnego strefowego gatunku drapola: kani rudej. Szkoda, że nie da się tam zrobić strefy.
jeden z cn dwóch młodych ptaków zaraz po opuszczeniu gniazda.
Jak już jestem przy drapolkach to ciekawe spotkanie z bardzo pospolitą pustułką: 
z młodym grzywaczem w szponach

Czy samica pustułki upolowała tak dużą ofiarę? Ciężko to jednoznacznie potwierdzić lub zaprzeczyć bo możliwości jest tutaj sporo. 
Teraz parę fotek z Turawy gdzie kolejny sezon brakowało wody. Parę razy odwiedzałem okolice Szczedrzyka licząc na ciekawe obserwacje. Raz nawet spędziłem noc na tzw drugiej górce wspominając w miarę beztroskie czasy obozów ornitologicznych. Chciałbym częściej w ten sposób spędzać czas. 
widok z wału od str Szczedrzyka
łęczaki i siewczka


dorosła sieweczka rzeczna w typowym otoczeniu

mix siewkowy smaczny zdrowy

Z ciekawszych gatunków były biegusy krzywodziobe i dorosły biegus malutki. W sumie bodajże 13 gatunków siewek. Od ponad dwóch miesięcy na zbiorniku siedzi orlica - ja nie miałem do niej szczęścia, ale obserwacje dużo pospolitszych gatunków też przynoszą dużo frajdy tym bardziej jeśli można się dobrze im poprzyglądać.

rybitwy czarne

goniły jakiegoś samca błotniaka 
Dopiero przeglądając w domu foty zauważyłem, że w środku stada jest samiec błotniaka - czy to mógł być stepowy? Hmm, ciężko orzec, tak powiedział nosorożec :-) 

wysychający łan kwitnącego grzybieńczyka

sezon marchewkowy :-) na Turawie jest w tym roku niesamowicie obfity

Znad turawskiej wody przeniosę się na stawy w okolicach Tułowic gdzie w ramach większego projektu badawczego prowadzonego przez Górnośląskie Towarzystwo Ornitologiczne robiłem inwentaryzację stawu w okolicach Lipna. Dzięki temu znów poznałem lepiej teren gdzie w sumie niejednokrotnie bywałem. To zawsze sprawia radość.
rzeczka z białym plastikiem - ostatnia lipcowa kontrola
Na rowerku też śmigam po okolicy - na ten moment mam na liczniku prawie 1,5 tys km. To raczej krótkie wypady w najbliższe okolice choć i dalej się czasem zapuszczam. Generalnie w czasie wakacyjnych miesięcy ciężko było cokolwiek planować bo rodzice mojej kobiałki bardzo chorowali. Nie będę pisał o szczegółach, ale ogólnie to okropne jak niesprawiedliwy jest los który każe tak bardzo cierpieć dobrym ludziom. ech....
Wracając do rowerowych eskapad:
jedni z niewielu beneficjentów koszenia trawników :-) młody i stary zielony


młody buber z Goldu
Tu mała dygresja - na tej niewielkiej żwirowni woda w ciągu kilku letnich miesięcy spadała rekordowo, a jest to wina głąbów którzy osuszyli pobliskie łąki. Poziom wód gruntowych w okolicy spadł przez to bardzo mocno a przecież w poprzednich latach gdy właśnie bobry pilnowały odpowiedniego poziomu wód gruntowych na goldzie nic złego z wodą się nie działo. Gdy poniszczono bobrowe tamy woda znikła i z Goldu. I tak to niestety wygląda..za chwilę będzie tam kaluża zarośnięte trzciną i nawłocią kanadyjską.....smacznego!

jak są bobry to jest woda i ważki - tu lecicha południowa

dzielny soliterowy dab wśród pługów i chemii

Sezon owadowy w tym roku bardzo cieniutki, ale pare fotek na zakończenie będzie.

kraśniki goryszowce

któryś z modraszków


szlaczkoń sierecznik?
aaaa, jeszcze bym zapomniał - Pidżi w tym roku nie zapowiadało cudów bo w lipcu a nawet do polowy sierpnia nie było prawie nic. Za to przełom sierpnia i września dowalił ostro. Ale to już w następnym poście, Teraz tylko trzy ostatnie ujęcia z marności płaskowyżowych.
jasny młody myszak z pod Rozkochowa

pan saren :-)

a to zaraza dla naszej przyrody
Tymczasem kończę i życzę zagrzybionego września.
Do następnego złotego.....

środa, 26 sierpnia 2026

Turecki cyrk

Na wspominanki z lipca i początku sierpnia przyjdzie pora, ale najpierw na świeżo chcę się podzielić wrażeniami z tygodniowego wyjazdu na turecką riwierę z rodzinką. Po ciężkim czasie jaki ostatnio miała moja rodzina trzeba było na chwilę zmienić miejsce pobywania. Kierunek był sprawą drugorzędną byle zmieścić się w konkretnym okresie czasu. No i chcieliśmy, by nasze dziecko miało moc atrakcji. Stąd zdecydowaliśmy się na okolice Side w Turcji. Pechowo rozpoczęliśmy wakajki bo ponad 3 godzinnym opóźnieniem startu samolotu. Do hotelowego molocha dotarliśmy ok 3 w nocy i pierwszego dnia nie mieliśmy siły na opuszczanie jego terenu. Za to już pierwsze obserwacje oczywiście poczyniłem. No szału na obiekcie nie było mimo, że miał spory teren zielony i plaże nad samym morzem. Zauważyłem ledwie 5-6 gatunków, ale na pocieszenie jeden był dla mnie nowy: bilbil arabski:

bilbil i jego posiłek czyli figi

Patrząc na mapy nie za bardzo było gdzie się ruszyć na ptaki spacerkiem a fajne ptasie miejscówki wskazywane przez użytkowników E-Birda (nieoceniona pomoc w takich sytuacjach) były dostępne tylko przy użyciu samochodu a tego chciałem uniknąć. Z buta dostępne były tylko dwie miejscówki z których nikt nic nie meldował: niewielki hektarowy piniowy miejski lasek ok 1 km od hotelu i kawałki nie zajętej jeszcze przez przemysł turystyczny dolinki strumienia Kargi ok 2 km od hotelu. Zanim jednak ruszyłem na dreptajki zaliczyliśmy 3 godz rejsik na zachód slońca i delfiny. Kontaktu z morskimi ssakami nie doświadczyliśmy, ale udało się zaobserwować dwa burzyki w typie żółtodziobych, czaplę nadobną, siewnicę i trochę mew białogłowych/ romańskich. Na samym wybrzeżu szans na obserwacje siewek nie było bo wszystkie wolne miejsca zajmowały leżaki i parasole. W morzu o temperaturze zupy życia też malutko.  By nie zmarnować całego urlopu na hotelowe wrony, sierpówki, synogarlice senegalskie, wrony siwe, wróble i przelotne dymówki ruszyłem na spacerek poza hotel późnym popołudniem dnia trzeciego. Pamiętałem jednak, że poruszanie się pieszo po tureckiej wsi jest dość ryzykowne z powodu dużych psów jakie można napotkać w pobliżu zabudowań. Te cholery są dość agresywna (chyba nazywają się kagnale) a ja nie miałem ochoty na wizytę w szpitalu po spotkaniu z takim diobłem.  Najpierw natknąłem się na stadko ok 20 pliszek siwych żerujących na niewielkim ogrodzonym boisku do piłki skopanej. Potem wpadły w obiektyw jaskółki śródziemnomorskie zwane onegdaj rudawymi :-) Na sielskim podwórku z kurami i kozami szlajało się z 5 dzierlatek a ja kontynuowałem spacerek choć temperatura ku temu nie była najlepsiejsza (odczuwalnie jakieś 35 st C). 

jaskółki środziemnomorskie

dobrze maskująca się dzierlatka (młody ptak)

synogarlica senegalska

a tak wyglądają "szklarnie" w których produkuje się żywność m.in dla przemysłu turystycznego

W okolice dolinki strumyka Kargi dotarłem z pół godziny później. Z lekkim niepokojem wlazłem na pyłowo-piaszczystą drogę wzdłuż strumienia szczelnie owiniętego z obu stron betonowymi murkami. Było też sporo śmieci- przykro mi to pisać, ale Turcy to okropni syfiarze i nie sposób przejść 10 metrów by gdzieś nie zauważyć niechcianych śladów ich obecności. A fe.... 

