niedziela, 17 września 2017

wrzesień płacze nad Karlosem

Tych co wierzą, że rozsądek i normalność w naszym pieprzniętym kraju jeszcze istnieją sprowadzę na ziemie - nic się nie ostało. Zarządca  terenu (PKP PLK) na którym stoi jeden z najcenniejszych gogolińskich skarbów Karlik zawziął się i zetnie drzewo nim dobrze opadną z niego liście.
Więcej w osobnym wpisie a ja od piątku nie mogę uwierzyć jacy mali i bezmyślni ludzie decydują o kształcie naszego otoczenia :-(
Niebo też nad naszym Karlisiem od soboty płacze.......potop się za te draństwa czynione naturze naszemu gatunkowi należy ..........
By nie myśleć o tych wszystkich bezeceństwach troszkę w terenie próbowałem odnaleźć spokój.
W sobotę odwiedziłem osadniki pod Strzelcami Op - były moje pierwsze tej jesieni rożeńce i świstki. Oprócz tego sporo innych gatunków blaszkodziobych, 3 gatunki chruścieli i 3 pliszek.
Ogólnie mimo siąpiącego deszczu dość ciekawie.
Pare fotek z osadników:
świstki
rozmazany rożeniec
na osadnikach bywa po 70-80 cyraneczek, oby tylko nie strzelano tam do nich
ta poza oznacza: mój teren, inne samce niemile widziane
Udało mi się dłuższą chwilę obserwować z bliska akrobacje i zabiegi higieniczne młodej kokoszki. Mimo ciemnicy nawet kilka scen uwieczniłem.
higiena - hmmmm, zawartość osadnika to przecie woda z naszej kanalizy.....
bezbłędny błędnik
Na osadnikach kręciły się też kszyki, samotnik a górą przeleciał słoń większy.
kszyk w maskowaniu - ten rodzaj upierzenia nosi nazwę kryptycznego
Potem poleciałem na stawy w Gąsiorowicach. Tam trwa spuszczanie wody przed odłowem karpia więc w każdej chwili coś na błotka może siąść. Wracając wiejska scenka rodzajowa : dożynki wróbli.
Ptaki korzystają z resztek plonów pozostawionych na drodze będąc w takich momentach narażone na kolizję z samochodami. Pewnie spore ilości młodych i gapowatych wróbli ginie w ten sposób. Warto uważać na zwierzaki na drodze i nie cisnąć za bardzo gazu.
ten rok dla wróbli był chyba niezły
Dzisiejsza ciemnica jeszcze gorsza niż sobotnia, ale że kolega meldował spore ilości błotka odsłaniające się na zbiorniku Turawskim to na chwilkę pojechałem.
Są już dziesiątki alpin i jeszcze z 10 innych gatunków siew, sporo kaczek i czapli. Najfajniejszym ptokiem wyjazdu dla mnie zostały niewątpliwie "marchewy" - fajowe rybitwy.
mimo, że to rybitwy widać jak są duże
To na koniec w sumie niewesoła fotka z okolic trzeciej górki - te ślady zostawił quadowiec który nie miał prawa wjeżdżać na teren objęty ochroną smrodzącym i hałaśliwym pojazdem. Ale co tam , niech żyje złota polska wolność i dobre samopoczucie. W buraki i ciuli nasz naród bogaty, proponuję zacząć eksportować.
pogoda tak paskudna że horyzont zlewał się z niebem
Tymczasem za moment pora na kolora. Oby były jeszcze powody do radości i śmiechu. na razie jednak żal i smutek.................
drągowinowe pnącza
 Nerka amigos.

poniedziałek, 11 września 2017

kwas mlekowy; smaczny? zdrowy?

