wtorek, 11 lipca 2017

Wspomnienia z Wakacji

Strzałeczka.
Czas leci nieubłaganie i nadeszła TA chwila kiedy mój potomek nie wyraził entuzjazmu na wieść o planowanym wspólnie tygodniowym urlopiku. NO cóż, sam pamiętam jak to było więc zdziwiony nie jestem jego "usprawiedliwioną nieobecnością", jeno mam refleksyję jak ten czas szybko zasuwa.........
Zatem wracając na urlopowe szlaki. Miejscem wytypowanym do "odpoczynku" została znów wyspa w archipelagu Makaronezji nieco bardziej na południe niż odwiedzona w lutym Madera.
Fuertewentura bo na niej pobyt będę wspominał jest mocno pustynną wyspą, na szczęście posiadającą piękne plaże, urozmaicony górkami (niewysokimi, ale zawsze) krajobraz i mogącą zaoferować przyrodnikowi całkiem fajne spotkania.
Pierwsze popołudnie po przylocie to razie tylko szybka obczajówka okolicy by być zorientowanym co, gdzie i za ile :-) Drugi dzień to pieszy spacer wzdłuż mocno rozfalowanego wybrzeża i chłoszczącego łydki wiatru - na Fuercie wieje dość mocno i często przez to jest ona mekką sportowców wykorzystujących ruchy luftu ;-) jak kajtowców, windserfingowców itp. Duże fale na wybrzeżu sprzyjają też surferom.
Podczas przechadzki żonka zauważyła grupkę ludzi przy skałach - to stadko "turistas" futrowali wiewióry berberyjskie. Gryzoń ten jest dość pospolity i spotykaliśmy go potem w wielu miejscówkach zarówno na wybrzeżu jak i interiorze wyspy. No ale wiadomo-pierwszy kontakt z czymś nowym i lekko egzotycznym cieszy najbardziej.
wiewiór berberyjski
Aaaaa, bo bym zapomniał - pierwszym ptaszorem sfoconym podczas kanikuły została bardzo licznie występująca w pobliżu człowieka (także u nas) sierpówka. W literaturze dotyczącej awifauny Makaronezji znalazłem info , że całkiem licznie występuje także synogarlica afrykańska i być może nawet gdzieś tam była. Dla mnie jednak odróżnienie jej od swej kuzynki z Azji Mniejszej okazało się zadaniem ponad siły :-))) To tłumaczy dlaczego w wakacyjnych wpisach będzie tyle gołębi - może ktoś z moich orni-frendsów pomoże w znalezieniu ( na focie) i oznaczeniu tego afrykańskiego "gruchacza" :-)
taki dziwak
Nad morzem miałem fajne bo dość bliskie spotkanie z dość wcześnie lecącym na południe kulikiem mniejszym. Nota bene czy już pisałem, że żona ma Gizela Szczodrobliwa za chińskiego boga nie może się pogodzić się z określeniem JESIENNEGO PRZELOTU gdy jeszcze nawet nie zaczęło się na dobre lato? :-)))
a dedykacją dla mojej żonki
krab hunter
Jak pisałem roślinność poza ludzkimi ( z nielicznymi wyjątkami) osiedlami raczej nie wyrasta ponad kolana a i doznań estetycznych nie dostarcza takich jak u nas parekselans ukwiecona łąka czy leśne zakątki. Nawet w takim jednak środowisku spotkać można cosik z piórami.
srokosz co to kiedyś miał status podgatunku (czy nawet gatunku!) Koenigi
Sporo jest także świergotków kanaryjskich a i czasem jakiś dudi przemknie swym falującym jak ocean lotem. Z dudkami spotkanie też mieliśmy fajne bo chyba pierwszy raz widziałem je w takiej liczbie. Pasły się bestie na hotelowym trawniczku wystrzyżonym równiutko jak głowa kadeta marines.
rudi dudi
czubek na pierwszym i drugim planie :-)
liczenie trawnikowe wykazało imponującą cyferke 25 osobników!!!
Drugiego dzionka moja dziarska kobiałka stwierdziła że będzie dzielna i wysportowana jak gazella i razem ze mną dotrze na rowerkach do muzeum soli i wyschniętego koryta rzecznego w poszukiwaniu ptaszorków - no nie mogłem nie przyjąć takiej deklaracji! Jak miła niespodziewajka!
Po bogatym śniadanku naładowani energią i w dobrych humorkach ruszyliśmy w drogę. Wiaterek pięknie wiał w plecki a my nie wysilając się mocno sunęliśmy "todo recto"w siną dal :-)
Pierwej chciałem spenetrować wyschnięte koryto rzeczne bo czułem że cosik tam fajnego znajdę - przeczucie mnie nie zawiodło, a może to nie było przeczucie tylko moja maskotka gazela mi to "załatwiła"? ;-)
palmy na dziko rosną praktycznie tylko w takich miejscach -  jar po okresowej rzece zwie się "barranco"
kozy są "bogactwem naturalnym" Fuerty - nie ma dziwne, tam praktycznie nie ma nic do jedzenia a one nawet starą skarpetę zjedzą
Idąc wzdłuż kamienistej drogi w wąwozie włączyłem mocny nasłuch - niestety, oprócz beczenia kóz nic się praktycznie nie odzywało. Raz tylko spłoszony ze skalnej półki myszak wydarł dziób.
Pora na ptaszory robiła się coraz mniej odpowiednia, ale w momencie kiedy już planowaliśmy zawrotkę zauważyłem kilka małych ptakenów zlatujących ze skały. Szybki luk przez szkła lornetki i mogłem się zacząć cieszyć - gilaki pustynne jako pierwsze wpadły na listę życzeń wyprawowych!
cudaki na skałce
Dobrze się jeszcze nie napatrzyłem a tu kolejne coś czai się nieco dalej w cieniu skał wąwozu - co my tu mamy na rozkładzie? Ano Kląskawka kanaryjska jak malowana. Samiec i samiczka. Mam sfoconego pana kląskawke:
drugi "lajfer" fajnie oglądniety!
Żeby było mało jeszcze cosik się przypałętało - jakieś pokrzewki w typie okularowej/cierniówki buszowały w niskiej makii. NIe łatwo było cyknąć jakiś dokumencik, ale nawet fajnie wyszło. Po głosie jestem pewien że to nie cierniówka więc drogą eliminacji musi trafiła się pokrzewka okularowa. Święta pora na tą zarazę - tyle miejsc odwiedzonych w rejonach śródziemnomorskich nie przyniosło rezultatu a na Fuercie, proszę bardzo - super! Czyli 3 - juhuuu!
tylko gdzie zgubiła okulary? :-)
widoczna mała projekcja lotek  pierwszego rzędu
Fart niesamowity - dosłownie na ok 100m bieżących kamienistej drogi w tym wąwozie przyniosło aż 3 ciekawe gatunki!
Czyli można wracać w kierunku muzeum soli. Jeszcze tylko krótki stop przy zatoce rozfalowanego oceanu i krótki odpoczynek maskotki :-)
nawet na takiej plaży bujały świergotki kanaryjskie
wschodnie wybrzeże z klifami
....nie ma, nie ma wody na pustyni..... 
oryginalny kanaryjczyk :-)
Pod muzeum soli pokazał się znów srokosz:

srokosz widywany jest w wielu miejscach
Muzem soli to ciągle czyny zakład gdzie oprócz ekspozycji dotyczącej "morskiej metody" zdobywania soli można zapoznać się z historią i geomorfologia wyspy.
Jest też potężny szkielet jakiegoś walenia (fiszbinowca) i tabuny wiewiórek berberyjskich.
i pomyśleć że pochodzą od wspólnego prapraprzodka, tak samo zresztą jak nasz gatunek
masz orzeszka? Nieee?! To spadaj .....
 model sfocony w innym miejscu
Wracając do hotelu natknąłem się na małe barranco zaraz za ostatnimi zabudowaniami Costa Caleta, cóż tam buszowało? Ano kilkanaście gilaków - żonka mię troszkę ofuknęła ( powrót pod wiatr na niewygodnym rowerku troszkę ją do tego  zainspirowł chyba:-))) . No po co było jechać tyle kilometrów skoro niecałe 2 km od naszego hotelu "masz" ten gatunek - pytała.
Bywa.........
Tego dnia już rowerka nie tykaliśmy, ale spacerek wzdłuż wybrzeża przyniesie jeszcze fajne obserwy. Popołudniową porą jak już rzekłem z małżowinową wybraliśmy się na spacerek. Dosłownie ze 100m za ostatnim kompleksem hotelowym przywitały nas znów gryzonie i ptastwo. Tym razem jednak nie byle jakie jeno parka zupełni niepłochliwych gilaków pustynnych. Wystarczyło kucnąć i udawać, że sie ma jakiś pokarm a one razem z pozostałym nadbrzeżnym "żebractwem" dosłownie wleźć chciały na człeka. Gdyby było inaczej czy pyknął bym takie ujęcia? :-)
samiczka
kontuzjowany samiec (brak) -prawej stopy, ale ptak sobie radził
parka razem
za chwilkę podda się toalecie zupełnie mając mnie w nosie
słone piórka?
pewnie, aż zatelepało :-)
sie napatoczyła nieproszona :-))))
A no to masz.....
dziwny ten brąz - taki trochę mundurowo- oenerowski :-)
Ooooo, a może by tak se narodowcy zrobili z sierpówki ptaka na rękaw ;-)? Gruchają miłością jak gołąbki przecie;-)
Ostatni ptok z pierwszej części wspominek to mewa srebrzysta z podgatunku atlantyckiego.
mewa "pustynna"
 Pierwsza część zakończona. Mam nadzieję wkrótce tajl cfaj ;-)
Hasta luego chicos i chicas !