Etykiety

pidżi (41) ptaki (38) Turawa (25) dolina odry (25) gęsi (25) motyle (24) niszczenie przyrody (23) ważki (23) bociany (22) drapole (20) mewy (20) stada (19) góry (16) siewki (14) rajd ptasiarzy (13) zmiany klimatyczne (11) dewastacja (10) owady (10) stado (10) gogolin drzewa (9) przeloty (9) rolnictwo (9) księżyc (8) las (8) dzierżno (7) osadniki Strzelce Op (7) migracja (6) myślistwo (6) plaskowyż głubczycki (6) stawy tułowickie (6) Utrata (5) storczyki (5) łabędzie (5) żuraw (5) osadniki (4) parki narodowe (4) sokół wędrowny (4) żołny (4) biegus zmienny (3) bocian (3) błotniak łąkowy (3) cyraneczki (3) gogolin kamieniołomy (3) las naturalny (3) modliszki (3) mppl (3) orlik (3) piotrówka (3) rzeka (3) wróble (3) wycinki (3) zrównoważony rozwój (3) Jesioniki (2) Park Narodowy w Austrii (2) Rogów Opolski (2) biała (2) dziki park (2) dęby (2) gąsiorowice (2) kotlarnia (2) nietoperze (2) ochrona (2) ochrona przyrody (2) park w Rogowie (2) raniuszek (2) rybołów (2) rzekotka (2) wydmy (2) łączki A4 (2) Białowieża (1) Strzeleczki (1) ambona (1) bagno (1) bewiki (1) blotniak stepowy (1) brzegówki (1) budki dla jerzyków (1) czapla (1) drapolicz (1) erozja (1) jemioła (1) kotewka (1) krasowa (1) krynica morska (1) kumak (1) kurhannik (1) kwiecień (1) mamidło (1) mochów (1) ojcowski park narodowy (1) opryski (1) oprzędy (1) postrzałek (1) rozlewiska (1) rybitwa (1) siwerniak (1) stepowienie (1) storczyk blady (1) strach na ptaki (1) szpak (1) słowacja (1) trzmiele (1) uhla (1) wejmutka (1) widmo brockenu (1) zabezpieczenia antykolizyjne dla ptaków (1) zaćmienie słońca (1) znaczki skrzydłowe (1) znaki (1)

niedziela, 14 czerwca 2026

uroczo-roboczo

 Strzałeczka. 

Znów brak mi regularności - to chyba tak już będzie.... 

Zacznę od wycieczki z dr Szponem na kanie w okolice stawów NIemodlińskich. Cel nie został osiągnięty, ale rozpoznanie przyniosło rezultaty, bo potem kolega znalazł to czego szukał razem ze mną. A szukał rewiru tego latawaca.

wydaje się, że dla kanii to dobry rok

Jeszcze fotka z boru (tylko z nazwy) sosnowego gdzie szukaliśmy lęgu kanii - proszę zerknąć co tu się stało - drugie piętro praktycznie całe w amerykańskim goownie. 

czeremchę amerykańską sprowadzili leśnicy - teraz narzekają na nią zamiast z nią walczyć

Jeszcze z tych samych dni niespodziewane spotkanie z gatunkiem który widuje baaardzo rzadko. Głos tego ptaka jest baaardzo charakterystyczny i od razu wpada w ucho pozwalając zidentyfikować i zlokalizować jego "wydawcę". 

młody samiec dziwonii spotkany o dziwo w kamieniołomie

Czerwcowy łikend spędziłem na miejscu - teraz mamy problemy żeby gdzieś na dłużej wyjechać, ale kto powiedział, że w miejscu zamieszkania nie ma co robić? Miałem do zrobienia drugą kontrolę MPPLa, rowerkowałem, zapoznawałem się z terenem gdzie mam nadzór ornitologiczny i pojechaliśmy do torfowiskowego rezerwatu w Rejviz w Czechach, monitoring na stawach, O nudzie nie mogło być mowy :-)

z okolic gdzie powstanie duża bo prawie 50 hektarowa farma PV

Apropo prądu teraz cosik napiszę.
Zwiększająca się mocno konsumpcja prądu i zarzadzanie systemem energetycznym ma bardzo duży wpływ na powiazanie ekosystemowe zarówno globalnie jak i punktowo (w miejscach gdzie buduje się wiatraki czy farmy PV). Jak  od dawna wiadomo spalanie paliw kopalnych powoduje olbrzymie perturbacje klimatyczne których skutki obserwujemy od wielu dekad. Wiadomo, że to wpływa potem na organizmy a w wielu wypadkach ten wpływ jest fatalny. No wiec trzeba coś robić by zamieniać ropę, węgiel i gaz na inne źródła. Najlepszy byłby atom, ale nasi politycy przespali ostatnie 30 lat więc teraz "na szybko" próbują coś robić z wiatru i słońca a to wcale nie jest takie proste bo system nie przyjmie więcej energii niż wynosi jego objętość. NO i niestety w wielu przypadkach lokalizacje wybierane dla farm są uciążliwe albo dla ludzi albo dla przyrody. Na szczęście 2 lokalizacje nad którymi mam nadzór ornitologiczny są na gruntach rolnych gdzie do tej pory prowadzono intensywną gospodarkę rolniczą. Na nieszczęście ta duża farma leży w otulinie parku krajobrazowego GŚA (koło Szpicy) i mimo, że jej wpływ na naturę nie będzie problemem, to krajobrazowo wygląda to fatalnie. Za to drobne ptaki lęgnące się na ziemi, drobne kręgowce czy owady będą miały dużo lepiej niż na pryskanym i oranym ciągle polu. No i warto pamiętać, że w takich miejscach tworzą się dość różnorodne pod względem florystycznym siedliska (oczywiście uzależnione od gleby i innych czynników) bo nie wolno tam używać herbicydów!  
Przeszedłem sobie wzdłuż płotu istniejących od dwóch lat niewielkich farm PV i zauważyłem aż 4 samce pokląskwy - ten zanikający gatunek krajobrazu rolniczego chyba polubił "elektryczne uprawy". Oczywiście, to zbyt daleko idąca konkluzja i absolutnie nie bronię aberracji jakie wynikają z tworzenia farm słonecznych czy wiatrowych w cennych przyrodniczo siedliskach czy miejscach uciążliwych dla ludzi. Takie rzeczy też się niestety zdarzają. 

krajobraz foto-woltaiczny nie jest piękny, ale ma swoje zalety dla niektórych ptaków.

Na moim MPPLu w tym roku bieda. Ogólnie mam wrażenie, że to słaby dla ptaków rok. Nie mam pojęcia  czy wynika to z bardzo suchej wiosny, czy jak to w naturze bywa każdy rok jest inny. No bo przecież w przyrodzie jedyną stałą rzeczą jest brak stałości. 
Z ptakami zatem było słabo, ale aż 3 zające zauważyłem na trasie przejścia - całkiem sporo!

długouchy

W prawym dolnym rogu zdjęcia widać kwitnący czarny bez - z jego kwiatów co roku robimy soki i nalewajki. Wspaniały jest to specyfik (choćby na przeziębienie)  choć jego lekko mdlący, słodki smak nie każdy lubi.
By troszkę zmienić klimat pokaże kilka fotek z torfowiska w Rejviz gdzie wyskoczyliśmy rodzinnie by pooddychać górskim powietrzem.
tak wygląda przy wejściu do rezerwatu
Tu parę zdań wyjaśnienia - choć to rezerwat to opiekujący się nim ludzie wycieli świerki. Ale nie zrobili tego by je stamtąd wywieść i sprzedać czy spalić, ale po to by nie zagrażały odwiedzającym rezerwat ludziom. Jak już nie raz pisałem, także u Czechów w Jesenikach także masowo zamierają świerki. Tego procesu nie da się odwrócić, choć ktoś mógłby mieć taką nadzieję patrząc na fotce na samosiewy świerka  Natomiast tempo zmian klimatycznych i wręcz klimatyczny chaos wg mnie nie pozostawia cienia złudzeń, że te świerki nie dadzą sobie rady będąc większe i potrzebując większej ilości zasobów. 

Za to same torfowisko jest cudne - nie znalazłem informacji, czy jest to torfowisko niskie (zasilane wodami podskórnymi) czy też wysokie (zasilane opadami atmosferycznymi), ale po tym jakie gatunki roślin tam zauważyłem stawiam, że bardziej niskie, albo przejściowe.

wełnianka pochwowata - roślina charakterystyczna 

zalotka torfowcowa
krzyżak i wełnianki
na dziś to wszystko, jutro kontynuacja.....
Na dworze niżowa pogoda i trzeba to wykorzystać by zakończyć wpis. Jak wspomniałem mamy aktualnie dość deszczowy i chłodny okres. Natomiast widzę jak szybko woda znika nawet po sporych opadach. Dzieje się to nie tylko dlatego, że woda wsiąka, ale przede wszystkim powodują to rośliny wchłaniające wodę (i oddające ją potem do atmosfery) wodę. To właśnie na podstawie tego wskaźnika tj stosunku opadów do ewapotranspiracji liczy się bilans wodny - by był dodatni wskaźnik odparowywanie wody powinno być mniejsze niż jej "dostawy" z nieba. Zatem w wielu obszarach kraju skutki suszy pogłębiają się. Tak, widzę to także na naszym terenie. Poziom wód gruntowych i podskórnych cały czas opada. A że chłodno? Cóż, klimatyczny chaos i tyle. U nas chłodno, ale gdzie indziej niekoniecznie. I ten chaos zresztą wielopoziomowy, nie tylko klimatyczny przeraża mnie najbardziej. W sumie to te sprawy zdecydują o przyszłości naszej i planetarnych ekosystemów.
Jeszcze nadmienię, że w ostatnich dniach maja w okolice Strzelec Op uderzyła trąba powietrzna - co statystycznie niemożliwe dostało się miejscowości gdzie 18 lat temu to samo zjawisko zrobiło potężne zniszczenia. No więc to moje odczucie chaosu chyba ma jakieś uzasadnienie...

