czwartek, 10 sierpnia 2017

sezon na wszystko......

Taki czas wypaśny jest - oczy można paść i na ptaszorach i na owadach i florce. Jest pięknie i tylko serce  me się frasuje gdy widzi się straszne rzeczy wyczyniane przez ministra Szyszkodnika co się ludzi i bogów nie boi. Nie chcę temu panu źle życzyć, napiszę jeno iż ufam że karma do niego wróci (oby jak najszybciej) a historia osądzi jak na to (nie)zasługuje.....
Teraz lecimy z fociakami- najsampierw z zeszłego piąteczku z żonką poszukiwałem na zarastających kamieniołomach modliszek - mimo zimnej i kapryśnej wiosny te piękne owady są obecne i jest ich niemało!
zielona piękność
tu dorosły osobnik, ale były też jeszcze imago
Inne owady spotkane tego dnia:
kruszczyca i łanocha (chyba)
wstęgówka pąsówka
Ta spora ale niepozornie (w spoczynku) wygladajaca ćma kiedy zerwie się do lotu wyglada jak mini pomurnik! Szkoda, że nie dało się jej sfocić w locie....
Są za to inne kolorowe owady których obecność bardzo mnie raduje:
kraśniki kilku gatunków są ozdobą kseroterm okolic gogolina
pośród szczeci czas leniwie leci...:-)
A na łączce z drugiej strony miasteczka kwitną pysznie..........goździki.

kolejne ślicznotki
goździk pyszny - dość rzadki i chroniony z tym, że nie u nas
Jaka szkoda, że wniosek koleżanki by zielony użytek w Obrowcu-Wygodzie który mógł zostać objęty ochroną nasza Rada Miasta i brukarz olała - nie rozumieją urzędnicy i wybrani (przez nas radni) ,że mają cenne i piękne rzeczy warte ochrony. Nie rozumieją, że są ludzie co specjalnie podróżują przemierzając czasem spore odległości by osobiście zaliczyć przyrodnicze rzadkości. Nie rozumieją, że przyroda jest elementem dzięki któremu promuje się swoje strony jako atrakcyjne turystycznie. I chyba nie ma szans by zrozumieli skoro priorytetem są dla nich parkingi i kamienisto-brukowe pustynie szumnie i mocno na wyrost nazywane ogrodami owocowymi. Smutne to i trochę dołujące - oby następne pokolenie było bardziej wrażliwe na to prawdziwą i żywą naturę.
Odwiedziłem w ciągu łikendu PiDżi i jakiś ruch w biznesie widać. Najbardziej ucieszyła mnie rodzinka kuropatw - parka starych z dziesięcioma podrośniętymi młodziakami to widok baaaardzo rzadki.
2 + 6, 4 czekają na poboczu na zielone światło :-)
Widać już powoli ciągnące drapole, stada czajek i gawronów.

gapowaty młody stawowiec
jegomość zaic
młody zaobrączkowany błotniak łąkowy
 Koledzy Michał i Piotrek robią kupę dobrej roboty - nie tylko obrączkuję młode i stare ptaki tego gatunku ale także aktywnie chronią lęgi by nie uległy zniszczeniu podczas żniw. Brawo!
i lece......
Innym miejscem odwiedzonym w ostatnich dniach był Zb Turawski. Szybki niedzielny byzuch przyjaciół mających tam letnią miejscówkę na likend przyniósł oprócz spokojnego popołudnia rundkę rowerową na elektrownie.
Czemu tam? Bo mewki i rybitwy lubią okupować wspomnianą miejscówkę. Był też czerwony plasticzek, jeden, jedyny ale za to odczytany! :-)
wprowadzony do Polringu, ale jeszcze zwrotki nie ma
młode rybitwy czarna i białowąska oraz śmieszka
pretensję do przyziemiajacej koleżanki ;-)
 A na koniec chyba najfajniejszy odczyt z dorosłego orlika krzykliwego. Ale to akcja KOO (ptasi szpiedzy") więc mogę napisać tylko tak:  ptak jest obrączkowany jako pisklę na Opolszczyźnie i wrócił jajczyć w swe rodzinne strony - jak to opłaca się chronić gatunki strefowe! Superex!
ładna gadzina - nie pytać skąd bo i tak nie powiem :-)))
Tymczasem dzięki za uwagę i do następnego moi drodzy.
Baaaaj!