Ale, że co? jakieś skojarzenia? skąd kwas mlekowy? No z wysiłku raczej, a jak wysiłek porządny to zapewne rower lub pagóry. Tym razem padło na to drugie. Z ekipą od dawna mi znaną ( i lubianą) ze swych górskich eskapad wybrałem się w Tatry. Mieliśmy piękną miejscówkę u samego wlotu do doliny Kościeliskiej. Pogoda jak będzie widać na fotkach też dopisała, a kilometrów przez dwie doby zrobiłem prawie 50 - stąd te (za)kwas w tytule :-)
Pierwszego dnia lekka rozgrzewka na Czerwone Wierchy od strony doliny Tomanowej - tu poczułem po raz pierwszy i (niestety) ostatni prawdziwe nie zadeptane i urokliwe góry. Potem już wszędzie ludzi jak mrówków albo i innej szarańczy :-)
potoczek po przejściach :-)
resztki kipirzycy- tam gdzie przekwitła pięknie produkowała sztuczny śnieg
widok na Ornak
patrząc na zachód
Kominiarskie Wierchy
na pierwszym palnie Świnica na dużym zoomie
święta Góra ceprów i miejscowych jak zwykle "zatwardzona" - wejście na szczyt to długie stanie w kolejce..
wysokie Tatry - szlak prowadzi w stronę Kasprowego
Przy podchodzeniu trza było się rozbierać do krótkiego rękawka, ale na szczytach Ciemniaka, Małołączniaka i Kopy odczuwalna temperatura oscylowała w granicach max 5 st C.
Na jednym ze zdjęć widać pierwsze oznaki końca lata.
Kozice to czują i ostro koszą łączki porastające zbocza Czerwonych Wiechów. W sumie widzieliśmy z dwóch stadkach ok 50 osobników czyli ok 20-25% populacji zamieszkującej naszą część gór.
koziczki
cap na zbliżeniu
Trasa powrotna biegła od strony Kopy Kondrackiej, przełęczy Kondrackiej i doliną Małej Łąki. Z rozgrzewki zrobiło się ponad 25 km i prawie 2 km przewyższenia. Wieczorkiem za to bez sił, bez ducha jak szkieletów ludy parę po dziesiątej do łóżka, do budy.....
Nie no, po 11 uszedłem do pokoju, ale styrany byłem jak kuń po łesternie ;-)
Drugiego dnia plan przewidywał nieco ambitniejszą traske czyli: Kuźnice, Murowaniec, Zawrat, Świnicę i Kasprowy. Niby kilometrowo bez szału, ale ostrego wspinania się sporo.
Zanim jednak dobrze nabraliśmy rozpędu trza było odstać pół godziny w kolejce do kasy TPN-u.
Przedziwna jest taktyka parkowych urzędników którzy nie pozwalają sprzedawać ani biletów łikendowych ( 3 dniowych) ani biletów na następny dzień :-(
Ja chętnie zapłacę ,ale kurde nie zmuszajcie mnie do stania w kolejce jak z czasów komuny gdy rzucono na sklep szajs papir :-)
Przez tą obsuwę czasową trza było gnać jak dzikie mustangi - pierwszy przystanek zrobiliśmy prawie przed samym Murowańcem a cała trasa obliczona na znaku na ok 2 godziny została zrobiona w ciągu godzinki z małym haczykiem. Po drodze tabuny zdobywców św Góry (Giewont) i porywiste podmuchy wiatru.
Podczas kolejnej przerwy przy kanapce i herbatce narada wojenna. W podjęciu decyzji pomógł nam helikopter TOPR co to 2 razy próbował wylądować a okolicy Świnicy. Wiatr to zadanie mu jednak uniemożliwił i maszyna wylądowała 100m od nas wysadzając na ziemię ratowników wyżynnych.
Stwierdziliśmy z bólem serducha, że nie będziemy ryzykować wspinaczki w takich warunkach i ruszyliśmy doliną Gąsienicową tym samym szlakiem co TOPRowcy w stronę przełęczy świnickiej.
jedyny sokół ;-) widziany w Tatrach
Kościelec na drugim planie to ciekawa do wspinaczki górka która kiedyś podarowała mi mamidło górskie
Zaprawdę magiczna jest ta dolinka i okalające ją szczyty - nawet Świnica spowita siwą czapką prezentowała się ciekawie.
Widzieliśmy, choć tego wcale nie było w planie akcję ratunkową - ze ściany spadł taternik a zanim go doniesiono do schroniska drugi dostał w głowę spadającym z góry kamieniem. Nawet słyszeliśmy dźwięki lecącego w dół gruzu i jakiś okrzyk, ale nikt z nas nie przypuszczał że stało się coś złego.
Dopiero dziś pisząc te słowa po przeczytaniu komunikatu GOPR wiem o pechu taterników.
Nasza ekipa w każdym razie na przełęcz wlazła w jednym kawałku. Powitał nas huraganowy wiatr od południa (halny) i rodzinka płochaczy.
na przegibce
Droga w stronę Kasprowego to pokaz mocy halnego - czasem mocno trza było schylać się by obniżyć środek ciężkości. Porywy wiatru co rusz niespodziewanie atakowały szczególnie w odkrytych miejscach między wierzchołkami czy skałami. Typowy efekt dyszy.
niespokojnie......
Czasem tylko spozierał człek na halę gąsienicową.
widoczny szlak na przełęcz Karb
Po dojściu na Kasprowy już wiatru mieliśmy dość i pomyśleliśmy by w dół zjechać kolejką. No ale kolejka nieczynna gdyż duje przecie po zbóju - zatem z buta w dół na Kuźnice by 2 godziny później zakończyć nasz rozhuśtany spacerek.
Ilość ciekawych przyrodniczych obserwacji była chyba odwrotnie proporcjonalna do przebytego dystansu ale żeby nie było - pare typowo góralskich ptakenów zostawiłem na deser:
pluszcz na Kirowskiej Wodzie
i kolejny - strumień wzdłuż dol Kościeliskiej to fajne miejsce do obserwacji tego gatunku
płochacz halny - brat południowego wiatru
siwerniaki gdy pojawi się śnieg zlecą szukać ciepła w dół
Ja co prawda w dolinę nie polecę, ale do łazienki za moment na bank. Kły trza szorować i łydki masować  - kwas mlekowy wcale nie jest taki zdrowy :-)
Nerka!