Kolejna porcja fot została wykonana podczas rowerowych przejażdżek po okolicy. Mam swoje stale traski jak Czerwone Górki, doline Odry czy okoliczne łomy. W tym roku zrobiłem już 900 km co pokazuje pewną regularność z jaką sobie pedałuję. Choć tyle tej mojej "regularności"... ;-)

dla modraszków kupa szczęścia

żołny z daleka - nie mam ciśnienia na piękne fotki robione kosztem spokoju ptaków

spotkanie w samo południe 
Pani danielowa - ciekawe czy zwiała z jakiejś hodowli czy richtig dzika ;-)
para dorosłych bielików spotkana koło Kamienia Śl. 


dorosły w locie - widać czarną obrączkę

Ptaka spotkałem podczas drugiej kontroli stawu który "oporządzam" w ramach akcji monitoringowej zorganizowanej przez Górnoślaskie Towarzystwo Ornitologiczne. Jak widać roboty z terenie nie brakuje w przeciwieństwie do np czasu.
Fotka z zarośniętej części stawu gdzie rosną fajne roślinki; wełnianki. Na samym stawie bez szału.
Za to okolica dość ciekawa. Dzięki tej akcji obszedłem staw dookoła bo jak tam wpadałem wcześniej to tylko z jednego brzegu lukałem na ptoki. Naprawdę fajne skrawki leśnych podmokłości są wkoło. 
tak troszkę torfowiskowo.


podlot śpiewaka - wydawać by się mogło, ze latać nie poradzi ale dawał radę.

Młode ptaków śpiewających maja taką strategie, że w razie zagrożenia opuszczają wcześniej gniazdo po to by którekolwiek z nich miało szanse przeżyć nie będąc łatwym kąskiem dla drapieżnika który namierzyl w gniazdo.

Ostatnia porcja fotek kwitnących "pięknotek przydrożnych". Rośliny widoczne na fotach przybyły do nas razem z gatunkami uprawnymi i do niedawna towarzyszyły im  na polach. To tzw gatunki segetalne nazywane chwastami polnymi. Obecne były do momentu kiedy masowo zaczęliśmy stosować środki ochrony roślin. Miłki, kąkole czy nawet maki znikają z naszego otoczenia. Dlatego takie widoczki trzeba doceniać.
kolorowe przydroża

To rejon nowej strefy ekonomicznej na tzw "dziłach" na północ od Gogo. Niedługo wejdą tam firmy które skutecznie wytrują i wykoszą te kolorowe cuda. Powstaną trawniczki podlewane i koszone wkoło macieju póki wystarczy wody.  A można by było troszkę inaczej z pożytkiem dla ich portfeli, wspólnej przyrody i naszej przyszłości....
Z ciekawostek dotyczących roślin związanych z rolnictwem to dowiedziałem się , że nasiona maku by wykiełkowały muszą być wystawione na bezpośrednie działanie słońca. To jego promienie powodują kiełkowanie. To właśnie dlatego maki i bławatki pojawiają się w wielu miejscach  "nie wiadomo skąd" po przeprowadzanych pracach ziemnych. Niestety czasem wraz z nimi wchodzą ostro obce gatunki inwazyjne które skutecznie wypierają konkurencję. Amerykańskie nawłocie i azjatyckie rdestowce to ogromne zagrożenie dla naszych roślninnych zbiorowisk.

nazbierałem troszkę płatków bławatka bo mają ciekawe właściwości lecznicze

synowie stalowego nieba

Tam gdzie bogactwo kwitnących roślin są też owady i ptaki żywiące się nimi. Bogate zbiorowiska roślinne to jednej z najważniejszych warunków determinujące występowanie innych organizmów które się nimi żywią. To od roślin się to wszystko zaczyna :-)
ten lubi zjeść coś z chitynowym pancerzykiem - gąsiorek

Ale takiego też by pewnie zjadł:
gąsiennica kraśnika

A tu kto zagląda w przyssssłość? :-)
zaskroniec i jego zabawa w QQ


Kończąc życzę pięknych obserwacji i jak najmniej perturbacji.
Do następnego.

sobota, 16 maja 2026

Ra(j)dosne zmęczenie

To już tradycja, że w maju organizowana jest unikalna impreza dla ptasiarzy "sportowców"- to słowo w kontekście naszej drużyny traktujemy bardziej fizycznie, bo cyferkowo-ptakowo zrobiliśmy 3 lata temu co co chcieliśmy (rekord Opo) . Teraz jest mniej napinki a więcej luzu i uśmiechu , choć po prawdzie tego ostatniego nigdy nam nie brakowało. Fajnie mieć kumpli z którymi można spędzać takie chwile. Ptaki i rowery łączą ludzi :-)

Skoro już wiadomo, że było rowerowo- radośnie to postaram się opisać nasze przygody bardziej szczegółowo. Kolejne nasze rajdowanie (moje już bodajże 14ste) zaczęło się tam gdzie w zeszłym roku, czyli nocką w ośrodku nad południowym brzegiem zbiornika Turawskiego. Nie za bardzo wychodzi nam planowanie i "zwiad" a to jednak klucz do sukcesu dla tych którzy do rajdu podchodzą na "sportowo-liczebnikowo". Na szczęście wychodzą nam a nawet wyjeżdżają (bokiem) inne rzeczy. Jedyną rzecz jaką mieliśmy w głowach to poprawienie wyniku rowerowego rajdu z zeszłego roku gdzie byliśmy jedna z dwóch drużyn w całej Polsce używającej do poszukiwania ptaszorów rowerów. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że w tym roku było 5 drużyn. A jak się zaczął dzień? Ano wcześnie bo o 3;15. Szybki banan, szklanka ciepłej wody i hajda na rumakach w las.  Poranek  przywitał nas chłodkiem i głosem słowika śpiewającego gdzieś daleko nad brzegiem zbiornika. Za to my pierwsze godziny spędzamy w lesie by wysłyszeć i odnotować w rajdowych formularzach jak najwięcej śpiewającej drobnicy. Co do pogody to na szczęście 2 dni przed rajdem troszkę popadało, ale nie na tyle by skutki suszy zostały zatarte. Kurzyło się jak diabli a i też pewnie z powodu chłodu ptaki momentami odzywały się jakby "półgębkiem". Przyfarciły za to lelki odzywające się przed wschodem słońca, śpiewał paszkot, lerka i w miarę upływającego czasu coraz więcej wróblaków. Zaskoczyła nas obecność samca kląskawki w młodniku i skraju dojrzałego lasu. Nasze "patrony" (3nadle) też rozpoczęły poranne zaśpiewy. Dość późno obudziły się świergotki drzewne - niesamowite, ale to były pierwsze moje tegoroczne. Zwariowane mamy wiosny ostatnio o naprawdę czasem to co ma przylatywało wcześniej dolatuje później blokowane spływem zimnych mas powietrza z północy i być może innymi czynnikami.  Bardzo wsłuchiwaliśmy się w odgłosy lasu by zlokalizować śpiewające pospoliciaki. No ale one czasem robią psikusy i jak na złość w tym dniu odzywać się nie chcą. Tak było w tym roku np ze zniczkiem - no ni huhu do samego końca. 

czas leśny
Przyznam się szczerze, że mimo, że troszkę się ruszaliśmy to zmarzłem niemożebnie. Przed wschodem słońca temperatura spadła jeszcze o kilka stopni C. Raz nam ją podniosła locha z malutkimi pasiaczkami przebiegającymi przed nami przez drogę oddziałową. Cudny i ekscytujący był to widok. 
Po rundce przez lasy i srogie zręby (oj, rżną aż furczy!) wjeżdżamy na wał między Szczedrzykiem i Kotorzem. Po obserwacjach i nasłuchu przy trzcinowisku namawiam chłopaków by pojechać na zaporę elektrowni. Widzę po ich minach niezdecydowanie, ale przekonuję argumentem, że w szpalerze topoli rosnących u podnóża wału bywają dzięcioły a przy elektrowni mieszka "górlaka". Na wale mamy pierwsze siewki ; pisiki, ale niedaleko od celu zauważamy bardzo fajny i rzadki na rajdach inny gatun siewy: kulika mniejszego. 
słoń mniejszy

w locie
Widać jakie było lustereczko na tafli wody o świcie. Potem zaczęło jednak mocniej podwiewać.

lustereczko powiedz przecie ile ptaków los przywlecze?

kapitan foci słonia mniejszego

Przemek został zapisany na listę wiec wrona leci szukać dalej :-)

Na zaporze spędzamy z 10 minut - pokazuje się rybitwa rzeczna i na dosłownie sekundy dwie pliszek górski z pokarmem. Ale dzięciołów brak. 
Ładnie pozuje muchołówka białoszyja więc ją dokumentuje. Wiadomo, że podczas rajdów fotki nie są obowiązkiem, ale czasem ten aparat trza wyjąć z futerału. :-)

poranne zaśpiewy

Ruszamy traskę południowym skrajem zbiornika - tu dopada mnie tzw "fizyczność dolnej części pleców" i lecę w krzoki. Wracając dostaję prezent od lasu -pokazuje mi się jedyna tego rajdu muchołówka szara. Chłopaki też zdążyły ją zobaczyć bo trzeba pamiętać, regulamin każe zaliczać do listy tylko gatunki widziane przez całą ekpię (tak, są wyjątki - 5 % gatunków może nie być widziana przez mniejszą część ekipy). Gdzieś w tej okolicy pękna nam 50 tka, ale do setki ja nigdy nie pytam o wynik. Setkę nasz sekretarz ogłasza oficjalnie podniosłym tonerem ;-) w odpowiednim momencie i zawsze jest to "wiekopomna chwilja" 
dajcie drugą pięćdziesiątkę :-)
PO drodze na ujście Małej Panwi gdzie siedzi najwięcej wodnego ptastwa cały czas dopisujemy do listy nowe gatunki; mi.in jarzębatkę, sroki i dudkającego zapamiętale dudusia druciarza.
druciarz