Sam strumyk mający górski charakter także był okropnie zanieczyszczony odpadkami a co gorsza ciecz płynąca leniwie jego nurtem bardziej przypominała szambo niż oligotroficzną wodę toczoną od strony gór widocznych na północnym horyzoncie. Co gorsza na tej pyłowej ścieżynce oprócz śladów kopytek jakichś kóz czy owiec były także odciski łap sporych psów.  No, ale ciekawość i chęć wyszukania czegoś ciekawego przezwyciężyła niepewność. Ruszyłem w takim oto otoczeniu wypatrując ruchu w sawanno-trzcinowym aturażu.

tu szukałem czegoś żywego niekoniecznie gryzącego :-)

gąsiorek - zapewne migrujący na południe ptak

Chwilę po spotkaniu z gąsiorkiem zauważyłem jakiegoś ptaka przelatującego wzdłuż strumienia na niewielkiej wysokości. Przy szybko przemieszczających się obiektach zmierzających w nieznanym kierunku :-) każdy ptasiarz ma dylemat: najpierw lornetka czy aparat? Ja wybrałem aparat.

i mam kolejną czajkę szponiastą w tym roku

Potem widziałem jeszcze stadko 4 ptaków z tego samego gatunku które ewidentnie szukało zacisznego i spokojnego miejsca do odpoczynku i żerowania z dolinie strumienia. O to było jednak ciężko gdyż oprócz ptaków w kamienisto-błotnistym otoczeniu przebywali autochtoni: oto i oni ;-)

pasterze kóz schowani za zakrętem, ale widać faceta łowiącego w tym szambie ryby i pszczelarza na brzegu,
Przemieszczając się wzdłuż strumienia fociłem też wazki:
jakiś szablak

Po dotarciu w miejsce gdzie ścieżka była ( z powodu gęstej i kolczastej roślinności) nie do przebycia usłyszałem ostry terkot którego nie znałem. Po chwili w niskiej gęstej roślinności udało się wypatrzeć jego właściciela - w upierzeniu ptaka dominowały szarości, widoczny był długi ogon przypominający raniuszka/wąsatkę i dość widoczny cienki i lekko skierowany w dół dziobek. No wypisz wymaluj pirinia skromna! Tylko jeszcze zdało by się to spotkanie udokumentować. 

udało się! - pirinia w całej swej skromności :-)

Pomyślałem, że nie będzie to całkowicie stracony (ptasio) wyjazd i cały w skowronkach (wróć!, w piriniach) ruszyłem z powrotem do hotelu. Zanim dotarłem do asfaltu jeszcze raz pokazały się czajki szponiaste:

fajny ptok ta czajka

Dotarcie do hotelu odbyło się bez przygód bo koleżka z foty na szczęście nie zdążył zauważyć mojej obecności choć gdybym w tym miejscu był minutę wcześniej to różnie by mogło być ;-)

słodziak inaczej :-)

Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę obejmującą wizytę w PN Koprulu Kanion i spływ górską rzeką Koprucay. Rezydentka ostrzegała nas, że w górach może być rześko, ale nic z tego. Tylko woda w rzece miała kilknaście st C, powietrze ponad 30. Z ptaków tylko pliszki górskie i bardzo daleko sylwetki jakichś sępów nad jednym z górskich szczytów. Natomiast lasy piniowe porastające góry prezentowały się zaskakując zielono i świeżo. Miałem też okazję wystąpić jako "ekspert" od sępów bo z mojej wiedzy skorzystała pani przewodnik opowiadając krótko o tych ptakach. 
Czarci (a raczej charci) kanion

Spływ pontonem po rzece był dla mnie najfajniejszym punktem programu choć przeraziła mnie informacja, że w sezonie CODZIENNIE traskę ok 12 km rzeki pokonuje cn 10 TYSIĘCY turystów a bywają dni , że i pod 20 tysiaków.....

Czas na ostatnią porcję fotek z pożegnalnego wczesno porannego spacerku do tego lasku piniowego o którym wspominałem. Miałem cichą nadzieję na jakiegoś kowalika tureckiego, a była sójka ichniejszego podgatunku, sosnówka (też inny niż u nas podgatunek), kilka jerzyków bladych i jakiś zaganiacz którego nie udało mi się oznaczyć. Za to udało mi się spotykać inne świetne organizmy; harduna skalnego i żółwia tylko nie wiem który to takson.
sójka z azji mniejszej 


hardun skalny wersja samico/młodociana? 

absolutnie zjawiskowo ubarwiony dorosły samiec - kawał jaszczura :-)

jakieś pozostałości (może antyczne) w piniowym miejskim parku

Tu spotkałem żółwia:

portercik 

Zaprawdę, powiadam Wam czuć od niego było miliony lat ewolucji i stoicki spokój. Szkoda jeno, że ewolucja i dobór naturalny jednak nie działają nazbyt szybko, bo gdyby ten bidok wiedział jaki los nasz gatunek szykuje planecie i zamieszkującym go organizmom szybko by się zamienił w ultra odporne na warunki zewnętrze niesporczaki......
nie tykany poszedł swoją drogą....

A ja swoją. 
I to by było tyle o turecki cyrku.
Następne będą wspominki z błotkiem jako motywem przewodnim.
Pozdrawia wujek ptaszek co nad czołem nosi daszek :-)

niedziela, 14 czerwca 2026

uroczo-roboczo

 Strzałeczka. 

Znów brak mi regularności - to chyba tak już będzie.... 

Zacznę od wycieczki z dr Szponem na kanie w okolice stawów NIemodlińskich. Cel nie został osiągnięty, ale rozpoznanie przyniosło rezultaty, bo potem kolega znalazł to czego szukał razem ze mną. A szukał rewiru tego latawaca.

wydaje się, że dla kanii to dobry rok

Jeszcze fotka z boru (tylko z nazwy) sosnowego gdzie szukaliśmy lęgu kanii - proszę zerknąć co tu się stało - drugie piętro praktycznie całe w amerykańskim goownie. 

czeremchę amerykańską sprowadzili leśnicy - teraz narzekają na nią zamiast z nią walczyć

Jeszcze z tych samych dni niespodziewane spotkanie z gatunkiem który widuje baaardzo rzadko. Głos tego ptaka jest baaardzo charakterystyczny i od razu wpada w ucho pozwalając zidentyfikować i zlokalizować jego "wydawcę". 

młody samiec dziwonii spotkany o dziwo w kamieniołomie

Czerwcowy łikend spędziłem na miejscu - teraz mamy problemy żeby gdzieś na dłużej wyjechać, ale kto powiedział, że w miejscu zamieszkania nie ma co robić? Miałem do zrobienia drugą kontrolę MPPLa, rowerkowałem, zapoznawałem się z terenem gdzie mam nadzór ornitologiczny i pojechaliśmy do torfowiskowego rezerwatu w Rejviz w Czechach, monitoring na stawach, O nudzie nie mogło być mowy :-)

z okolic gdzie powstanie duża bo prawie 50 hektarowa farma PV

Apropo prądu teraz cosik napiszę.
Zwiększająca się mocno konsumpcja prądu i zarzadzanie systemem energetycznym ma bardzo duży wpływ na powiazanie ekosystemowe zarówno globalnie jak i punktowo (w miejscach gdzie buduje się wiatraki czy farmy PV). Jak  od dawna wiadomo spalanie paliw kopalnych powoduje olbrzymie perturbacje klimatyczne których skutki obserwujemy od wielu dekad. Wiadomo, że to wpływa potem na organizmy a w wielu wypadkach ten wpływ jest fatalny. No wiec trzeba coś robić by zamieniać ropę, węgiel i gaz na inne źródła. Najlepszy byłby atom, ale nasi politycy przespali ostatnie 30 lat więc teraz "na szybko" próbują coś robić z wiatru i słońca a to wcale nie jest takie proste bo system nie przyjmie więcej energii niż wynosi jego objętość. NO i niestety w wielu przypadkach lokalizacje wybierane dla farm są uciążliwe albo dla ludzi albo dla przyrody. Na szczęście 2 lokalizacje nad którymi mam nadzór ornitologiczny są na gruntach rolnych gdzie do tej pory prowadzono intensywną gospodarkę rolniczą. Na nieszczęście ta duża farma leży w otulinie parku krajobrazowego GŚA (koło Szpicy) i mimo, że jej wpływ na naturę nie będzie problemem, to krajobrazowo wygląda to fatalnie. Za to drobne ptaki lęgnące się na ziemi, drobne kręgowce czy owady będą miały dużo lepiej niż na pryskanym i oranym ciągle polu. No i warto pamiętać, że w takich miejscach tworzą się dość różnorodne pod względem florystycznym siedliska (oczywiście uzależnione od gleby i innych czynników) bo nie wolno tam używać herbicydów!  
Przeszedłem sobie wzdłuż płotu istniejących od dwóch lat niewielkich farm PV i zauważyłem aż 4 samce pokląskwy - ten zanikający gatunek krajobrazu rolniczego chyba polubił "elektryczne uprawy". Oczywiście, to zbyt daleko idąca konkluzja i absolutnie nie bronię aberracji jakie wynikają z tworzenia farm słonecznych czy wiatrowych w cennych przyrodniczo siedliskach czy miejscach uciążliwych dla ludzi. Takie rzeczy też się niestety zdarzają. 