czwartek, 3 sierpnia 2017

coś tam lata......aaaa, to kolory :-)

Będzie kolorowo, troszkę fotek porobiłem , parę ciekawych miejsc odwiedziłem więc trza zostawić ślad w niniejszym wpisie. Potem za jakiś czas gdy sobie będę wspominał twarz ma się uśmiechnie patrząc na moc kształtów i barw uwiecznianych podczas terenowych eskapad.
Przy okazji wspomnę że na początku września minie pełne pięć lat mych wspominek - jak to szybko zleciało, łoooooo
Zacznę od najstarszych fotek z lipca
łąkowy myśliwy
Boćki już zaczęły migrację i troszkę żal że zbliża się jesień. Z drugiej strony nadchodzi najlepszy czas na obserwację ptasich rzadkości - mam nadzieję że i w tym roku jesienny przelot zaskoczy mnie czymś ciekawym.
samiec kląskawki
jakieś 2 tygodnie temu zachęcony przez kolegę Waldemara odwiedziłem piaskownie na polsko-czeskim pograniczu. Jeszcze dobrze nie wysiadłem z auta i wiedziałem że będzie co oglądać :-)

ponad 100 nor brzegówek
Jaskółki mają nieciekawą sytuację - lęgi na terenie czynnej piaskowni są dla nich śmiertelną pułapką......
tutaj jest bezpieczniej a iłowe skarpy uwielbiają baaaardzo egzotycznie upierzone koleżanki
żołny
Podczas dwugodzinnej wizyty naliczyłem cn 6 zajętych nor. Ptaki często karmiły co nie dziwi gdyż młode w tamtym czasie były prawie gotowe do wylotu.
Starałem się im nie przeszkadzać ptakom co nie było trudne mając na uwadze fakt , że na terenie piaskowni dość blisko nor cały czas pracują maszyny i ludzie więc ptaki chcąc nie chcąc dystans ucieczki mają niewielki.
parka
śliczności których nie lubią pszczelarze
wraca z ważką w dziobie z polowania
Na tą chwilę to chyba największa na śląsku kolonia- te ptaki nigdy nie będą u nas częste bo miejsc lęgowych nie jest zbyt wiele a i pokarmu (owadów) raczej nie przybywa. Miło więc popatrzeć kilka razy w roku na te pierzaste klejnoty.
Poniżej jeszcze inne stworzenia spotkane w piaskowni i lecimy na Turawe.
wonnica piżmówka - dawno jej nie widziałem
lato, lato, lato ach to ty......zdaje się nadawać trznadlik
Początkiem sierpnia w terenie robi się już cichawo - trzeba będzie poczekać ponad pół roku na ptasi gwar i świergot......
Tymczasem na Turawie wodę lekko spuścili i widać migrujące siewki. Jeżdżą ludzie czesać błotniste brzegi od strony Szczedrzyka, pojechałem i ja.
Spotkałem kolege Jurka z którym miło pogawędziłem a i parę ciekawych obserwacji też zaliczyłem.
Najciekawszym ptokiem wyjazdu według mojego subiektywnego osądu został kani czarna - niestety bez foty.
Inne udokumentowane poniżej:
blotko i łany manny mielec
Dwaj myśliwi
pigmej rezydent ( od wiosny tam siedzi)
klucz gęgaw
dostojka (większa?)
paziu z wału
kwitnący grzybieńczyk - stosunkowo nowy gatunek w składzie roślinności zbiornika
młody bieliks
Wracam z Turawy.
W zeszłym roku znalazłem miejscówkę gdzie przed odlotem gromadzi się sporo turkawek. W tym roku też odwiedzam zlotowisko bo może jakieś fajne stadko się zbierze albo uda uwiecznić drapolowy atak? :-)
turr-turrr
dla mnie chyba najładniejszy gołąb spotykany w Polsce
Turkawki to ostatni punkt dzisiejszych wspominek - na pożegnanie pocztówka z okolic Gogolina i wczorajszy księżyc. Warto się przyglądać północnemu niebu gdyż pora na perseidy zaczyna się robić idealna. Maximum przypada na 12-13 sierpnia wiec życzę sobie i moim przyjaciołom pięknych obserwacji astro!
podwieczorek za Kociną
dopełnia się
Nerka.
Wasz Zielony Świergol


czwartek, 27 lipca 2017

Fuerta - la utlima vez

Druga część wspominek pourlopowych będzie ostatnią stąd tytuł espaniolsko-ostatkowy :-)
Jak już wspminalem wyspa jest bardzo sucha i skalisto-pustynna ale uroku jej odmowić nie mogę.
Jej wymiary powodują że samochodem wszystkie większe atrakcjie można obskoczyć w 3 dni na luziku a w dwa tak troszkę mocniejszym tempem.
My musieliśmy sie streszczać bo auto mieliśmy tylko na dwa dni. Pierwszego robiliśmy północ i zachód a drugiego południe i centrum.
Plan na oblukanie północy przewidywał odwiedzenie małej dzikiej urokliwej wysepki Lobos koło Corrlejo (czyt Koralecho) odwiedzenie cypla z basenami wulkanicznymi kolo El Cotillo (el kotijo), odwiedziny innego małego miasta na zachodnim wybrzeżu być może z opcją wjechania w jakiś interior jeśli na to jeszcze starczy czasu.
Wyruszyliśmy krótko przed 10 i potem troszkę brakło czasu ale i tak fajny dzionek to był. Proszę zalukać.
Najpierw postój i sesja foto na wydmach Parku Narodowego Corralejo - wypisz wymaluj pustynia z dużymi wydmami z pięknym drobnym i delikatnym piaseczkiem.

jakieś wilczomlecze - rośliny z tej rodziny są licznie reprezentowane gatunkowo na wyspie
Potem już port i startujemy wodną taxówką na Lobos
laguny Lobos - po lewej puertito czyli porick
chyba jedyna zieleń na wyspie
Nazwa wyspy Lobos (po hiszp WILK) pochodzi od wilka morskiego jak Hiszpanie nazywali mniszkę (fokę)  - no rzeczywioście wilk morski jak pieron! :-)
Na wyspie jest ok 10 kilometrowy 2 godzinny szlak dookoła wyspy alem nie chciał w południe robić napinki bo trzeba było jeszcze trochę porazjować. Wolałem w oceanie trochę popływać z maską i rurką. Liczyłem na jakieś fajne obserwacje podczas snorklowania ale jakoś dziwnie bidnie , może nie trafiłem na odpowiednie miejsce bo Fuerta jak wiele wysp archipelagu Kanarów to raj dla nurków i głębiej jest bardzo dużo ciekawych stworzeń do oglądnięcia.
Za to do naszego grajdołka na plaży zaglądnęły jaszczurki:

jaszczur z Lobos
Atrakcją samą w sobie była ok 20min.podróż taksówką wodna (tzw "zodiakiem") przez pofalowany przesmyk między wyspami.Sternik chciał nas chyba trochę wystraszyć a tu na twarzach banany ponadnormatywne :-) Przypominało to trochę ujeżdżanie byka na rodeo :-)
Po powrocie obiadek w portowej knajpce i wio dalej.
Do przylądka na El Cotillo dotarliśmy pół godzinki później - drogi mają fajne i dość dobrze oznakowane.
Na przylądku szybka sesyjka i kierujemy się na Ajuy (czyt ahuj-serio :-))). Po drodze jednak parę przystanków na focie i obserwacje. Gdzieś w dzikim i bezludnym interiorze mają żyć ptaki które wiele rad bym poznał: rączaki i hubara.
W okolicach miasteczka La Oliva są dwie fajne górki: Malapis La Arena i święta góra Gauczów (pierwotni mieszkańcy Fuerty) Tindaya. Widoczki niczego sobie - nie zdawałem sobie sprawy że skały i kamulce wszelakie mogą mieć tak zróżnicowane kolory i strukturę .
Zjeżdżamy z asfaltu bo na szutrach Fuerty jeśli tylko nie są stromo pochylone nasz samochodzik spokojnie sobie radzi - choć wypożyczalnie straszą i przypominają by tego nie robić gdyż w razie awarii czy wypadku ubezpieczyciel nie zapłaci za ewentualną szkodę. NIe szkodzi - przecież nie robimy żadnego rally cross'a :-)
Malpais La Arena

Święta góra Tindaya - dalej wjeżdżać nie wolno i to respektujemy
Zanim jeszcze dotrzemy do Ahuj'a :-) widzę fajny wąwóz z kawałkami wody. Tam mi się zrywa czapla siwa. Na pustyni i rak ryba :-)

Barrancos Los Molinas
Według informacji znalezionych w sieci kręcą się po okolicy fajne ptaszory: m.in stepówki czarnobrzuche, ścierwniki i rączaki. No nic, jedziemy do miasteczka gdzie spacerkiem idziemy do nabrzeżnych jaskiń i ruin portu gdzie w ekwilibrystyczny sposób załadowywano z bardzo wysokiego brzegu statki i łodzie. Sam brzeg oceanu też ciekawy bo nad bazaltowymi skałami znajduje się spory pokład wapienia momentami  zerodowanego w fantastyczny sposób.

brzmi dość znajomo ;-)))
każda plaża ma inny rodzaj piasku - tu czarny bazaltowy jak na Maderze
Fuertański kras
w takim miejscu onegdaj był "port" - ahuj, żegnam, lece dalej :-)))
 Przed wyjazdem na mapce moja żonka zauważa jakiś zbiornik wodny - Embalse de los Molinos. Jest blisko nas to może skoczymy zobaczyć bo woda na tej pustyni na bank przciąga ptoki i inne istoty.
Warto było jak pierun - najpierw widzę sporo szczudłaków, czapelki złotawe, nadobne, kazarki i kląskawki kanaryjskie. Do tego robi się fajne światełko.

Embalse do los Molinos
szczudłaki i kazarka
Wracając szutrem do głównej drogi marzę głośno o rączakach kiedy żonka podnieconym głosem prawie krzycząc wyciąga rękę przed siebie i oznajmia: TAM, TAM SĄ!
No fajnie tylko wypatrz je człeku jak się nie ruszają! :-) Po paru chwilach kiedy już myślę że to jakiś miraż w końcu dostrzegam najpierw jednego a potem drugiego rączaka - ale piękna chwila!
Dzięki żonko!
niesamowity ptak: RĄCZAK
cudowny wzorek na głowie przypominający troszkę fałszywe oczy
Ptaki śmiesznie biegną wzdłuż drogi i nie myślą używać do ucieczki skrzydeł. My też nie wychodzimy z auta i dodatkowo ich nie stresujemy. Piękne chwile!
Z uśmiechem na twarzy kierujemy się na kolacje do hotelu - do przebycia ok 50 km i coraz ładniejsze oświetlenie.
cienie na pagórkach
sielsko ale czy anielsko ? :-)
Na koniec słupowa niespodzianka również wypatrzona przez pilotkę mą bystrooką.
ścierwnik jest dość rzadkim i ginącym ptakiem na fuercie
Drugi dzień to wcześniejszy start do miasta Morro Jable na południu. Tu łapiemy specjalny autobus terenowy i odwiedzamy słynną z potężnych fal, dziką i rozległą plażę zwana Cofette.Zanim jednak startujemy kierowca "wymusza" na pasażerach wspólne odśpiewanie refrenu hiszpańskiego disco-evergrinu (dość znanego w Polsce mojej młodości) pod proroczym tytułem "Vamos a la playa" - pasażery muszą chóralnie i entuzjastycznie zaśpiewać o-ooo-ołooo. Znałem tego hita więc jadaczkę darłem zgodnie z zaleceniami el Conductora (kierowca po hiszp)
Tu spędzamy ponad dwie godzinki. Rzeczywiście plaża olbrzymia ale niebo zachmurzone a i fale też jakieś mikre więc w sumie szału nie ma. Z ciekawszych rzeczy ja tropię (bez skutku) chyba kulona a żona (nie kulona) znajduje na brzegu orzech kokosa! Ciekawe czy przypłynął był i innej wyspy archipelagu czy aż z Ameryki Południowej lub Karaibów.
ptaszkowa plaża głosi napis - nie widzę  nic oprócz świergotków i srokosza
Tutaj urzędują tylko surfingowcy - ze względu na silne prądy wsteczne i potężne fale kąpiel wzbroniona!
chyba trop kulona (nie mylić z kulfonem) :-)

