poniedziałek, 25 lipca 2016

wróż rafał i bezpieczeństwo kolejowe

Strzałeczka.
Dziś sobie powróżę, ale zanim zacznę robić przepowiednie (może i nieodpowiednie)
poinformować chciałbym że PKP czyli właściciel działki 918/10 na której rosną drzewa przeznaczone do wycinki przysłał ( nie tylko mi zresztą) pismo w którym nie pozostawia złudzeń co do losu rosnących na tej działce wiekowych  roślin.
pierwsza strona wyjaśnia podstawę prawną wycinki
pierwsze 8 akapitów - ważne
Ciekawe rzeczy tu wyczytałem - ponoć tor 18 będzie przyjmował pociągi pasażerskie. Być może to ściema i sprawdzę jeszcze układ torów na stacji bo z tego co wiem na temat stacji i torów w Gogolinie pociągi do tej pory przejeżdżały po torach szlakowych nr 1 i 2 od których dąb rośnie ok 20m! Widoczność na przejeździe też nie może być poważnym argumentem - to przejazd strzeżony kat A i żaden samochód nie musi zatrzymywać się przed wjazdem przez tory szlakowe. Zresztą zwisające gałęzie zawsze można podciąć tak samo jak koronę od strony torów. To pismo wygląda na taki trochę wzór wysyłany do namolnych "ekooszołomów" :-)
Nie mam podstaw by nie wierzyć w to co pracownica PKP napisała o obsłudze pociągów na torze 18 ale oby to nie było typowo urzędnicze wygodnictwo. Na PKP gdy ich zapytałem telefonicznie kiedy będą modernizować linie 136  (linie Opole - Kędzierzyn Koźle) powiedzieli że sami tego nie wiedzą! To skąd wiedzą że na tym torze do tej bardzo rzadko używanym przez drezyny i tego typu pojazdy będą wjeżdżać "normalne" pasażerskie???
Zetną wszystko a za rok dwa gdy ktoś o to zapyta powiedzą: kasy nie dali to nie tylko nie modernizujemy toru  ale jeszcze musimy go "zaorać" - tak czy siak zielonego będzie brak :-(

Kwestia bezpieczeństwa w wykonaniu wszelkiego szczebla urzędników zawsze wprawia mnie w podziw: zaczynają od naprawdę poważnych spraw bo kto przejąłby się tym:
video

Koło tego murka gdzie co dzień przechodzą dziesiątki o ile nie steki osób jakoś nie jest niebezpiecznie - za to będzie widać jak ten ok 20 kg kawałek murka spada komuś na nogę czy inszą kończynę. Zresztą cały ten murek to jedne wielkie próchno ale chyba nie ma to większego znaczenia bo żadne pismo nie wpłynęło - znaczytsia prabliema niet!
Teraz otoczenie przejazdu w Gogolinie wygląda z grubsza tak:
stojąc na przejeździe
to co w czerwonych kółkach tego w zasadzie już nie ma :-(
Myślę, że mieszkańcy okolicy po wycięciu tych naturalnych zielonych ekranów troszkę odczują hałas. Stawiam beczkę rumu przeciwko ćwiartce bimbru iż ktoś baaaaardzo dobry postawi po obu stronach piękne ekrany akustyczne. Po paru tygodniach pojawi się tam pierwszy "maziaj" w stylu HWDP lub inny miły dla oka mięsny okaz dresss-języka (tzw dreskołd:-))) No nie wiem czy to tak ładnie wpisze się w kulturalny wizerunek Gogolina.................... Oczywiście to tylko wróżby. Nie wykluczam, że otoczenie okolicy przejazdu wypięknieje bo.......................... przecież każdy z nas jest inny i kieruje się własną estetyką i poczuciem piękna. Ma powstać nowe centrum przesiadkowe i czuje nowe urzędnicze wyzwania w temacie bezpieczeństwa i estetyki :-/
Ja tymczasem proponuję spotkać się w ciągu nadchodzącego łikendu na tzw "jabolowym wzgórzu" by strzelić nostalgiczną pożegnalną focię z tym pięknym drzewem które już dawno powinno być objęte ochroną - ja z moją rodziną będę na pewno! Dam też znać kiedy będą fizycznie eksterminować drzewa na działce 918/10 - ja postaram się patrzeć na ręce panom od wycinki by nie ścięli tego co nie spełnia warunków 15 m od toru.
Realizując politykę pozbywania się drzew strzelamy sobie i naszym dzieciom nie tylko po nogach ale i po serduchu i płucach.
Na koniec parę pożegnalnych fotek naszego ostatniego "Mohikanina" z jabolowego wzgórza jak nazywają mieszkańcy Gogolina zabudowany bunkier w którym rośnie dąb.
zdjęcie z maja (by Domin)
chętnie bym się przypiął do tego drzewa aby tylko je ocalić

Naprawdę nie wiem co jeszcze można by zrobić by ocalić dęba przed wycinką..............jest mi smutno i jestem zły na tą nasza "demokracje proceduralną" gdzie zdrowy rozsadek i wrażliwość zastąpiły durne akty prawne i wygoda urzędników.................
Jutro w tygodniku krapkowickim zapewne nasz burmistrz (ten od bruku) zapoda pismo PKP i bez żalu powie arivederci arboles czyli m.in temu co stanowi czym jesteśmy jako mieszkańcy tego miasteczka.
Na koniec obiecuję, że do ochrony drzew, terenów zielonych i powietrza w Gogolinie już niedługo znowu wrócę.
Smutno mówię więc na razie :-(


wtorek, 19 lipca 2016

Gogolin - zielona oaza

Witamże serdecznie czytelników bloxa i panów z magistratu!
Dziś ciąg dalszy zielonych opowieści którym początek dał ivent w postaci wypiłowania kasztana i potężnej wierzby przy rewitalizowanej ulicy Pawła. Jakże teraz wygląda ona ulica: ano nadobnie, wyszczuplała bo czarne przecie wyszczupla i na pewno przestała męczyć oczy zdecydowanie niepotrzebnym by nie rzec niebezpiecznym habaziem pośrodku. By być szczerym przybyło też mieszkańcom łatwo dostępnych i bezpłatnych miejsc do parkowania bo tych ciągle nam mało. No i baaaaardzo poprawiło się bezpieczeństwo pojazdów poruszających się po tej ulicy! Teraz jest to droga wewnętrzna ( 30 km/h) jedno jezdniowa a przedtem można nią było jeździć po dwóch pasach 50 na godzinę.
No i ten przeklęty kasztanowiec tak zagrażający kierowcom wjeżdżającym na parking przy "żuczkowym sklepie" - dobrze, że go skrócili o głowę bo lubił znienacka wyskakiwać kierowcom przed samochód!
Po rewitalizacji ul Pawła aż się prosi by nią spacerować;
estetycznie, równo i jest gdzie zaparkować
Teraz zapodam dwa pisemka jakie czci godni wysocy urzędnicy wysłali mi w ostatnich dniach. Bardzo proszę sobie poczytać. Ja to uczyniłem i nie mam więcej pytań. Stwierdzam też z wielkim zadowoleniem, że jeden z panów potrafił odpowiedź wydrukować dwustronnie (czyżby się dEKO uwrażliwił?) Tylko dlaczego drukowano do każdego pisma 3 razy po 15 stron list z petycjami - aaaaa, chyba lepiej jak jest więcej. No tak, tak.
Najpierw pismo od przyjaciela drzew Burmistrza Wojtali
str 1
 Punkt 4 to dla mnie szalenie istotny - do tej pory nie wiedziałem co może być wartym ochrony pomikiem przyrody.
str 2
Hmmm, zgoda, zgoda, tak tak!
I jeszcze bardziej merytoryczne pismo pana Wice z Urzędu w Gogolinie:
str 1
zanim wrzucę drugą stroną pokażę że pan Wice zaprawę mnie przekonał:
1 - ogród botaniczny to na razie posadzone kilkanaście drzew na gliniastej i suchej ziemi za działkami na "Kocinie" - brawo, to ważne wydarzanie odnotowały wszystkie okoliczne media więc jest to naprawdę coś pięknego i pożytecznego
2 - zdjęcie miejskiego ogrodu owocowego:
no fakt początki bywają trudne, ale przecież za jakieś 20-30 lat będę mógł się tym nacieszyć (może dożyję?)
będzie dobrze, tylko cierpliwym trzeba  być
3 - Gmina dba o swoje Pominki Przyrody - to sama prawda! kilkanaście jarzębów brekinia rosnących w rezerwacie " Kamień Śląski" w lesie między Miedzianą i Kamieniem Śląskim, no co? Mają to dbają.
4- Inicjatywy dotyczące tworzenia Gogolina jako zielonego miasta są bezcenne, gdyż już są wizytówką miasta i to można zobaczyć nie tylko u mnie ale i na plakatach, w mediach itp.
Wspomniany plac Benedyktyński to dzieło łączące w sobie funkcjonalność i doznania estetyczne związane z aranżacjami roślinnymi.
prawda? aranżacje akurat z tylu fotografa więc ich ne widać za bardzo. Ale są i to naprawdę ładne.
kto chce pocztówkę?
pod pięknie wyremontowanymi piecami można kontemplować i nie tylko
jakżesz estetycznie tutaj
dużo miejsc parkingowych zrobionych dla gości i mieszkańców
tu kolejne
Tak że tego, nawet nie dyskutuję z panem Wice i nie uznaje że Gogolin to betonowa pustynia - przecież widać że nie.
Bardzo uspokaja mnie następne zdanie ,że zamierzają dalej chronić przyrodę i co wspaniałe uwzględniać będą "słuszne glosy" - ymmmm, przepraszam mój nie był chyba słuszny ale już się nawróciłem i całuję po pierścionku jeśniepaństwo!

5 - Zdaję sobie sprawę że bezpieczeństwo, zdrowie i życie mieszkańców jest celem nadrzędnym w działaniach naszych urzędników i chyba tylko ich roztargnieniem można wyjaśnić obiekt z obrazka poniżej:
wiem,wiem, zarządca drogi inny (ul Krapkowica przed piekarnią)
w zasadzie to logiczne, nie moje nie tykam, też tak mam jak widzę że kradną to odwracam głowę
Oświadczam iż zapominałem co było w opinii dotyczącej wycięcia zdrowego kwitnącego kasztanowca - należało mu się bo był niebezpieczny i tyle. Sam napiszę prośbę do urzędu by wyciąć brzozy tak haniebnie przeze mnie i TiVi ocalone.

Druga strona pisma to słuszne zwrócenie uwagi, że nikogo nie reprezentuje i tylko dzięki dobrej woli naszych samorządowców mogę liczyć na odzew - dzięki panowie! Przy okazji pochwała za dobrze przywołany "średnik przed spójnikiem" - to ważne, bo ja o tym niestety nie wiedziałem chodząc po ludziach i zbierając podpisy.
no przyjmuję na klatę i obiecuję poprawę

A-ha, te petycje dostał też pan Starosta i władze PKP (zanim urząd je tam skierował) i to naprawdę wspamniałe że tyle panowie urzędnicy dla nas zwykłych szaraczków zrobili przekazując tymże podmiotom "papiery". W końcu należy podziękować co niniejszym czynie że starannie, z wielkim sercem i poczuciem obowiązku zrozumieli intencje ludzi podpisujących się na petycji i pomogli, za to serdecznie, gorąco dziękuję.
Po tym wszystkim patrzę w przyszłość naszego zielonego miasteczka z optymizmem, szczególnie w kontekście obiecanej rewitalizacji parku na Ligonia - będzie pięknie, pięknie!
Ściskam dziękując naszej władzy raz jeszcze a czytelnikom na razie za uwagę.




sobota, 16 lipca 2016

Majorka na różne sposoby

Hola!
Kolejny wpisik z urlopu traktuje o różnościach spotkanych podczas wycieczki rowerowej (ok 30km) i rodzinnego rejsu na obserwacje delfinów.
Wypożyczalnie rowerów miałem przy samym hotelu i co ważne akurat na ten dzień kiedy zamierzałem popedałować pogoda mi darzyła co znaczy, że po prostu nie było zbyt gorąco. W pewnej chwili nawet trochę zwątpiłem bo jak startowałem to popadywało z lekka :-) To już tradycja - wszędzie gdzie jedziemy do tej pory nawet w lipcu spotykaliśmy choć symboliczny ( albo wręcz przeciwnie) deszcz.
Co do trasy to na cel wybrałem sobie skalisty półwysep w południowo zachodniej części wyspy:
traska na rowerek której celem był : sa cala de s'art
Teren do momentu wyjazdu ze strefy hotelowej to raczej nic specjalnego ale sama ścieżka rowerowa superex-słyszałem że Majorka ma świetną infrastrukturę dla rowerzystów i na pewno potwierdzam :-)
w oleandrach
na środku szlaku rosną drzewa i co dziwne nikt ich nie ścina - u nas nie do pomyślenia :-)))
Dotarcie do miasteczka El Torrro gdzie chciałem znaleźć wejście na skalisty półwysep trwało dłużej niż planowałem gdyż jak tylko wyjechałem ze strefy turystycznej mogłem podziwiać obiekty mego zainteresowania:
stadko góropatw spotkałem zanim jeszcze minąłem ostatnie zabudowania miasta
Potem były chwastówki, rudogłówki i nawet orzełek w obu formach barwnych mi się pokazał.
pyskata chwastówka nadawała ze szczytu drzewka przy szlaku rowerowym
rudogłówka raz
i dwa :-)
ciemny orzełek
 W miasteczku El Torro (czyli chyba byku ;-))) jadąc na azymut bez problemu dotarłem na skraj zarośniętego piniowym lasem terenu. Zanim jednak tam wjechałem z daleka zauważyłem modraka - drań pokazał się tylko na chwile jak czytałem tablice informacyjną traktującą o rezerwacie morskim otaczającym ten skrawek lądu.
modrak symbolicznie :-)
Miałem trochę stracha bo okazało się, że teren wybrany do eksploracji to strefa militarna - na szczęście pani dżogerka biegnąca kamienistym duktem przede mną pokonała walące się ogrodzenie bez emocji. Skoro ona mogła to znaczyło że nic tam do bania się nie ma ;-)
W lasku przywitał mnie niesamowity hałas czyniony przez cykady oraz co rusz płoszący się dudek - tych ptaków było tam sporo. Niestety żaden z nich nie chciał przycupnąć w eksponowanym miejscu na tych parę chwil kiedy mógłbym mu zrobić jakieś fajne foto. Za to widoczki na cypelku wynagrodziły wszystko!
zona militar
pocztóweczka w byłej wojskowej bazy
widok z dachu bunkra
coś dla miłośników militariów
i przyrodników :-)
Czas nieubłaganie mobilizował do powrotu - trza było spadać, ale wycieczka rowerowa baaaardzo fajna i założę się o beczkę rumu, że niewielu turystów dotarło w to miejsce.
Wracając jeszcze jakieś rośliny fociłem:
pachniało jak czosnek i trochę tak wyglądało
kwitnące drzewo bez liści - co je to? :-)
Okej, spadka z roweka i czas na el barco i rejsik z tłumem turystów na pokładzie niewielkiej typowo wycieczkowej jednostki. Co do samych delfinów to wcześniej zapewniano nas że są 100% pewne i rzeczywiście tak było. Tam działa rybacko turystyczny 'UKŁAD" ;-) polegający na tym że o określonej godzinie płynie niewielki statek rybacki za którym podąża grupka łaknących rybich filecików ssaków morskic.
Zanim pojawiały się na horyzoncie delfiny to próbowałem udokumentować spotkania z burzykami: żółtodziobe trochę łatwiej się fociło, mniejsze balearskie jako bardziej żwawe już takie milusie nie były.
burzyk żółtodzioby w towarzystwie 2 romków
w locie
moim zdaniem burzyk balearski (ten w locie) - dla mnie nowy gatunek!
Delfiny wypatrzyła moja bystrooka kobiałka - ma Ci ona intuicje i wie gdzie lukać! Jeśli zaś chodzi o same delfiny to napatrzyłem się na nie do woli - cudne te stworzenia zrobiły mi piękny dzionek! Mam nawet nagrany filmik jak przepływając przed samych dziobem wydały z siebie ze 2 razy charakterystyczne piski! BAJKOWA SYTUACJA!
rodzinne stadko - był jeden młodzik
mamusia ze swoim hijo (czyt icho)
wygłupy na żywo ale to nie delfinarium- dzikie zwierzęta nie powinny być więzione dla naszej radości!
Takeśmy całą rodzinką napaśli oczy i uszy delfinami ale powrót to oprócz kąpieli w szmaragdowej zatoczce pare strzałów do innych morskich ptaków i pejzarzyki.
śródziemnomorskie skaliszcza
szag na skale miał się wspaniale...........
....jak zresztą widać :-)  istny pozer i zarządca
Pod kormoranem czubatym widać mewą śródziemnomorską - po powrocie kiedyśmy jeszcze zażywali "plażingu" czekając na powrót busa poczyniłem lepsze ujęcie tego gatunku.
raz jeszcze sródziemnomorska
Fajna niespodzianka czekała na mnie przy skraju plaży i niewielkich piniowych zadrzewień. Tutaj w pewnej chwili usłyszałem bardzo egzotycznie brzmiący głos i chwile potem zauważyłem 2 ptaki wyglądające mocno papuzio lądujące na pobliskiej palmie. Podchodzę bliżej uzbrojony w aparat i lornetke ( o sandałach już zapomniałem) i rzeczywiście widzę siedzące nade mną 2 mnichy! Que sorpresssa! Super! Tylko czemu w nogi parzy mnie nagrzany jak piekarnik chodnik :-))))
obcy ale u mnie plusy za zieloną "postawę życiową" :-) 
ta dopiero jest zielona do boolu :-)
nie tylko łabędzie są chlebopoztywne :-)
i taka sytuacja: hmmm, krzyżówka lub łamiglówka :-)
Znalazłem też olbrzymie gniazda miniszek - niestety tych już nie zdążyłem fotnąć :-(
Z nie ptaków i nie delfinów ;-) jeszcze gada i płaza mam udokumentowanego, niestety tylko w marnej jakości. Lustra nie brałem a kompakcik z zoomem jednak jakościowo mocno odstaje od lustrzankowego standardu choć rzeczywiście nadrabia przybliżeniem.
gekon
Żabcia sfocona komórka kiedy graliśmy w mini golfa - darło się tam pare samców glosami raczej nie naszych "ran".
żaba do ajDi.
Finał wpisu dość "ludzki" ale to zapowiedź kolejnego wpisu traktującego już bardziej cywilizacyjnych sprawach choć przyrodnicze akcenty z naszej zatoczki gdzie nurkowaliśmy w poszukiwaniu ciekawych stworzeń też będą.

la isla bonita
To adios hombres!