krajobraz foto-woltaiczny nie jest piękny, ale ma swoje zalety dla niektórych ptaków.

Na moim MPPLu w tym roku bieda. Ogólnie mam wrażenie, że to słaby dla ptaków rok. Nie mam pojęcia  czy wynika to z bardzo suchej wiosny, czy jak to w naturze bywa każdy rok jest inny. No bo przecież w przyrodzie jedyną stałą rzeczą jest brak stałości. 
Z ptakami zatem było słabo, ale aż 3 zające zauważyłem na trasie przejścia - całkiem sporo!

długouchy

W prawym dolnym rogu zdjęcia widać kwitnący czarny bez - z jego kwiatów co roku robimy soki i nalewajki. Wspaniały jest to specyfik (choćby na przeziębienie)  choć jego lekko mdlący, słodki smak nie każdy lubi.
By troszkę zmienić klimat pokaże kilka fotek z torfowiska w Rejviz gdzie wyskoczyliśmy rodzinnie by pooddychać górskim powietrzem.
tak wygląda przy wejściu do rezerwatu
Tu parę zdań wyjaśnienia - choć to rezerwat to opiekujący się nim ludzie wycieli świerki. Ale nie zrobili tego by je stamtąd wywieść i sprzedać czy spalić, ale po to by nie zagrażały odwiedzającym rezerwat ludziom. Jak już nie raz pisałem, także u Czechów w Jesenikach także masowo zamierają świerki. Tego procesu nie da się odwrócić, choć ktoś mógłby mieć taką nadzieję patrząc na fotce na samosiewy świerka  Natomiast tempo zmian klimatycznych i wręcz klimatyczny chaos wg mnie nie pozostawia cienia złudzeń, że te świerki nie dadzą sobie rady będąc większe i potrzebując większej ilości zasobów. 

Za to same torfowisko jest cudne - nie znalazłem informacji, czy jest to torfowisko niskie (zasilane wodami podskórnymi) czy też wysokie (zasilane opadami atmosferycznymi), ale po tym jakie gatunki roślin tam zauważyłem stawiam, że bardziej niskie, albo przejściowe.

wełnianka pochwowata - roślina charakterystyczna 

zalotka torfowcowa
krzyżak i wełnianki
na dziś to wszystko, jutro kontynuacja.....
Na dworze niżowa pogoda i trzeba to wykorzystać by zakończyć wpis. Jak wspomniałem mamy aktualnie dość deszczowy i chłodny okres. Natomiast widzę jak szybko woda znika nawet po sporych opadach. Dzieje się to nie tylko dlatego, że woda wsiąka, ale przede wszystkim powodują to rośliny wchłaniające wodę (i oddające ją potem do atmosfery) wodę. To właśnie na podstawie tego wskaźnika tj stosunku opadów do ewapotranspiracji liczy się bilans wodny - by był dodatni wskaźnik odparowywanie wody powinno być mniejsze niż jej "dostawy" z nieba. Zatem w wielu obszarach kraju skutki suszy pogłębiają się. Tak, widzę to także na naszym terenie. Poziom wód gruntowych i podskórnych cały czas opada. A że chłodno? Cóż, klimatyczny chaos i tyle. U nas chłodno, ale gdzie indziej niekoniecznie. I ten chaos zresztą wielopoziomowy, nie tylko klimatyczny przeraża mnie najbardziej. W sumie to te sprawy zdecydują o przyszłości naszej i planetarnych ekosystemów.
Jeszcze nadmienię, że w ostatnich dniach maja w okolice Strzelec Op uderzyła trąba powietrzna - co statystycznie niemożliwe dostało się miejscowości gdzie 18 lat temu to samo zjawisko zrobiło potężne zniszczenia. No więc to moje odczucie chaosu chyba ma jakieś uzasadnienie...

