środa, 8 marca 2017

Madera okiem frika przyrodnika

Strzałeczka.
Czas zacząć drugą część urlopowych wspomnień z zielonej do booolu wyspy ;-)
Nie będzie chronologicznie tylko bardziej habitatowo; skoro w krainie wiecznej wiosny najwięcej gór to łatwo się domyśleć, że i będzie sporo stworzeń spotkanych tamże.
Nawet lotnisko którego pas przedłużono o ponad kilometr wbijając w dno oceanu olbrzymie betonowe pale znajduje sie na zboczu solidnego pagóra :-)
Pierwszym ptaszęciem usłyszanym pierw przez me uszy a potem dopiero oglądniętym został "przylotniskowy" kanarek - trelu małego łobuza mogłem potem słuchać w wielu miejscach np: na cyplu Sao Lorenco gdzie latały całe stadka bliskich kuzynów naszego kulczyka.
Za chwilę symbol wysp Makronezji (Madrea, Kanary i Azory) ale wcześniej pierwszy ciekawy ptaszor którego wylukałem prowadząc samochód (nie po autostradzie ofkors:-)) już dojeżdżając do parkingu przy szlaku na magiczny półwysep.
najpierw myślałem ze kuropatwa berberyjska ale to tylko czerwona
Na szlaku w Sao Lorenco najpierw ładnie ustawiła się na wiatr polująca pustułka. Oprócz myszaka to jedyny drapol którego widywałem regularnie.
cierpliwość pustułki była na szczęście większa niż prędkość fokusa mega zoma nikona :-)
Chwile potem obiecałem nagrodę temu kto pierwszy wypatrzy świergotka kanaryjskiego  - środowisko zdawało się dla niego wymarzone. Tym razem jednak nie dałem szans rodzince i sam se wylukałem przemykającego skrajem szlaku niepozornie upierzonego koleżkę.
świetnie zamaskowany
a cóż to za ozdoba na prawym skoku? :-)
Muszę gdzieś poszukać w sieci kto się "zabawia" plastikowaniem bertolodzików.
nie był płochliwy
Kolejne miłe spotkanie Dżia przygotował mi jakieś dwa kiloski dalej - na małej kamienistej połaci z kępkami kwitnącej roślinności wypatrzyłem jakieś stadko wróblaków - na pewno były tam kanarki ale i coś bardziej krępego i większego. Dobrze że se wziąłem lunetę bo dzięki niej po chwili wiedziałem, że mam do czynienia z wróblami skalnymi. Pora na nie przyszła święta gdyż już w wielu lokalizacjach urlopowych wcześniej ich bezskutecznie wypatrywałem.
petronia - hurrra!
i troszkę więcej kolorków
Teraz kilka florystycznych strzałów. Madera to naprawdę niesamowite miejsce dla wielbiciela zieleniny wszelakiej. Za sprawą człowieka rosną na wyspie rośliny z całego świata. Nie wiem na ile tyczy się to górzystych rejonów, ale w pobliżu siedzib człowieka to naprawdę odjazd - nawet owocujące bananowce przy garażach rosną. Na razie jednak kilka roślin z gór.
i na skale się udaje rosnąć

kto mi to pooznacza ma bronka dobrego :-)
kwiaty tej małej płożącej się rośliny otwierały się gdy słonko przygrzewało
 Pikne górskie łączki z co chwila innymi kompozycjami:
Ranunculus cortusifolius - po polsku znalazłem nazwe ZARZYCZKA (gat endemityczny)
A tutaj udało mnie się połączyć dwa światy: samca kanarka i jakieś kwiaty :-)
władca Maderrrry, hihi.
No i tak po zrobieniu ok 12 km po górzystym cypelku wróciliśmy do samochodu troszkę umęczeniu ale szczęśliwi. Na parkingu jeszcze zjedzona czirimoja (anona) poprawiła nam poziom cukru we krwi i pojechaliśmy na tzw. rympał górskimi szlakami w stronę hotelu.
Jeszcze fotka z drogi po zamglonych popołudniami górskimi pasmami. 
to nie dziki las ale "zarośla" w pobliżu siedzib ludzkich - dość egzotycznie
Teraz zwierzaki spotkane przy spacerku po szlaku na lewady - pierwszym pierzastym stworem była zięba z podgatunku występującego na wyspach Makronezji.
prawda że przystojny? - tylko ten oliwkowy kolor na pleckach trochę mnie zastanawia, bo co - niby Africana?
Potem przy samym wejściu na szlak zauważyłem stadko zniczków maderskich - ich focenie jest baaardzo karkołomne ze względów na niekorzystne światło i mocną ruchliwość modeli.
a qq! :-)
żerujący karzełek
Po dojściu do wodospadu gdzie szlak się kończył w obiektyw wpadła pliszka górska - w sumie to góralke widywałem w wielu miejscówkach także w bezpośredniej bliskości oceanu.
magdżik teil - nie dało rady zrobić foty coby chwostem nie kolibała :-))
Oprócz ptakenów wykonałem foty jaszczurkom i gekonowi.
Chyba na obu fotach ten sam gatunek ale jak się nazywa jeszcze nie wiem.
geko znaleziony na skałach niedaleko naszego hotelu
 waran ;-) z pod Pico Ruive
hotelowa miedzianka :-)
rzeczywiscie, hotel dla jaszczurek
naskalny sukulent z gór : Aeonium glandelosum - endemicik :-)
kamień z brodą porostów
 Górki powoli powspominałem choć jeszcze na koniec focia z zadrzewianego obszaru z pod szczytu Pico Arieiro - musiało coś złego się stać. Być może obszar dotknął pożar . My widzieliśmy skutki podpalenia z bodajże zeszłego roku - tysiące hektarów spłonęło w ciągu kilku dni a ogień dotarł do przedmieść Funchal'u! Jakim trzeba być kretynem by coś tak bezgranicznie głupiego zrobić????
Oni sadzą my rżeniemy..........
Widziały też moje gały sytuację którą u ns znajduję prawie niemożliwa - żałuję tylko żem foty nie poczynił. Na wąskiej wyżynnej drodze w niewielkiej wsi na środku jezdni rosły sobie "beztrosko" :-) 3 czy 4 ogromniaste platany. U nas nie do pomyślenie bo jeszcze by komuś pod auto bez ostrzeżenia wyskoczyły albo gałęzią zabiły................
Czy może ktoś ma ochotę popływać w oceanie w lutym? Brrrr, ja raczej nie , ale moja żona Zofia oczywiście musiała choćby na zaliczenie przepłynąć parę metrów :-) Dzielna gazela.
Wody wokół Madery też dość bogate - widzieliśmy niestety pare wyłowionych z morza okazów ryb na targu. Było tam sporo gatunków które pierwszy raz widziałem. Najciekawsze wydawały mi się czarne przypominające troszke barakudy pałasze - uroda tych ryb jest odwrotnie proporcjonalna do ich smaku. Śmiało można polecać! (znaczy jeść, nie patrzać) :-)
Ale ja tu gadu gadu a ptaszkowie morscy czekają w kolejce :
mewa plażowa

moim zdaniem to atlantycki argentat
A tu już mewi mix z portu Funchal z którego wypływaliśmy katamaranikiem na kilkugodzinny rejs.
jest melka, śmiechy, żółtonogie , argentaty i ...........brak światła :-)
Na rejsie pod żaglami gdzie w przeciwieństwie do innych komercyjnych wycieczek na urlopach nie było ani tłoku ani smrodu z silnika widziałem tylko dwa gatunki rurkonosych;
burzyka dużego/żółtodziobego oraz burzyki które podejrzewam o bycie północnymi.
Celem rejsu miały być ssaki morskie i choć szału w ilości spotkanych gatunków nie było to delfiny zwyczajne przepływające kilka razy pod siatkową podłogą katramaranu zrobiły nam świetny szoł.
zdążyłęm na plusk :-)
orka toto nie jest :-) ale i tak stworzenie cudowne!
 Teraz pora na burzyki ale fotka bardzo słaba.


Za to na marinie bujała wcześniej elegantka z żółtymi stopami.
typowa poza polującego ptaszora
nadobna z portu - focona z ok 5-7 metrów
Jeszcze krabu z falochronu gdzie obserwowałem mewy.
fajny stworek.
Muszę się także pochwalić , że kilka razy zaobserwowałem latające ryby - naprawdę zadziwiająco długo szybowały na falami oceanu. O focie jednak można zapomnieć.
To na koniec jeszcze florystyczny mix. Będą m.in paprocie drzewiaste z ogrodu botanicznego, i różne roślinki "pouciekane" z ogródków lub rosnące w obrębie zabudowań.
my mamy wierzby płaczące , oni palmy "kosmate" :-)
w górnej części gdzie łaziliśmy ponad 2 są niesamowite okazy drzew
Co tam się musi dziać w kwietniu!!! A do odwiedzenia jest jeszcze dolny poziom - w sumie chyba cały dzionek można by łazić po "jardin botanico" jak zaznaczają na mapach ten teren.

paprocie olbrzymy rodem z Australli
Drzewiaste paprocie można zresztą spotkać nawet "na mieście" :-) super!
Flagowym kwiatem Madery jest chyba sterlicja - wygląda troszkę jak głowa rajskiego ptaka i tak też jest tam potocznie nazywana. Na zdjęciu poniżej z panią kapturka - mieszkanką okolic wejścia do hotelu.
mie sie podobuje...........
Tu coś na odmianę - motyl, ale za to jaki! MONARCHA przydybałem. Znaczy, wiedziałem ze tam są, ale mimo że słowa WIEDZIEĆ I WIDZIEĆ różni jedna literka to.................. :-)
mam cie!

na trawniczku pod skansenem w Santanie
kwitnąca żyworódka! ale ma ekstra kwiatostany!
nie znam.........  :-(
kto mi powie co to? Rosło "na mieście" i owocami drzewa zajadały się kosy
pokrój ogólny
jedyny gatunek mięczaka jaki spotkałem
W ogóle owadów jakoś mało spotykaliśmy a to lekko zaskakuje w kontekście mnogości flory. Może potem w kwietniu gdy już zrobi się powyżej 20 st C jest ich więcej? Nie wiem....
Wiem natomiast, że oprócz wspaniałych szlaków w górach i niezadeptanych jeszcze miejsc i wszechogarniającej komercji Madera warta jest odwiedzenia. Szczególnie wtedy kiedy u nas chłodno i ponuro- tam człek naprawdę czuje się przeeeeeee........
A jak jeszcze trafi na pożegnanie karnawału i zobaczy jak ludzie (dość często skąpo odziani:-))
przez prawie 3 godziny w rytmach samby tańczą , śpiewają i się uśmiechają to ma ochotę nie tylko tam wrócić ale i zamieszkać............
Kocham, kocham, kocham i chętnie odwiedze jeszcze raz m.in po to by porządnie sfocić gołębia maderskiego (widzianego lecz nie udokumentowanego), pójść nocą z przewodnikiem w rejon gniazdowania petreli mderskich i nacieszyć oczy większą ilością morskiego ptactwa!
Hmmmm, już tęsknię...........




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz