poniedziałek, 30 marca 2026

Rudo-blues

Jak widać marzec był obfity w różne wydarzenia i wyjazdy. Dawno nie wstawiałem tylu postów co w tym miesiącu. Co zatem się działo od powrotu z wycieczki nad Morze Czerwone? Ano rozpocząłem sezon rowerowy, sowi (kontynuujemy polną MaSaKRe)  a za to zakończyłem przygodę ze (ZD)radą ds ekologii. To dlatego trochę mi smutno...Co prawda prawie 1,5 roku temu gdy zgłaszałem swój akces do rady na cuda nie liczyłem, ale zapału i pomysłów mi nie brakowało . Cóż z tego jeśli burmistrz nie zamierza robić nic co miało by znaczenie. Ciężko nie zauważyć, że traktuje on "radę"  jak pi-ar'ową przykrywkę do symulowania działania. Ileż ja tam prostych do realizacji pomysłów zgłaszałem, ile się naprosiłem o sprawozdania z naszych spotkań, ile razy prosiłem przewodniczącą rady o wsparcie i pomoc....no i cóż z tego skoro zarówno burmistrzowi jak i przewodniczącej to lata i powiewa jak ruskowi glut z nosa zimą na zabajkalu. Większość rady stanowią zaproszenie przez niego ludzie, a co gorsza jest tam cn 1 osoba (z tytułem naukowym) zatrudniona przez gminę od wielu lat jako "ekspert" od drzew i przyrody. To ten sam co broni trociniarzy i niszczycieli drzew. Ten sam na którego złożyłem skargę do rady miasta i teraz niedawno do SKO na uwalenie wszczęcia postępowania w sprawie zniszczenia drzew. Co ciekawe, tydzień temu dostałem pismo z SKO, że cofają sprawę do ponownego rozpatrzenia przez burmistrza.... Ciekawe co gminne "eksperty" wymyślą, żeby znów sprawę zamieść pod dywan a, że będą próbować to pewne. Czarą goryczy, która spowodowała, że opuściłem tak samo mający w zadzie przyrodę organik była wręcz irracjonalne reakcja na zgłoszenie miejsca przebywania bezdomnych kotów i prośbę o reakcję czyli sterylizację i ich usunięcie z okolic centrum biednoróżnorodności. Burmistrz i jego urzędnicy stwierdzili, że : "nie widzą konieczności sterylizacji i negatywnego wpływu kotów na lokalny ekosystem". Nie widzą! Naukowcy i przyrodnicy widzą a une nie! :-) 

To serio nie do wiary, gdy się zrozumie, ile kasy i energii tutejsze "elity" wkładają w to,  żeby NIC SIĘ na lepsze NIE ZMIENIŁO. To po co mam na nich marnować na nich czas? Ten sam efekt (a raczej jego brak) będzie jeśli zrezygnuję z tej eko-ściemy.  A jeszcze dodam, że przez ponad rok ani razu członkowie rady nie zostali podczas spotkań poinformowani o ważnych z punktu widzenia ochrony zasobów przyrodniczych zamierzeniach samorządu czy petycjach wpływających do urzędu a dotyczących spraw tak istotnych jak kształtowanie przestrzeni. Oni się tam głownie chcą skupiać na edukacji dzieci i młodzieży. Tylko, że sami pokazują, że to co mówią o zrównoważonym niedorozboju i biednoróżnorodności nie jest wdrażane w życie...także, bez żalu podjąłem decyzję (nie tylko ja zresztą) o zakończeniu tego etapu pseudo partycypacji społecznej. Nie będę wspierał człowieka, który wg mnie nie jest szczery i otwarty, i nie chce nic ważnego dla otoczenia robić. Po tym czego doświadczyłem stawiam beczkę rumu przeciw szklance denaturatu, że inne "rady społeczne" też są od symulowania działania albo spełniania życzeń "szczodrobiorców" związanych z urzędem niż służbie społeczeństwu. Samonierząd do nieszczęściu...ot co.

Jeśli chodzi o rowerek to inauguracyjny trip machnąłem na Utrate. Przez chwilę myślałem, żem dalej na pustyni:

ale nie , to tylko pustynna symulacja :-)

Przy susłowej łączce zatrzymałem się przy łanie jasnoty - latały tu trzmiele i 2 zadrzechnie fioletowe. 
królu złoty - jaki cudny łan jasnoty

samica zadrzechni fioletowej (widać pomarańczowe segmenty na czułkach)

Co do łanów wszelakich to pierwsze zielenie czosnku to dla oczu ukojenie a dla nosa obietnica obiadu ;-) .Żarcik ...

grądzik koło Obrowca - wprowadzono tu zmodyfikowaną gospodarkę i na razie nie będzie to ruszane piłami elpeków

Co do leśnych opowieści: tydzień temu w poniedziałek byłem na sesji rady z ciasta na której o sytuacji lasów opowiadali zastępca nadleśniczego i rzeczniczka nadleśnictwa Strzelce Op. Radni usłyszeli fatalnej sytuacji spowodowanej przez suszę której emanacją jest jemioła. Leśnicy z całą powagą nawijali o tym, że "walczą" z tym zjawiskiem piłą i wycinką. A gdy zapytałem jakie działania podjęli w ciągu ostatnich lat po to by zatrzymać w lesie wodę usłyszałem jakieś pierdoly oraz, że "nie da rady" :-) No jakby znajoma sytuacja :-)  Zapytałem też po co organizują w naszej gminie miejsca do akcji "zanocuj w lesie" skoro 90% tego obszaru podlega intensywnej gospodarce leśnej a jak w lesie rżną to wiadomka, że : won mi ston" ;-) Wtedy mapkę z zaznaczonymi obszarami wycinek wyrwała mi nieustannie uśmiechnięta pani rzecznik i entuzjastycznie zaczęła objaśniać radnym (których i tak to waliło) , że nie.... leśnicy nie wycinają przecie wszystkiego i  na raz i ogólnie nie ma się czym martwić.....no pewnie, że nie :-))) 
Niech jej chumor nie opuszcza! 
Zapomniałbym o jeszcze jednej sprawie: rzeczniczka-leśniczka radośnie ogłosiła, że RDOŚ wydał decyzję podejmującą ustanowienie rezerwatu geologicznego Góra Szpica. Ten obszar był wpisany w plan ochrony przyrody poprzedniego PULu więc tak naprawdę leśnicy wielkiej łaski nie zrobili. No i obszar leśnego ekosystemu objętego ochroną jest śmiesznie mały - 9 hektarów jak na las to naprawdę niewiele! 
A dookoła rezerwatu "walczą" z jemiołą aż furcy....

przylaszczki z pod Kamienia Śl

miłe dla oka kolorki

Gdzieś tam wyczytałem, że przylaszczki były stosowane do leczenia przypadłości wątroby. Onegdaj ludzie po anatomicznych szczegółach rośliny dopasowywali ich działanie do tych ludzkich organów które im przypominały. I tak liście przylaszczki przypominjące ludzką wątrobę miały właśnie zastosowanie na ten narząd. 

Czas już najwyższy na ptoki; będzie sesja z tytułowa rudą a potem jeszcze dwa modele.

spotkana w okolicy susłowej łączki w Kamieniu Śl
Pięknie pozowała polując na gryzonie. Momentami latała naprawdę niedaleczko od mojego uśmiechniętego od "łuchadołucha" jestestwa :-)
jakie ma fajne "galotki" 

lekko przesterowałem kolorki choć po prawdzie w dobrym świetle kania jest dość kontrastowa

nalocik

I ostatni marcowy ptaszor.
dużo nie brakło i byłby odczyt

walczące na rosół i życie koguty 

Więcej grześków nie pamiętam - do następnozy :-)

sobota, 21 marca 2026

Ogrodowe ptaki i rafo-cudaki

Napoczynjąc opis pierwszego człona zacznę od wspominek poranka inauguracyjnego. Pobudkę zrobiłem sobie koło 7 rano (wschód słońca 6 am) po to by w ogrodach poszukać jakichś ptasich wędrowców. No i trochę ptaszorów się kręciło. Pierwsze wpadły mi w oko pliszki siwe które zresztą obserwowałem tam nieustannie. Oprócz nich pojawiały się świergotki, podróżniczki, kląskawki i mnónóstwooo phyloscopów. To wszystko ciągnęło na północ do Europy. Myślę, że anropogeniczne zielone przestrzenie gdzie nie brakuje wody a i najwidoczniej bazy pokarmowej ułatwiają drobnym migrantom przelot nad mega niegościnnym terenem. Wkoło przecież kamienne pustynie i niezbyt korzystne warunki do migracji. Z tym, że gdy te rafy się skończą to i turystyka zacznie podupadać ergo hotele i ich ogrody też poznikają. No, ale umówmy się-  hot spoty tworzone przez człowieka nie zastąpią ptakom naturalnych miejsc żerowiskowych i lęgowych.

jeden z pierwszych sfoconych ptaków podczczas wyjazdu

Trochę mnie skonfudował - świergotki to zaiste niełatwa w oznaczaniu rodzina ptaków.
W końcu po wewnętrznym dialogu "ja" szukający cech jakiegoś azjatyckiego raryta kontra "ja" racjonalny:-) zgodziliśmy się, (acz niechętnie) że to świergotek drzewny. 

u świergotków ważnym elementem do ID jest wzorej na głowie.

świergotek polny

pliszka żołta podgatunku feldeg 

podróżniczki były skrytsze niż pliszki i najczęściej trzymały się skrajów niskich żywpłocików 

Na obiekcie rosło sporo ciekawych roślin: zarówno drzew jak i krzewów i bylin. Podczas spacerów zauważyłem, że szczególnie na albicji gotowało się od drobnych wróblaków. Jak się bliżej przyjrzałem to głównie były to pierwiosnko-piecuszki. Co ciekawe wydawało się, że one wcinają nektar/pyłek. Czytałem kiedyś, że drobne ptaszory tak potrafią, ale pierwszy raz widziałem to na własne gałki. NO i pamiętajcie, żeby do grona zapylaczy oprócz tak nieoczywistych organizmów jak ćmy czy nietoperze dopisać sobie ptaki (bo ptaszki to wiecie kto ma :-))) 

phyloscop na kwiatach albicji

Słówko o architekturze ogrodowej - rzeczywiście było zielono i kolorowo, ale trochę z niesmakiem patrzyłem jak kompulsywnie używano kosiarek i wyrywano z "solnych trawników" niechciane tam rośliny. Z tym, że no rozumiem, takie są kapitalistyczne głupie estetyczne standardy pozwalające na marnowanie sił i zasobów na "bukieciarstwo" - zresztą, to my, "ludzie zachodu" im to wkleiliśmy jako estetyczne akcje.

Po porcji migrantów teraz farałońscy autochtoni :-)  Najpospolitszym ogrodowym gatunkiem był wróbel domowy (lekkie zaskoczenie) , synogarlica senegalska, czapla złotawa i pustułka (jakiś afrykański podgatunek). 

miejscowi i imigranci


Pustułki były lęgowe "na hotelu"

pan synogarlica - fajny mają chłopaki głos, u nich sezon lęgowy trwa chyba all year round

czapelki złotawe - kompletnie niepłochliwe

Teraz przeniosę się nad brzeg morza - porcja rafowych ptaszydeł i ich skrzydeł.
Ptaki widywałem głównie podczas odpływu gdy czaple, rybitwy i siewy odpoczywały i żerowały na wystającej rafie. Pierwszego dnia nad morze nie brałem aparatu bo jakoś nie czułem , że będzie potrzebny więc gdy zauważyłem łażąca czaplę która pasowała mi na czaple rafową trochę się zmartwiłem czy uda mi się ją jeszcze spotkać i sfocić. Na szczęście okazało się, że ptak codziennie łaził przy plaży a momentami do jego obserwacji nie były potrzebne żadne przyrządy optyczne :-)

mocne golenie, zmienny zasięg żółci i lekko zagięty dziób to cechy odróżniające rafową od nadobnej

polowanko

udany portrecik

Oprócz nurkowania urządzałem se spacerki przybrzegowe. Trochę kilometrów tam zrobiłem wzbudzając lekkie niedowierzanie i żarty znajomych. Oni relaksik, leżaczki i opalanko a ja na minute dupy nie posadziłem. No, ale nie po to 2 tys km leciałem ryzykując życie :-) żeby leżeć - poleżę se jak już nie będę miał sił a tera trza zaiwaniać :-)

"marchewa" choć pierwej miałem nadzieję, że to królewska

a to bardzo fajny ptok; rybitwa bengalska

wzorek na lotkach 1 rzędowych wyklucza złotodziobą

Liczyłem też na mewy białookie i przydymione, niestety tych nie widziałem.
 Za to jeszcze jeden gatunek czapli sfociłęm:

czapla zielona przypomina troszkę sylwetką bączka

Udaje niby taką krepą i niezdarną, ale pozory myją...znaczy mylą ;-)
przyczajka i .....

ataken - ma tą szyję co? 
Najliczniejszą grupą wodno-ptaków stanowiły siewy. Przedostatniego dnia nachapałem ich sporo bo też wtedy zaliczyłem najdłuższy bo 7-8 km shore walk. 
Na wyjazdowej liście zapisałem 7 gatunków; kwokacza, batony, krwawodzioby, pisika, szczudłaka, czajkę szponiastą i sieweczki morskie. 
baton i "totek"
Siewkowce to srodzy podróżnicy. Ich wędrówki liczą po kilkanaście a tys kilometrów w ciągu roku. Latając lotem aktywnym potrzebują naprawdę sporo pokarmu i na pewno jest to dla nich olbrzymi wysiłek. 
szczudłak

w podobnej tonacji upierzona czajka szponiasta była wyjątkowo ciężka do wypatrzenia w ostrym słonku

kolejny fajny gatun; sieweczka pustynna
Jej głos bardzo przypominał mi siewnicę choć w książce opisywany był zupełnie inaczej. 
dorosły ptak przywdziewający szatę godową.

Taka ciekawostka, że kolorki na czas okresu godowego pokazują się wskutek ścierania się końcówek piór okrywowych, czyli poza sezonem są one jakby schowane. Większość ludzi myśli, że te kolorowe pióra rosną po pierzeniu a tymczasem niekoniecznie. 

o tym piszę właśnie
A skoro był wątek dotyczący kolorów to chyba najbarwniejsze stworzenie ze skrzydłami jakie tam spotkałem..... i to wcale nie nie był ptak :-)

Danaus chrysipus czyli afrykański monarch

Takim to stworem kończe krótko-urlopowy 
Jedna z ostatnich wiosen późniego antropocenu weszła szeleszcząc swoją ususzoną sukienką w kolejce do pokazania.
Do następnego. Pa. 

wtorek, 17 marca 2026

Kaskaderskie marzenia

Obiecałem, to się szybko zgłaszam :-)  Na okoliczność egzotycznych wspominajek wymyśliłem nieco samobiczujący tytuł ;-) A dlaczego, to już wyjaśniam- z grupą moich przyjaciół parę lat temu wymyśliliśmy sobie, że razem wybierzemy się na zimowe wakacje do Egiptu. By nam łatwiej było zgrać terminy zrobiliśmy nawet grupkę na jednym z komunikatorów zatytułowaną Marsa Alam. Przez 4 czy 5 zim nie mogliśmy się zgrać z terminem, ale w końcu się udało. 2 tygodnie temu po krótkich i intensywnych poszukiwaniach znaleźliśmy krótki pobyt na nad morzem Czerwonym w rejonie który uznawanych jest za jeden z najlepszych do obserwacji rafy. To było dla mnie najważniejszym warunkiem eskapady - nie interesują mnie luksusowe getta na pustyni- to nie moja bajka. Za to bogactwo unikalnych i przebogatych ekosystemów morskich jak najbardziej. Są to tak samo unikalne jak wrażliwe siedliska i w innych rejonach morza czerwonego zamarły zupełnie. Za to w okolicy Marsa Alam jeszcze się trzymają choć i tu widać, że część koralowców bieleje. 

Niestety o naszych planach nie wiedziały "gołąbki pokoju" z Ameryki i Izraela. Trzy dni przed naszym wylotem zaczęli wojnę z Iranem. Ta sytuacja spowodowała, że nasza podróż stanęła pod dużym znakiem zapytania. W sumie ten rejon Egiptu nie jest specjalnie narażony na ataki odwetowe ajatollahów, ale ryzyko, że powrót będzie z przygodami było niemałe. Ech.... Natomiast samolot do naszego celu był wypełniony do ostatniego siedzenia - widać, że ludzie głodne podróży nie lękają się wojny co akurat nie zawsze jest objawem dobrze działającego instynktu samozachowawczego :-)

Na szczęście zarówno lot tam jak i nazad odbył się bez "dodatkowych" atrakcji nie licząc prawie dwu godzinnej kolejki po wizy na niewielkim lotnisku Marsa Alam. Oni se tam wymyślili, że jeden urzędnik bankowy sprzedaje w okienku wizy 500 pasażerom a wiedząc, że to będzie trwało i trwało część z nich zdecyduje się na kupno wizy za większe pieniądze u naganiaczy :-) Ot, taki patent na biznes. Jeden nagania, 5 się potem odwdzięcza :-)

Nasz hotel złożony z ok 30 dwukondygnacyjnych budynków miał sporo zieleni zatem wymyśliłem, że pierwszego poranka zrobię se rundę po hotelowej zieleninie. Natomiast zdecydowałem, że wyprawę "rozpiszę: na dwa wątki: pustynno-rafowy i ptakowy. No to najpierw pustynia i rafa bo w sumie wiąże się to ze sobą, co zaraz zobaczycie. Aha, jeszcze szybki raport pogodowy: przez niecałe 5 dni temperatura w cieniu nie przekraczała 23 st C a z powodu silnego i uporczywego wiatru (niby normalne o tej porze roku) w cieniu było tak lekko chłodnawo. Woda w zatoce Abu Dabbab z rezerwatem rafowym miała ok 21-22 st. Po niecałej godzince snorklowania moje chude ciało bardzo potrzebowało się nagrzać :-)

Trochę żałuję, że sobie nie zdążyłem od kogoś pożyczyć jakieś kamerki albo aparatu wodoodpornego bo to co zobaczyłem przy pierwszym zanurzeniu głowy pod wodę zaprawdę mną "wszczonsło" :-)        Z każdym metrem przebytym wzdłuż ściany rafy oglądałem coraz to nowe i niesamowite widoki. Nie tylko samych koralowców, ale i ryb. Ustniki, papugoryby, skrzydlice, nadymki i dziesiątki innych gatunków ryb na przestrzeni kilkuset metrów to coś czego mimo braku dokumentacji i tak nie zapomnę. Na szczęście w necie są dziesiątki filmików z tego miejsca więc jak chcecie zerknąć to zapraszam  tu: coral reef marsa alam egypt - YouTube lub tu Piękna rafa koralowa - Hilton/Abu Dabbab EGIPT   Ta zatoka to rzeczywiście jedno z najlepszych miejsc nie tylko w Egipcie, ale ponoć i na świecie by cieszyć się z bliskiego kontaktu z cudownościami matki ewolucji. Udało mi się także spotkać 2 żółwie zielone. Patrząc na nie z bardzo bliska czułem pradawne piękno świata z przed milionów lat. Pojawił się też żal, że to co widzę w krótkim okresie czasu zniknie a przecież bez człowieka trwało by jeszcze następne miliony lat....