droga na ujście
Błotka i łachy obfitują w ptaki. Są też wyczekiwane siewy; na razie tylko baton i łęczaki, ale bieremy wszystko czego jeszcze nie było :-)

samiec batona
Będąc tydzień przed rajdem na zbiorniku wylukałem w kolonii śmieszki parę melek - przydało się bo od razu je znalazłem i pokazałem chłopakom. Były małe problemy z Waldim który patrzył w inne miejsce niż pokazywałem i twierdził, że to śmieszki a nie czaroglowe, ale nieporozumienie po minutce zostało wyjaśnione. No jakżesz tu można nie zauważyć "bohaterek" opisywanego epizodu? :-)
taki żarcik :)
Decydujemy się na spacerek przy ujściu rzeki - poziom wody jest (niestety dla ptaków lęgowych) niski ,ale migrującym na północ siewkom akurat to pasuje. Nam w tym dniu też, natomiast mnie to co robi zarządca zbiornika niemożebnie wkurza. To się nazywa mieć AMBI_LAWENDNE uczucia :-)
Kolega Jurek znów pomaga nam logistycznie i wpuszcza na teren pompowni. Kierując się na łąchy ujścia rzeki dopisujemy do listy jedyną pokląskwę tego dnia. Za parę minut szukamy ptaków w przyujściowym odcinku.  Mamy kolejne siewy, rybitwy białowąse i czarne i widziane już wcześniej na tafli zbiornika mewy małe. Gdzieś w tej okolicy mamy setny gatunek - chyba nawet została nią pokląskwa. Tokuje nam też nad głowami kszyk.
Ostre skanowanie łach przynosi kolejne 5 czy 6 gatunków siew: z ciekawszych alpinki, obrożna. 

ostrość na obrożnej, ale są cyraneczki, kwokacz i łęczak



W pewnej chwili w powietrzu duże zamieszanie: w góre wzbijają się stada rybitw i mew. Wiem, że pojawił się jakiś srogi drapol i rzeczywiście: Przemek melduje jakiegoś sokoła latającego dość daleko od nas. Szybkie przyłożenie szkieł do oczu i mamy wędrowniaka! 

"typowe" ujęcie rajdowe :-)

Jest ok 10 tej i dopiero teraz pokazuje nam się pierwszy myszołów. Konstatuję to zobojętniałym głosem, że to nie jest dobry dzień na drapole. Dostaję kontrę od Waldika, żebym się nie mądrzył bo znó będę musiał odszczekać. Stwierdzam, że z dziką rozkoszą to uczynię podczas dalszej części rajdu. Czy tak będzie? Oby.
Kolejny etap to podwójna kawka w Ozimku. Też tradycja, że jadąc na tankowanie czarnego napoju dodajemy do listy "skrzydlaty homonim" pobudzającego napoju pitego o poranku. 
Po kawusi z uśmiechniętym licem i nadzieją w twarzy ruszamy  na południe - robi się lato: temperatura sięga 14 stu st C! :-)
Po drodze skręcamy z kursu do niewielkiego wydzielenia z resztkami podmokłości i olch: było warto, bo na szutrowej ścieżce skacze jakaś poecilka - tylko takie coś udało się zrobić francy :-)

stój glizdo!

Na łąkach koło Krzyżowej liczymy na coś więcej niż ciapcana bladego, ale tylko on się raczył był pokazać. A miejsce zacne i podczas siankorżnięcia ptaków bywa tam sporo.

łaczki kolo Krzyżowej

Co my tu dalej mamy: czy to będzie czasu strata, co przyniesie nam Utrata?
Ano było cool: słyszymy turkawkę, na stawach kapitan objawa nam świtnuchowe ciało, wypływa z trzcin krzykliwiec a na koniec ja słyszę odzywającego się samca zielonki. Są też  konkurencyjne "Podloty", całe w skowronkach żadnym ruchem kącika ust nie zdradzające nam, że zaraz za zakrętem pływała podgorzałka. My pozostajemy regulaminowo dłużni, ale jak to mówią: bez urazy - dziś każdy sobie kaczke skrobie.

a to ci niespodzianka - kaczki nam dziś "żerą" 

jedyny rajdowy krzykliwiec

Na pożegnanie dzięcioł średni przynosi...a przepraszam wynosi z czyjejś dziupli jajko które będzie "jajecznicował" - smacznego, my też zaraz na obiad więc nie będziemy tu na sępa czekać...choć w sumie, może kiedyś....ten sęp znaczy :-)


tak się wypatruje dzięcioły

Kierunek Izbicko - tak blisko, ale może coś wpadnie. Zimek wyszukiwany przy wszelkich możliwych strumykach dalej nam umyka, ale bystre oko pana "nie ma pogody na drapole" wyłapuje krążącą na nieboskłonie sylwetkę czegoś szponiastego. To myszołów, ale co to lata za nim? Luneta w ruch i jest fajny zuch - "trzmiel" to zacny kawałek drapulca na rajdzie.

motyla sylwetka trzmielojada też się na listę nada

Przy Izbicku mamy spodziewane tam kwiczoły a w knajpce przy skrzyżowaniu z drogą wojewódzka szybka zupa i małe doładowanko sprzętu. 
Pedałując w stronę Otmic widzę kolejnego drapola ( chyba trza będzie odszczekać) , ale smukły błotniak w samico-niedojrzałej szacie lata za daleko na pewne ID - z wielkim żalem nie możemy sobie pozwolić na dopisanie go do listy. 

on tam serio jest :-)

Nasze plany tworzymy raczej na bieżąco, ale bazujemy na doświadczeniu i jakimś tam rozeznaniu najbliższego terenu. Postanawiamy odwiedzić 2 okoliczne kamieniołomy - jeden przez suszę zupełnie pozbawiony wody przynosi białorzyki drugi z wodą m.in brodźca śniadego.  
Licznik kilometroptaka wręcz rewelacyjny, ale godzina już późna i trza decydować czy Kamień i mandarynka czy wielka niewiadoma na Kosorkach. Nasze nosy dobrze wyczuły: choć jechaliśmy z myślą i srokoszu którego dla urozmaicenia tym razem nie było to mamy inne gatunki: m.in remiza, kobuzy i samotnika, który jest już chyba 12stym gatunkiem siewy podczas rajdu. Fiu fiu....

pierwej myślałem, że kobczyki, ale kobuzy też spoks

to była kiedyś struga Lutnia

Tu diunowa dygresja - mimo, że na tym błotku widzieliśmy samotnika to NIC nie usprawiedliwia tego zła jakie robią te wszystkie spółeczki wodne i inne "wrzody polskie" ryjące czy trzeba czy nie rzeczki, cieki i rowy. Cyniczne lujki trzepią publiczną kapuchę idąc po najmniejszej linii oporu pozbawiając nas i przyszłe pokolenia wody i osuszając miejsca gdzie tej wody nie brakowało. Do piekła z nimi, niech cierpią na wieczne pragnienie! Nie ma usprawiedliwiania dla takich idiotycznych akcji szczególnie w miejscach gdzie wysoka woda nikomu nie grozi. 
A my musimy jechać dalej i czesać, czesać czesać. Z Kosorek jedziemy na Gogolin, może tam gdzieś na Wajchach odezwie się wyczekiwany przez Waldka ortolan. Tu go niestety nie usłyszymy, ale mamy jeszcze tajną broń - 2 pewniaki czyli gawrona i miejskiego gołębia. Przy malutkiej kolonii gawrona na ul Chrobrego w Otmęcie trochę się gimnastykujemy bo jest już grubo po 19 stej a i drzewa w pełni wegetacji - weź tu dostrzeż ptoka w tych warunkach. Po paru minutach kręcenia się pod drzewem gdzie ledwo widać gniazdo i sporo pobieleń słychać jakiś huk - to wielki kamień spada nam z serca bo czarnuch na parę sekund pojawia się przy gnieździe po czym w nim znika. 
Jedziemy na gołębia "miejskiego" - tu podwójny rekord - pierwszy, że jeszcze nigdy nie mieliśmy tak późno tak pospolitego gatunku na liście, dwa: mamy pobity rowerowy rekord z zeszłego roku. Teraz już z górki. Na bank coś jeszcze znajdziemy!
Decydujemy, że przejedziemy przez śluzę i okolice Szachty. W niewielkim trzcinowisku notujemy podróżniczka. Jest ponad 130 i to nie tylko do opowieści :-)
Jako, że lądujemy w hajmacie naszego el Kapitano to przyjmujemy jego propozycje poszukania kuropatwy i przepiórki - "dla byka ciastko". Na odcinku 300 metrów za ostatnimi zabudowaniami Żywocic słyszmy odzywające się w tym samych czasie obie polne qry! 
No i co dalej jak tak dobrze idzie? Decydujemy się na dolinę Osobłogi i poszukiwanie lokustelli spośród których do tej pory mieliśmy tylko brzeczkę. Jest świerszczak, ale strumieniówki i łozówki brakuje. Ostatnim ptakiem rajdu jest wylatująca z lasu uszatka- jedyny gatunek sowy podczas rajdu.
Wielce udany rajdzik kończymy ok 22 po prawie 19 stu godzinach i prawie 100 km przejechanych na rowerach wynikiem 136 gatunków. W klasyfikacji rowerowej ( 5 ekip) to złoto, ogólnej 21 miejsce. 
Tu link do strony rajdowej z wynikami, relacjami innych ekip i fotami: Wyniki – XVII Rajd Ptasiarski - OTOP
Przy okazji bardzo dzięki moim towarzyszom Waldkowi i Przemkowi, obyśmy mogli cieszyć nasze uszy i oczy pierzastymi cudami natury jak najdłużej i to bez względu na to czy in purpose czy bez okazji. AVE AVES jak to mówi inny mój kolega. 
A "jutro znowu wam uciekniemy"  into the wild. Tylko bez plecaków bo potem rano plecy bolą bardziej niż zadek :-)

PS. te ładne ostre fotki są autorstwa Przemka 
Baj, baj, frunę dalej w maj. 

środa, 29 kwietnia 2026

Popiełuszki

Nie jest moim celem obrażanie uczuć religijnych kogokolwiek - tytuł bowiem odnosi się do fatalnej i długotrwałej suszy i jej skutków. Przez ostatnie 2 miesiące spadło mniej niż połowa średniorocznej normy za ten okres. To kolejna taka wiosna - jeszcze się dobrze nie zaczęła a już służby hydrologiczne ogłaszają suszę nie tylko glebową, ale i hydrologiczną. Niestety nikt z decydentów i olbrzymiej części społeczeństwa nie chce tego problemu zauważyć. Ba, zarządcy wód w tym kraju robią naprawdę wiele by skutki suszy potęgować. Pisząc te słowa słucham akurat audycji o hydrologii, bioróżnorodności i zmianach klimatycznych. Pani z Centrum Ochrony Mokradeł wspomniała, że w tym kraju mamy sieć rowów melioracyjnych o długości odpowiadającej 3/4 odległości z Ziemi na Ksieżyc.....to jakieś 230 tys km. Zastawki, magazynowanie wody, mała retencja? Chyba żartujecie.....Nie z tymi betoniarzami z Wrzód Polskich i samonierządnikami. Ich interesują przelewy za pogłębianie rowów a nie troska o lokalne społeczności. Widząc ten syf jaki nam fundują pseudoelity ciężko spać spokojnie....

Z tematów przyrodniczych zakończyliśmy 7 sezon polnej "masakry - nocne eksploracje terenu zgodnie z metodyką są dość wymagające kondycyjnie, ale zawsze ciekawe i przynoszące niespodzianki. Na przedostatnim wyjeździe taką niespodziankę sprawiło nam 3 panów którzy pojawili się dwoma samochodami i zablokowali na polej drodze samochód w którym siedział kolega. Okazało się, że wzięli nas za złodziei. Na szczęście panowie szybko zauważyli swoją pomyłkę, ale przez chwilę było tak dość "inaczej". 

Za chwilę kolejne monitoringi; chyba 20 sezon MPPLa i monitoring Stawów Niemodlińskich i Tułowickich. A za niecałe 2 tygodnie Rajd Ptasiarski. Znów z przyjaciółmi planujemy to zrobić na rowerkach.

Skoro już omówiłem z grubsza aktualną sytuację i plany na przyszłość to polecimy w teren. Zapraszam.

wywiewanie materii organicznej z pól przebiega dość spektakularnie i konsekwentnie

Czy rolnicy podejmują jakieś działania by zapobiec skutkom erozji wietrznej? Przecież tracą rocznie 2-3 miliardy złotych przez zmiany klimatyczne. Tak, są miejsca gdzie to się dzieje, ale na pewno nie tutaj. U nas dalej wycina się polne zakrzaczenia i aleje śródpolne i zasypuje resztki podmokłych terenów pod uprawę kukurydzy.- w końcu nawet jak rolnik nic nie zbierze, to odszkodowanie dostanie, to po co się będzie przejmował skutkami suszy. Państwo też nie promuje zatrzymywanie wody w krajobrazie - politycy wolą populizm i rozdawanie nie swojej kasy zamiast wdrażanie rozwiązań systemowych.  A przecież takowe można było by wdrożyć - choćby wypłata tzw "bobrowego" - za tereny na których uprawa jest niemożliwa wskutek zlania wodą powinno się wypłacać odszkodowania. No a cóż jest skomplikowanego w budowie zastawek na tych pieruńskich rowach odwadniających? To żadne wielkie halo przecie.  I choć obecność wody to także czasem niewielkie straty, to jednak znacząco przeważają korzyści
Apropo wody: na małym śródleśnym stawku koło Kamienia Śl wpadłem na parkę mandarynek w środowisku które sugerować może próbę lęgu - te kaczki zakładają gniazda w dziuplach u nas wykuwanych przez dzięcioły czarne. 
parka kolorowych azjatów

Na pobliskim kamieniołomie też ciekawie choć poziom wody od lata zeszłego roku ubyło ponad 2 metry wody.  Dwa tygodnie temu spotykałem tam podgorzałkę a parę dni temu fajny przelot mew małych rybitw czarnych i jednego szczudłaka.

para nurogęsi w tym okresie sugerują próbę podjęcia lęgu


od lewej:śmieszka, szczudłak i mewa mała

Jeśli chodzi o wycieczki w teren to używam głównie rowerka - co prawda za ciepło nie jest a wiatr potęguje odczucie chłodu, ale elektrykiem można i pod wiatr :-) Natomiast już 3 razy zdarzyło mi się złapać kapcia. Peszek :-)
To teraz porcje fotek z takich rowerowych wycieczek:
para bocianów z okolic Bagna
Martwię się trochę o te okolice gdzie bociany lubią zdobywać pokarm, bo ruszyły prace przy budowie mostu południowego nad Odrą. gogolińscy "rozwójnicy" mogą zechcieć zbudować drogę przez te łączki. Choć zwróciłem się oficjalnym pismem do burmistrza z pytaniem czy planują taką drogę to wieloletnie doświadczenie nie pozwala mi wierzy w żadne słowa wypluwane przez tutejsze władze. Ich prawda dogonić nie zdołą, tak szybko przed nią uciekają.....

krętogłów z parku w Otmęcie
W okolicy tego miejsca spotkałem też pierwszych kosiarzy i dmuchaczy spalinowych. Szefostwo krapkowickiego WIK w zadzie ma suszę i jej skutki, drogie paliwo, syf i hałas jaki generują ich idiotyczne praktyki. Kasę trza przewalić i zniszczyć jak najwięcej się da przed końcem świata (jaki znamy). Zresztą tu u mnie też przewaliło się stado kosiarzo-dmuchaczy. Powaliło wszystkich do imentu....

umierające Kosorki

Jak widać na kompleksie żwirowni poziom wody opadł wręcz dramatycznie. To na pewno cieszy ludków co se tam pobudowali "dacze" nad wodą. Byle im do łbów nie wpadło by w te dziury po wydobyciu piachu śmieci ładować. A społeczeństwo mamy przecież "zaradne i pełne inwencji" :-)
Niedawno przyleciały w to miejsce rybitwy i widać, że bardzo im się chce - no, ale czy zdołają przetrwać jeśli woda będzie dalej tak opadać? Wątpię.

parka na jednej z wysepek

Nistety zdemontowano sztuczną wyspę która dwa lata temu tam umieściłem. Muszę popytać tamtejszych moczykijów czy wiedzą dlaczego.
przęstka na resztkach wody
Bywam też w okolicy tzw Czerwonych Górek - trochę sie tam dzieje i też jest to niestety teren zagrożony rozjebką niedorozwojową. Widziałem dokument uzgadniający złoże glinki którą międzynarodowy koncern cementowy chce wykorzystywać UWAGA ! do wychwytywania CO2.Są plany mówiące o powstaniu tuż obok dużej instalacji do wychwytywania CO2 - oczywiście nie będzie to miało NIC wspólnego z walką o klimat a chodzi o dużą kasę dla międzynarodowych graczy. My możemy tu skisnąć z braku wody, oni będą się wypróżniać do złotych nocników. 
Warto dodać , że planowana kopalnia odkrywkowa miała by powstać w otulinie Parku Krajobrazowego - no po prostu zgroza i szok. To po "cha" te wszystkie formy ochrony w tym kraju jak nie chce się przestrzegać ich prawnych ram? 
pierwiosnki wyniosłe bodajże ze śródpolnej remizy na Czerwonych Górkach

  
pas rozgraniczający pola to zawsze miejsce bytowania wielu organizmów

wyszła na kolację

Tu porcja fociaków z wczorajszej wyprawy a potem zakończę szybą relacją z wizyty u Dr Szpona.
ach te sznurki.....

 Bociany czasem wpadają w sznurkowe tarapaty. Odkryłem natomiast, że na naszym terenie działa firma wyłoniona w publicznym przetargu której zadanie polega na sprzątaniu po ROLNIKACH folli, sznurków i innych artefaktów porzucanych przez nich na polach. Rozumiecie to? Każdy normalny mieszkaniec tego kraju szanujący innych ludzi i otoczenie wie, że swoje śmieci trzeba uprzątnąć a za sprzątanie po rolnikach mamy dopłacać.....
pierwsze w tym roku moje pliszki żółte zobaczyłem dopiero wczoraj!

Ten osobnik wygląda na jakiegoś mieszańca "podgatunkowego"
stado ponad 20 wron przy dwóch kuropatwach

Na koniec 3 fociaki z wizyty orlikowej na północy Opo. Lubię tamte tereny tak samo jak nasze, choć zdaję sobie sprawę, że za parę lat okolice Gogolina będą już tak zniszczone i przekształcone przez "rozwojników" , że trza się będzie wyprowadzić w spokojniejsze okolice -być może właśnie w okolice Pokoju i Namysłowa. Choć oczywiście nikt nie jest w stanie zagwarantować, że i tam zawita dziki niedorozwój i jego spalinowo-betonowi apogleci.
Tymczasem w orlikowych areałach jeszcze względny spokój:
jest i łukoskrzydły wędrowiec


resztki soliterowego olbrzyma na pewno służą tysiącom różnych organizmów

jak ktoś mi każe się zachwycać kwitnącymi czereśniami to proszę by mi potrzymał piwo i wołam dziką gruchę! :-)
Natomiast nie wiem jak z drzewami owocowymi będzie po tej nocy gdzie prognozowane są spadki temperatur na dużym obszarze kraju do nawet -10 st.
No, ale jak to mówią szury od upraw bananów i pomarańczy to wszystko wina sterownia pogodą, chemitrailsów, anten 5G, ludzi jaszczurów i mnie. 
Biere na klatę i obiecuję, że załatwię jeszcze więcej popryskań :-) A mam znajomości WSZĘDZIE!
Natomiast trza by w czasie majówki zrobić coś pożytecznego i nie myśleć o zbliżającym się kolapsie. 
To do następnego oby mniej ususzonego wpisu,
Pozdrawia Wania od nieba pryskania.