taki trochę wielbłądzi ślad :-)
ze 3 kiloski zrobione
Przejazd autobusem jest dużo bardziej emocjonujący (choć droższy) niż autem z wypożyczalni.
wesoły autobus
 Zresztą to teren chroniony i pojazdy bez przepustek (oprócz rowerów) wjeżdżać nie powinny.
ciekawe zagajniki kaktusowe
Po powrocie do samochodu jeszcze stop przy zielonym nadmorskim trawniku - jadąc do MOrro Jable już w granicach miasta widziałem ibisy czczone ( w locie) i jednego kasztanowego siedzącego na latarni przy mocno zatłoczonej pojazdami alei. Może wiec i teraz cos ciekawego będzie?
NO cosik jest, ale mnichy już widziałem na Majorce więc trza walić dalej.
nerwowy rocznik obgryza pzuury :-)
człowieków nie bajają się wcale, nie wierzycie, to proszę spojrzeć poniżej
myślały że coś dostaną.....
Następny cel to piękna plaża zwana Risco Del Paso - no,no, jest co podziwiać.
jest tu nawet szkółka windserfingowa prowadzona przez Polaków, brawo!
jest błękit i piękny drobny piaseczek
akurat odpływ
gdzieś tam spaceruje żonka - ja na pagórku obczajam
Po sesyjce z pagórka zszedłem do wody i dobrze gdyż dzięki temu moglem zobaczyć na żywo ogończę - chyba miała jakąś awarie, aleć jeszcze dychała.
najfajnieszy "ryb" wyjazdu!
Lecimy dalej - następny punkt do zaliczenia to Betankuria (nie mylić z naszą kurią Skłodowską) :-)
Droga najpierw prowadzi przez pół pustynię ale po chwili zaczynają się górki i mocne podjazdy. Zahaczamy o punkt widokowy gdzie parę fotek poleciało bo w sumie czemu nie? Tu grasują wiewiórki i zupełnie niepłochliwy kruk.

