sobota, 17 czerwca 2017

późnowiosenne obrazki z terenu

Strzałeczka.
Pochwalę się nowym nabytkiem fotograficznym Nikonem P900 - w zasadzie już w Gruzji nim już snimki czyniłem, ale teraz więcej różnych sytuacji było. Lustrzanka chyba pójdzie szukać nowego właściciela bo choć fokus w hybrydce Nikona nijak ma się do lusterkowego to jednak imponująca ogniskowa Nikona ( 2000mm) robi swoje. Swoje robi też waga - każde dodatkowe kilogramy podczas całodniowych wypraw często w trudnym terenie nie pomagają :-) człekowi ciężko skupić się na pięknie otoczenia - w może to już po prostu starość ??? :-)
Tu przykład tarczy księżyca zrobiony na max optycznym przybliżeniu (83x):


Teraz kolorowe obrazki ptaszorków i inszych stworzeń.
Najpierw muflonik którego spotkałem w mega industrialnym otoczeniu. Razem z nim była jego żona która jest jeszcze bardziej ufna niż pokazany na obrazku cap.
zrzuca zimową suknie
piękny zwierz!
Jak kto ciekawy co one tu robią to odpowiem ,że to sprawka lokalnego koła łowieckiego. Se sprowadzili a co będzie dalej nie znaju......
Sezon bociani w pełni a że aparat wydaje się idealny do odczytywania obrączek to test na bocianich girach musiał być - rzeczywiście jest git. Stabilizacja działa dość dobrze.
Na tym zdjęciu odległość od boćka wynosiła ponad 100m!
z łączek koło A4
żerujący

sianokosy to dla boćków czas obfitości
Oprócz boćków na przełomie maja i czerwca co roku trza pomagać ptakom uwikłanym (często dosłownie) w dziwne sytuacje życiowe - tata tej rodzinki zaplątał się w przypon i trza było mu pomóc.
zbiornik koło Kątów Op i jego lokatorzy, żeby jeszcze wędkarze po sobie sprzątali....
odchylany we wszystkich kierunkach wyświetlacz pozwala na swobodne używanie sprzętu z żabiej perspektywy
tu szczęśliwa siódemka z Kosorowic

Tego samego dnia fociłem na Kosorkach dwa inne ciekawe gatunki: dudusia i świergotka polnego.
szkoda ze taki płochliwy był pieron
zaniepokojony z pokarmem - na bank gdzieś w pobliżu gniazdo
Focąc polniaczka kątem okaz zauważyłem jakiś ruch na małej zarośniętej kałuży na skraju wyrobiska - dzięki temu uwieczniłem taką sytuację:
sztuka kamuflażu być trudna sztuka :-)
Szybko się wycofałem więc kaczka nie musiała się zbytnio stresować i udawać rannej by odciągnąć potencjalnego "drapieżcy" od młodych.
ten gatunek stosuje taką samą taktykę - to sieweczka rzeczna
 Czas na zdjęcia z rowerka na Ankę i przyległości - zrobione ponad 50 dyszek po mocnych pagórkach dało w kość. Ptaszki tylko dwa ale z to myślę że mogą się podobać.

mazurek
góralka z Poręby
w ostrym południowym świetle
To jeszcze przypadkowe trzy ptaszory z najbliższej okolicy:
śpiewajacy dzwonek
samiec pokląskwy z mojego kwadratu 2x2
ortolan sfocony z ok 70m!
Zanim wstawię zdjęcia z odwiedzin mew w miejscówce gdzie do tej pory nie bywałem najpierw parę strzałów z łąki (koło Kamienia Śl)  i sadu mojego szwagra któren mając dość uroków życia w bloku zakupił za bilety NBP hawirkę na skraju PiDżi. Była imprezka zapoznawcza podczas której oprócz standardowych rozrywek dorosłych pojawił się przywabiony przez zapach nalewek i inszych specyjałów dzięciołek :-)
plecy dzięciołka
jak fokus trafi to oczko błyszczy :-)
tu bez błysku za to pięknie udało się uwiecznić tzw migotkę
ostatnia fota mikro-dzięcioła
i łączka;
kwitnie szałwia
tryb makro ok choć będą problemy z cieniem - obiektyw ma 67 mm średnicy
dlatego trza szukać odpowiednich kątów lub szukać strzału z troszkę dalsza jak to zrobiłem na modraszku
NO to teraz ostatnia porcja zdjęć z koloni mew z Dziergowic - zacna ta żwirownia gromadzi z 300-400 par śmieszek, cn 3 pary melki, ok 30-40 par rybitwy rzecznej i jedną baaardzo głodną parę mewy białogłowej. Z kolegą Waldim miałem przyjemność w zeszłym tygodniu eksplorować zbiornik przy okazji pomagać w kolorowym znakowaniu rybitw. Uwaga więc na nózie rybitw w terenie.
YO-YO :-)
 Gwoli wyjaśnienia - przy znakach na obrączkach nie ma literki "O" tylko zawsze jest to "0" (ZERO)
wysiadująca melka i jej sąsiadka śmieszka
piękny ptaszor
w koloniach śmieszek nieustannie panuje tumult i zgiełk
plastików tylko dwa odczytane - widać, że tam ręka naszego kolegi rekordzisty nie sięgnęła :-)
para białogłowych zabójców - na małej wysepce było kilkanaście objedzonych trupków młodych ale już lotnych śmiech
I tym to "krwawym" akcentem kończę wpis. Dziś tak zimno i szaro, że może czyjeś oczy się nacieszą kolorkami i fajnymi modelami z fotek.
Tymczasem.
Baaaaj.

PS. Bardzo mocno zachęcam moich czytelników do oddania głosu na naszego Dęba Karlika w konkursie Klubu GAJA na Drzewo Roku 2017 - http://www.drzeworoku.pl/ - tu należy kliknąć na zdjęcie naszego Karlosa (nr 5) i kliknąć w mała ikonkę (symbol drzewa) w lewym dolnym rogu zdjęcia.
Walczymy w dalszym ciągu o uratowanie Karlika bo ktoś z lokalnego samorządu lub/i kolejarzy ma już chyba z jego drewna meble zamówione  ;-)
Niestety nie da się głosować z urządzeń na androidzie, (pozostaje komp) ale za to można użyć tylu adresów mailowych ile się ma i nie jest to żadnym oszustwem. Please, please, please !!!
Dzięki!






wtorek, 6 czerwca 2017

Gwiazdy stepów akermańskich

Powracam myślami do naszej krótkiej ale wielce intensywnej ekskursji po pięknej i dzikiej Gruzji.
Dwa i pół dnia spędzone pod dachem wysokiego Kaukazu minęło jak z bicza strzelił i "nadejszła wiekopomna chwilia" by ruszyć na południe pod granicę z Azerbejdżanem.
I żeby nie było, że Jurek się poddał z półobrożną - o co to, to nie! Trza było jeszcze raz spróbować w miejscu gdzie za pierwszym razem zrobiliśmy muchołówkowy przystanek oraz zaimprowizować zjazd z głównej drogi w stronę jakiejś wioski. Muchołówki nie było, ale adrenalinki troszkę podczas wjazdu mocno dającą w kość naszemu pseudo dżipowi jak najbardziej - stuki i puki dochodzące z walącego co rusz o glebę podwozia lekko zmroziły chłopaków ale na szczęście auto wytrzymało. Nawet udało się przejechać jakiś strumień płynący w poprzek drogi :-)
Jeszcze kilka obrazków rodzajowych z drogi do Rustavi.
fauna na drodze
kowboje, TIRy, barany, ech, Gruzja maja! :-)
Do Rustavi docieramy już dość późno i zanim dotrzemy do hotelu odwiedzamy jeszcze nadrzeczny łęg gdzie jakiś obserwator ptaków ponad miesiąc temu zanotował obecność tej przeklętej :-) muchołówki. No ale wiadomo, to było ponad miesiąc temu.
Potem wizyta w sklepie tak samo brzydkim jak otoczenie w przemysłowej zonie - dookoła mega brudno a dziury w drodze połknęły by cieżarówkę.
Dziwne rzeczy wyrabia nawigacja bo prowadzi nas na step za strefą. Tam gdzie rzekomo ma znajdować się Motel Socar (po gruzińsku sowa) nazajutrz znajdujemy w stepie gniazdo orła cesarskiego! Tymczasem trza dojechać na nocleg a tu tzw : czarna d..a!
Dzwonię więc do Motelu gdzie dowiaduje się, że znajduje się po drugiej stronie miasta - poszukiwania trwały w sumie ponad godzinę, ale dzięki temu niefartownemu zdarzeniu mamy rozpoznany teren na jutrzejszą rajze :-)
Pobudkę robimy sobie troszkę później bo chyba jesteśmy lekko zmęczeni oraniem terenu od wczesnego ranka do późnego zmroku.
Pod motelem rano Rafał widzi z bliska czapelki złotawe a ja se focę żerującego na trawniku szczyglika.
Żaden egzot ;-)
Zanim wyjeżdżamy na step gdzie błądziliśmy w poszukiwaniu motelu robimy szybki stop na rzeką. Mimo bardzo zaśmieconego otoczenia mamy na twarzach uśmiechy bo widzimy mewy armeńskie, czapelki złotawe, nadobne, ślepowrony, rybitwy białoczelne, białoskrzydłą a nawet krótkodziobą ! No i tabuny nadających wokoło dudków - szkoda, że nie przypilnowałem jakiegoś fajnego ujęcia - aparat zakupiony specjalnie na tą okazje dysponuje naprawdę imponującymi parametrami. Przy okazji specjalne i prywatne pozdrowienie dla Mietka i Szagiego dzięki którym sprzęt trafił w moje ręce dosłownie dzień po mojej prośbie o pomoc w sprowadzeniu go z Legnicy! A do wylotu było już wtedy dosłownie na 3 dni! - dzięki Hombres!
Dobra, to teraz fotki znad rzeki w Rustavi;
ślepak

nadobne
w kadrze mewy, ostry i nilotica
Ciekawy statystycznie jest fakt, że przez 12 ostatnich lat krótkodziobą (do marca tego roku) widziałem jedyny raz w Tunezji a teraz w ciągu miesiąca z kawałkiem aż 2 X! Hmmmm.
Niestety nie mam zdjęcia takiej całkiem dorosłej Armeńskiej, tu niedorosłe jeszcze ptaki
niespodziewana białoskrzydła
W pobliżu rzeki ktoś ma rancho wyglądające bardziej jak slumsy - obejście posklejane z kawałków blach, desek, kołków i wszystkiego co właściciel uznał za materiał budowlany. Kreatywność wykonawcy równie urocza i szczera jak uroda stworzeń zamieszkujących zagrodę :-))))
kozioróg nizinny
Jedziemy dalej mijając ostatnie zrujnowane budowle przemysłowej zony - po drodze oczywiście jeszcze 2 stada kopytkowców i ich pasterzy.
Co chwilę się zatrzymujemy bo tu kraska, tam dudek, tam jakieś ala szpaki w locie.......jest co robić!
kraska ma lęg w zrujnowanej post industrialnej budowli
Okazuje się , że ten ptak wcale nie jest aż tak wymagający co do wyboru terenów lęgowych - dlaczego więc u nas praktycznie wyginął???
Inną fajną obserwacją był zauważony orzeł cesarski na słupie średniego napięcia. To jeszcze nic bo za chwilę widzimy drugiego ptaka siedzącego na gnieździe razem z młodymi!!! Łooooo!
gniazdo tego samego ptaka opisywał mój kolega ptasiarz podróżnik Maciek Kowalski w swoim blogu BIRDAHOLIC szczerze polecam
Po jednej stronie drogi cesarz a po drugiej łączka z lęgowymi szczudłakami i czajkami. Są też przelotne bataliony i łęczaki. Na drucie linii telegraficznej siedzi sobie śpiewający zawzięcie trznadel czarnogłowy.
plecy cesarza - taki widok się nam się zdarza
 i historia taka - plecy szczudłaka :-))))
Latające co chwila stada "szpaków" okazują się być pasterzami różowymi - no ale jak się okaże zobaczyć łatwo, sfocić trudno. Poniżej jedyne zdjęcie jakie udało mi się zrobić pasterzowi w zabudowaniach monastyru David Garei. Dobre i to, bo groziło mi że nawet dokumentu nie będzie.
różowy szpak
Do jeziora przedzielonego granicą Azersko-Gruzińską dojeżdżamy z wiadomych przyczyn po ponad 2 godzinach - od zachodniej strony zbiornika jest duże pastwisko i fajny dojazd do brzegu.
Wśród krów i koni polują czapelki złotawe- pięknie je sobie pooglądaliśmy!
zielone połacie nad jeziorem Jandara - góry oznaczają step

polowanie na owady płoszone przez duże kopytkowce
 to tak......
Obserwacją która bardzo mnie ukontentowała byłą śpiewająca przy drodze drozdówka rdzawa - nie jest to może oszałamiający urodą gatun, ale na tyle odwiedzonych przeze mnie "ciepłych krajów" wypadło już zapoznać osobiście się z panią "drożdżówką" :-)
drozdówka wschodniego podgatunku
Na tafli jeziora nie ma nic co przyprawiło by naszą ekipę o szybsze bicie serca, żadnych pelikanów czy inszych gwiazd internetu nie widzimy. No to walimy na stepy!
Dobrze, bo baliśmy się, że przy tak częstych przystankach do naszego celu (klasztor David Garei) po prostu nie zdążymy dotrzeć!
Jedziemy niezbyt szybko szutrowym duktem a głowy i oczy każdego z nas wypatrują jakiegokolwiek ruchu na nieboskłonie czy poboczu drogi. Dzięki temu widzimy białorzytki płowe, rudogłowkę i skowrończyki małe.
u tokującego samca widać było diagnostyczną szeroką przepaskę
Izabelinka była zresztą w tych okolicach kilka razy widzianą przez nas białorzytką.
 na czatowni
gładka dzierlatka
rudogłówka sfocona w innym miejscu tego dnia
na pierwszym planie skowrończyk krótkopalcowy, a na drugim zgłupiałem.....co to ? skowronek?
jeszcze raz krótkopalcowy
Na stepach widzimy też nisko lecącego dorosłego ścierwnika, parę kazarek i sporo kalandr szarych które w locie tokowym bardzo przypominały mi sposobem lotu nietoperze!
Jedziemy wzdłuż wzgórz zorientowanych z NW na SE. Przystajemy co chwila by mieć szansę na dostrzeżenie chukara - co prawda jest południe a słonko zaczyna wreszcie mocno przygrzewać, ale trzeba dać sobie choć szanse.
Zamiast tego Jurek widzi 2 żółwie - piękne istoty.
gruzińska sawanna
w stepie szerokim.........

koń-cówka
żółw śródziemnomorski
a nawet dwa
Podczas oględzin skorupy i próby oznaczania zauważamy sporo bardzo wypaśnych kleszczy - Rafał postanawia pomóc zwierzakowi i wyrywa krwiopijców z miejsc gdzie można się dostać. Ja robię za kata - morduję na kamieniu obok opite krwią kleszcze - błe ;-)
Podczas tego przystanku widzimy na zboczu pobliskiej górki jakieś starożytnie wyglądające zabudowania - nawigacja która nas do tej pory prowadziła zostaje więc wyłączona. Nikt z nas nawet nie przypuszcza jakie będą konsekwencję tego na pozór błachego czynu :-))))
w tle nasz cel......a na pierwszym planie jarek ;-)
Jeszcze jeden stop przy jarze gdzie są resztki wody - oczywiście są też i ptaki korzystajace z wodopoju. Są tu trznadle czarnogłowe, żołny, wróble skalne i ........białorzytki pstre!!! Urrra! Kolejny piękny ptaszor do listy moich "lajferów"!
pstra w południe smakuje cudnie!
czarnogłowy w kąpieli
Dojeżdżamy pod klasztor i idziemy do zabudowań. Wszędzie rdą dzioby trznadle, słychać sporo dzierzb czarnoczelnych i inszego ptasiego drobiazgu, Nagle słyszymy zupełnie nie pasujący do terenu i pory dnia głos - no nie! To przecież lelek! Co on tu robi?! Postanawiamy go wytropić i porządnie oglądnąć. Po dwóch pierwszych ucieczkach ptak wreszcie siada na małym krzaczku przy stromej skale - jego maskowanie jest naprawdę niesamowite.
Pasiemy oczka a ja robię jakieś dokumentalne foto.
zwariowany lelek
 No to ładnie, oglądnąć sobie typowo nocnego ptaszora w dzień nie zdarza się często. Ja patrzę pod nogi bo owady i rośliny też mnie interesują. Jakiś skakun w typie poskocza pozuje na kamieniu.
piękny choć niebyt duży pajęczak
W pare minut dochodzimy do zabudowań klasztoru po drodze obserwując gadożera i białorzytki pstre.



 Dookoła piękna panoramka na pofalowany step.
kręte dukty i zielone wzgórza
Na skałach widać głowy jakichś większych gadów - trza tylko znaleźć szlak prowadzacy na basztę obserwacyjną.
Ta sztuka trwa ok godziny bo po prostu nie widać nic co choćby przypomina ścieżkę. Za to pojawia się 14 sty gatunek drapola  - trzmielojad.
Jest po prostu cudownie!

południowe stoki wzgórz są dość suche
W końcu udaje się trafić na dach klasztoru.
na wieży byl piękny punkt obserwacyjny
Widoczki widoczkami ale my tu szukaliśmy tego:
jak znajdę co to natychmiast podpiszę- a może ktoś wie?
jaszczur miał lekko 40cm długości - fajna bestia :-)
Podczas schodzenia z górki widzimy jeszcze kowaliki skalne - piękne miejsce myślimy, choć chukar dalej skrywa przed nami swe piórka.
kowalik skalny
i jego piękne mieszkanko na skalnych zboczach, obok w skalnej dziupli petronia
 Po zejściu do samochodu szybko się posilamy a w międzyczasie Rafał odpala nawigację która komunikuje nam że do klasztory David Gerei mamy jeszcze 9 km!!! My nie wierzymy bo w takim razie gdzie jesteśmy??? Ale jajca! Potem okaże sie że odwiedziliśmy klasztor o ciężkiej do wymówienia nazwie: Natlismtsemeli :-)
No dobra, czasu mamy jeszcze sporo to jedziemy na tego Davida - droga przez step jest coraz gorsza, ale jakoś udaje nam się dotrzeć do tego właściwego klasztoru. Tu spędzamy jeszcze z półtorej godzinki a do listy ptaków wyprawy dopisujemy modraka.
wartownia nad klasztorem
wykute w skałach cele dla mnichów
piękny ptaszor!
wróbel skalny w typowej scenerii
W okolicy jest dziwna płaska skała o nachyleniu ponad 45 st - widać w niej wykute ludzka ręka schodki - tutaj włazić nie będziemy bo poniżej jakaś kapliczka czy inne miejsce qltu sakralnego. Decydujemy się na wejście pod górkę wąską ścieżyną gdzie robimy sobie wspólną pamiątkową fotkę Widać też okazałe kwiaty na zboczu górki. Okolica rzeczywiście malownicza.

dyptam
skalne wyspy kontrastują z zielenią stepu
pagórasy
Choć to może dziwne ale wspólnie stwierdzamy, że ten pierwszy nasz klasztor był o wiele ciekawszy i bogatszy przyrodniczo, ale David też jest wart odwiedzenia. Gdybyśmy pojechali od razu do David Gerei raczej nie zobaczylibyśmy tylu ciekawych rzeczy że o spokojnym spacerowaniu nie było by mowy bo w Gerei jest sporo turystów.
Nad nami zaczynają się zbierać ciemne chmurasy więc trzeba wracać - do wylotu mamy jeszcze z 10 godzin, ale w deszczu przez step naszym samochodem raczej się nie przedostaniemy do stolicy Gruzji - na szczęście jest alternatywna lepsza jakościowo choć dłuższa droga - obieramy więc kurs na północ.
Widzimy jeszcze cn 2 sępy kasztanowate i ściągamy z drogi żółwia by żaden samochód nie zrobił mu krzywdy.
Droga do Tibilisi to jeszcze jedna przygoda z nawigacją która myli naszego Hyunadaja z prawdziwą terenówką - po ok 10 km droga zaczyna się robić niebezpiecznie "techniczna" a napotkany tubylec z oczami pustymi jak opuszczony PGR wie tylko że następna wioska to "Krasnaja gorka" - nu, możiet byit......
Dzięki tej przygodzie i dodatkowej rucie stwierdzamy wróble hiszpańskie które na mapie naszego "Svensona" nie występują w tym rejonie!
Zanim dotrzemy do lotniska odwiedzamy jeszcze myjnie bo samochód wygląda na czysty inaczej :-)
Na szczęście znajdujemy nie tylko myjkę ale i mały lokalny bar gdzie wydajemy na pyszne kimkali nasze ostatnie lari - żegnaj Gruzjo. 
Choć to była krótka to bardzo treściwa i intensywna eskapada!
Pełna egzotyka i wspaniałe towarzystwo dopełniają reszty - może jeszcze kiedyś się spotkamy, a więc oby do zobaczenia!
pocztówka z Gruzji
okolice granicy z Azerbejdżanem
idzie buran, ale baranki zgryzają step


ostatnia wieczerza.....kto temu podoła???
A po lądowaniu w Wawie polska rzeczywistość mnie zaszczypała - rzeczywiście, pierwszy raz bagaże czekały na nas a nie my na nie (ech ta tradycyjna polska gościnność przy odprawie, celnicy dają się nią dłuuuugo podelektować także cudzoziemcom przesiadającym się na inne loty) ale też pokazane na obrazku lekkie poparzenie słoneczne z malowniczym wzorkiem po pasku rornetki :-))))
I tyle oprócz zdjęć i poparzenia mi zostało :-))))......że wspomnę jeszcze o 14 nowych gatunkach :-)))
karsnaja szyja :-)

ostatni widoczek z akermańskich stepów

Gdyby ktoś chciał się wybrać (a warto po stukroć) służę radą i wskazówkami.
No to nerka.