Co do samej rafy to tak jej powierzchnia wygląda podczas odpływu:

powierzchnię rafy tworzą pancerze koralowców które są zwierzętami a nie roślinami

W tych małych oczkach przyodpływie można było spotkać podobne do rozgwiazd wężowidła i kraby. 
wężowidło

krab pustelnik

Z krabami miałem zagwozdkę bo widząc rano na piasku tropy przypominające układem chrząszcze planowałem nocny spacerek z latarką by sprawdzić te niby owady. Potem jednak w ciagu dnia zauważyłem poruszające się skorupki ślmaków zasiedlone przez pustelniki łażące dość daleko od linii wody. I już zagadkę rozwiązałem.
Tu kilka fotek jak tak niewielkie organizmy jakimi są koralowce zbudowały okoliczne wybrzeże. Nawet na pustyni są ślady obecności rafy! I to wyniesionej na kilkanaście metrów nad obecny poziom morza. A my "znikamy" te organizmy w przeciągu geologicznego mgnienia oka (rosnące stężenia CO2 zakwasza morską wodę rozpuszczającą pancerzyki koralowców). Jakie to smutne :-(

miliony lat temu to była żywa rafa


skamieniałości przy morzu

"pisorkowy" pancerzyk koralowca - swędziało, żeby wziąć na pamiątkę, ale nie wolno.

Zauważyłem, że w wielu miejscach przy brzegu morza leżały spore kupy pancerzy koralowców. Sądzę, że i tu rozpoczął się masowy proces zamierania rafy więc jak chcecie ten cud zobaczyć to macie kilka lat - przynajmniej jeśli chodzi o morze czerwone :-(

widok na zatokę Abu Dabbab i "nasz" hotel

Zrobiłem sobie też  kilka spacerków na pustynię za naszym hotelem. Nie oddalałem się zbytnio bo przy wyjściu z hotelu stały tabliczki ostrzegające przez zdziczałymi psami. 
 w tej okolicy organizowano przejażdzki na wielbładach i qaudowe przejażdżki - z żadnych z tych atrakcji nie korzystałem.

Jak się przyglądniecie wierzchniej części tej górki zobaczycie szkielet rafy z przed tysięcy/milionów lat. 

rad bym się dowiedzieć jak powstaje taka formacja geologiczna

W okolicy codziennie obserwowałem dymówki i brzegówki. Ptaki leciały na północ czyli wracały do Europy.
Na koniec kilka kadrów z dedykacją dla miłośników ogrodów bez życia - ludzie! To co robicie z przestrzenią kamieniując ją, to nic innego jak zamienianie otoczenia w pustynie. Jak macie jej niedosyt, to polecam urlopik na pustyni i zobaczycie czy w takim otoczeniu rośnie...wróć złe słowo; WALCZY O PRZEŻYCIE więcej niż kilka gatunków roślin i zwierząt i czy można tam poczuć coś więcej niż pył niesiony przez wiatr....

tak wygląda otoczenie w bezpośredniej bliskości morza.

Ekstremalne warunki wytrzymują tylko super wyspecjalizowani - nie dość że sól to jeszcze brak wody. 
nawet kwitło 

a tu pozdrawiam "kamieniarzy" z okolicy - niech was susza nie opuszcza  :-)

A po tym w sumie niezbyt wesołym poście będzie trochę weselszy i kolorowy.
Inszallah ;-)