najpierw olbrzymie góry piachu

a potem solidne górki i kręta górska droga - lubię to!
najwyższy szczyt Fuerty ma coś pod 800m n.p.m ale tutystyka górska raczej nie jest tu uprawiana
Do starej stolicy wyspy Betankurii dojeżdżamy późnym popołudniem i robimy sobie krotki spacerek po opustoszałym ale dość urokliwym i zielonym miasteczku.
Tu jest dość zielono
Bienvenido a Betancuria
W tym momencie mnie się przypomniało, że miasteczko odwiedzone dzień wcześniej to nie był Ajuy jeno Puertitos de los Molinos więc troszkę mnie się chronologia sypnęła ale już nie będę tego przerzucał. Estoy un poco vago :-) Właśnie przed Betancurią był ten Ajuy .
NO dobra, to jeszcze tylko zostało wspomnienie z wycieczki na Lazraotte. Wzięliśmy z lokalnego biura podróży bo wycieczka z naszego biura była o 30% droższa a i samochodem bez znalezienia kompanów do podzielnia kosztów promu zupełnie nieopłacalna. Jeśli komuś się to przyda to koszt promu z samochodem + 2 osoby to ponad 120 EU.
Fajnie że spotkaliśmy w autobusie pełnym niemów, anglików i holendrów parę z Polski to można było na promie trochę pobajdurzyć. Ja jednak podczas przeprawy wypatrywałem morskich ptaszorów typu oceannik czy tajfunnik. Niestety tylko burzyki duże w ilościach hurtowych widziałem.
burzyk duży
Na Lanzarotte chcemy zobaczyć PN Timanfaya - w końcu to wyspa 100 wulkanów i 300 kraterów.
Wiem ze niektórym by wystarczyło na google maps zalukać ale jednak ja mam głód na więcej.
Najpierw jednak zwiedzamy ujście kanału lawy - Jameos Del Agua. Jest to długi na 7 km tunel wytopiony przez lawę spływajacą z wulkanu do morza  To co my zwiedzamy jest jego ujściowym odcinkiem.NIe lubię łazić w tłumie, ale miejsce godne odwiedzenia nie tylko ze względu na bajkowe otoczenie ale i kraby albionosy: Munidopsis polimorpha. Te zwierzęta normalnie żyją ponoć na bardzo dużych głębokościach a tu siedzą w słonej jaskiniowej sadzawce.
atrakcja Jameos
Potem jedziemy na punkt widokowy gdzie jaszczur wygrzewa się na słoneczku które co chwila chowa się w chmurach. Jest dość chłodno jak na strefę podzwrotnikową.
mirador del coś tam ;-)
kto zna? jakiś endemit czy zawleczone?
kwitnące wilczomlecze
Przewodnik opowiada dość ciekawe historie o Lanzarotte m.in o tym jak radzą sobie tu ludzie żyjący z płodów ziemi (campesinos=rolnicy). Przejeżdżamy nawet koło dużego pomnika chłopa Lanzarottańskiego :-)
Faktycznie, letko nie mają. By cosik wyrosło trza to chronić przed silnym wiatrem niosącym sól niszczącą rośliny. Sposobem na to jest układanie kamiennych parawanów - ciekawie to wygląda!
No i jeszcze wodę skąd brać skoro opady na Lanzarotte są naprawdę śladowe.
pole opuncji
a tak rosną figi i winogrona
 Gdy wjeżdżamy do zabudowań PN Timanfaya króluje naprawdę księżycowy krajobraz. Oni grama zieleni,ale formacje skalne: pola lawy, tufy, kratery, olbrzymie bomby wulkaniczne robią niezłe wrażenie. NO i skały są naprawdę wielokolorowe (zdjęcia nie oddają tego dobrze).
Obsługa parku demonstruje jak gorący jest żwirek przy zabudowaniach (ma ok 60 st C) i w otwór w ziemi wlewa wiadro wody po czym z fuknięciem para wodna wydostaje się z pod powierzchni ziemi.W budynku restauracji na rusztach położonych na "piekielnej studni" smażą się w wyziewach wulkanicznych El Pollo Loco (zwariowane kurczaki). niezły pomysł.
Warto zaliczyć. 
wulkan kichnął
Ostatnie groźne dla wyspy erupcje miały miejsce ok 300 lat temu ale już raczej będzie spokój - bynajmniej tak zrozumiałem z gadki przewodnika.
Trasę w parku narodowym może pokonać tylko samochód z przeszkolonym i uprawnionym do tego kierowcą więc rundka drogą dosłownie wpasowaną w zagłębienia terenu (tak by jak najmniej rzucała się w oczy) wynajętym autem byłą by niemożliwa.Szkoda jeno, ze z autokaru wychodzić nie można.

zastygła kilkaset lat temu lawa
kolory z wnętrza ziemi
droga w parku

 Po wyjeździe z Parku zaliczamy jeszcze jeden żelazny punkt wyspy: El Golfo. (krater nad oceanem)

jest oryginalnie le w Krużewnikach ładniej ;-)
Całodniowa wyprawa warta była wydanej kasy. Tym sposobem w ciągu tygodnia udało się zaliczyć dwie wyspy archipelagu. Zostały jeszcze 3 większe :-) i ze dwie mniejsze.
Na koniec jeszcze parę zdjęć pożegnalnych i to tyle wspominek.
krabulec
latająca ryba sfocona podczas powrotu z Lanzarotte
Mucho frytkowy wróbel hiszpański
I na koniec jerzyk jednobarwny - tego robiłem w ostatnie godziny pobytu na sąsiadującej z naszym hotelem ulicy. Tu jeszcze przygoda mnie spotkała; odpicowana starszawa bizness-chica ;-) wyszła z biura nieruchomości naprzeciw którego stałem machając zawzięcie za torem lotu jerzyka aparatem. normalne przesłuchanie mnie zrobiła i kazała się zmywać. Musi miała jakieś nieprzyjemne przygody z paparazzi w jej życiorysie :-)))
Ja w każdym razie niezbyt się jej słowami przejąłem i choć dokumentalnie to pożegnalnego jerza se zrobiłem :-)
jerz jednobarwny
Nerra i zachęcam do odwiedzenia Fuerty i innych wysp Makaronezji. Każda jest inna i na każdej mieszka coś ciekawego.