niedziela, 3 września 2017

czekając na babie lato

Strzałeczka.
Dziś nie będę przytruwać jeno zacznę od razu od fotek. Na początek świergotek drzewny ze stepów. Czwartek kiedy to spotkałem modela był ostatnim chyba tak ciepłym dniem lata. Wtedy właśnie odbyłem rodzinny spacerek w poszukiwaniu owoców czarnego bzu. To już wspomnienie bo od piątku mocne załamanie pogody ale na szczęście nie nastroju :-)
lecą świergotki na południe
Teraz już kilka ujęć z soboty gdzie na chwilkę zaglądnąłem na stawy pod Pokojem. Przyducha na jednym z kompleksów stawów zabiła tony ryb , lecz to co dla człowieka jest katastrofą dla przyrody wielkim i suto zastawionym stołem. Ze stołówki ochoczo korzystały bieliki. Tylko w jednym miejscu latało ich nad głową 15 osobników, piknie.
Były też czaple białe, siwe i perkozki w tym młode w puchu. Martwią natomiast ślady polowania na ptaki wodne. Na groblach pełno piór ofiar "miłośników przyrody" i plastikowe śmieci po polowaniu :-(
juv perkozka
nadębny balecik
na prawo proszę :-)
na całej połaci truchła karpi.....
a na drzewach sporo harpii :-)
tegoroczny młodziak
wszędzie bieliki
szerzej
Na pożegnanie krzykliwy koleżka z tłumie niemych pobratymców.
Na jednym tylko stawie naliczyłem ok 180 łabędzi. Pewnie było pierzowisko.
na dobranoc
I to tyle na tą chwile.
Byle do następnego.

środa, 30 sierpnia 2017

zakończyny sierpienia

Strzałeczka.
A cóż to dziś zaprezentuję?  Ano takie tam niespójności terenowe z różnych obszarów województwa.
Najpierw melduję, że na razie PIDŻi cośik biednie. Ani bocianich sejmików, drapoli mało, czajek też. Słabszy jakby rok.
Za to na Turawie błotka jest troszkę, ale żeby były tabuny siewek to nie potwierdzę. Z ciekawszych od ok 2 tygodni siedzą 2 kamucholce i chyba na zachętę najpierw one. Potem parę ważek i roślinek po czym płynnie przeniosę się w inne rejony.
2 kamuszniki w mannie
błotko od strony Szczedrzyka
wyłupiastoka pałątka
tandem nimf
szablak na macierzance
gdziewanna.....
dziewanna drobnokwiatowa
W okolicach wałów w Kotorzu trochę mew i kaczek , kilka góralek, 2 pisiki, 2 słonie większe w przelocie oraz stadko 16 młodych rybitw czarnych konkurujących z rybakami łódkowymi :-)
dobrze maskujący się pisik-apsik :-)
wędkarze vs rybitwy - kto złowi więcej? :-)
Wodny żywioł zastąpię teraz przyziemnym. Parę fotek z pól płaskowyżu oraz moich okolic gdzie dzielnie rowerkuję. Choć w tym roku nie wykręcę "dużych kilometrów" to o moim bezemisyjnym rumaku nie zapominam :-)
stado szpaków w kontrze
siwuchy dziś liczyłem na noclegowisku - w ciagu ok 10 minut przyleciało w trzciny ok 70 osobników!
w stadach jaskółek trafiają się ostatnie jerzyki - ten z dziś czyli 30.08.
na księżyc i z powrotem
 A tu już parę ptoków z PiDżi:
pan pustuł jadł gastrolity
poluje na homeyera - na razie bez rezultatu
pierwsze moje jesienne 2 złote ;-)
A na koniec pożegnalna tarcza zachodzącego słonka.

We wrześniu znów co wrzucę - musowo trza, w końcu piąte urodziny zielonego bloga :-)
Fajny mam ten pamiętniczek !
Nerka.