Kolejna porcja fot została wykonana podczas rowerowych przejażdżek po okolicy. Mam swoje stale traski jak Czerwone Górki, doline Odry czy okoliczne łomy. W tym roku zrobiłem już 900 km co pokazuje pewną regularność z jaką sobie pedałuję. Choć tyle tej mojej "regularności"... ;-)

dla modraszków kupa szczęścia

żołny z daleka - nie mam ciśnienia na piękne fotki robione kosztem spokoju ptaków

spotkanie w samo południe 
Pani danielowa - ciekawe czy zwiała z jakiejś hodowli czy richtig dzika ;-)
para dorosłych bielików spotkana koło Kamienia Śl. 


dorosły w locie - widać czarną obrączkę

Ptaka spotkałem podczas drugiej kontroli stawu który "oporządzam" w ramach akcji monitoringowej zorganizowanej przez Górnoślaskie Towarzystwo Ornitologiczne. Jak widać roboty z terenie nie brakuje w przeciwieństwie do np czasu.
Fotka z zarośniętej części stawu gdzie rosną fajne roślinki; wełnianki. Na samym stawie bez szału.
Za to okolica dość ciekawa. Dzięki tej akcji obszedłem staw dookoła bo jak tam wpadałem wcześniej to tylko z jednego brzegu lukałem na ptoki. Naprawdę fajne skrawki leśnych podmokłości są wkoło. 
tak troszkę torfowiskowo.


podlot śpiewaka - wydawać by się mogło, ze latać nie poradzi ale dawał radę.

Młode ptaków śpiewających maja taką strategie, że w razie zagrożenia opuszczają wcześniej gniazdo po to by którekolwiek z nich miało szanse przeżyć nie będąc łatwym kąskiem dla drapieżnika który namierzyl w gniazdo.

Ostatnia porcja fotek kwitnących "pięknotek przydrożnych". Rośliny widoczne na fotach przybyły do nas razem z gatunkami uprawnymi i do niedawna towarzyszyły im  na polach. To tzw gatunki segetalne nazywane chwastami polnymi. Obecne były do momentu kiedy masowo zaczęliśmy stosować środki ochrony roślin. Miłki, kąkole czy nawet maki znikają z naszego otoczenia. Dlatego takie widoczki trzeba doceniać.
kolorowe przydroża

To rejon nowej strefy ekonomicznej na tzw "dziłach" na północ od Gogo. Niedługo wejdą tam firmy które skutecznie wytrują i wykoszą te kolorowe cuda. Powstaną trawniczki podlewane i koszone wkoło macieju póki wystarczy wody.  A można by było troszkę inaczej z pożytkiem dla ich portfeli, wspólnej przyrody i naszej przyszłości....
Z ciekawostek dotyczących roślin związanych z rolnictwem to dowiedziałem się , że nasiona maku by wykiełkowały muszą być wystawione na bezpośrednie działanie słońca. To jego promienie powodują kiełkowanie. To właśnie dlatego maki i bławatki pojawiają się w wielu miejscach  "nie wiadomo skąd" po przeprowadzanych pracach ziemnych. Niestety czasem wraz z nimi wchodzą ostro obce gatunki inwazyjne które skutecznie wypierają konkurencję. Amerykańskie nawłocie i azjatyckie rdestowce to ogromne zagrożenie dla naszych roślninnych zbiorowisk.

nazbierałem troszkę płatków bławatka bo mają ciekawe właściwości lecznicze

synowie stalowego nieba

Tam gdzie bogactwo kwitnących roślin są też owady i ptaki żywiące się nimi. Bogate zbiorowiska roślinne to jednej z najważniejszych warunków determinujące występowanie innych organizmów które się nimi żywią. To od roślin się to wszystko zaczyna :-)
ten lubi zjeść coś z chitynowym pancerzykiem - gąsiorek

Ale takiego też by pewnie zjadł:
gąsiennica kraśnika

A tu kto zagląda w przyssssłość? :-)
zaskroniec i jego zabawa w QQ


Kończąc życzę pięknych obserwacji i jak najmniej perturbacji.
Do następnego.