To szybciutki mocno zaległy wpis z wyprawy pod koniec czerwca na Utratę. NIe wiem co się ze mną dzieje, że mam taki słaby szwung na teren i pisanie. Może to wszystko przez stres w robocie i domu, a może przez pieruńskie media społecznościowe gdzie chyba za dużo czasu i nerwów tracę na edukowanie ignorantów i zwykłych głupoli. Ech, rzucić by to wszystko i wyjechać w Bieszczady :-) Wait, tam też nie ma letko, LP i wyznawcy pisiorków porastający tamtejsze osady też by oddychać normalnie nie dali komuś od ochrony przyrody.
W ostatni łikend czerwca pojechałem na spacerek na na stawy które lubię choć z nie raz opisywanych względów trza się tam czaić trochę. Tym razem kilkukilometrowa przebieżka z lunetą i aparatem dała trochę radości i wytchnienia. Fajnie było, zobaczcie.
 |
pałątka pospolita
|
 |
husarz z bliska
|
 |
łunica
|
Choć sezon ważkowy w pełni to ptaszęta jednak moje ulubione są.
 |
ciekawe czy w okolicy były lęgi obu gatunków czapli
|
 |
polska mniejszość w niemieckiej rodzince ;-)
|
 |
kobuzio łobuzio
|
Ta fotka poniżej nie oddaje efektu, ale proszę mi wierzyć, że poruszając się po groblach momentami ziemia dosłownie się ruszała. Tysiące małych ropuszek spłoszonych moimi krokami rozpoczynało żywiołową choć bezładną ucieczkę. Trzeba było mocno patrzeć pod nogi przed postawieniem stopy w następne miejsce by nie spowodować ropuszej hatakumby :-)
 |
młodziaki
|
Na koniec fotka najciekawszej obserwacji dotycząca rybołowa z okolic Krosnicy - szkoda, że nie pocisnąłem tematu, bo ptak widziany pod koniec czerwca mógł być gdzieś w okolicy lęgowy. A tak to tylko w kwesti domniemywań to pozostanie.
 |
daleko i gorąco było
|
I to na razie tyle - jak się zmoblizuję to do końca lipca jeszcze coś wrzucę. Nawet jakieś fotki już wybrałem. A na razie dzikich choć bezpiecznych wakacji życzę bez tornad, gradobić i herzklekotów :-)
Ciao.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz