sobota, 30 marca 2013

Świąteczne gritingsy

Przekazuje pozdrowienia świąteczne od czyżyka z pod karmnika - Wesołych Świat wszystkim znajomym i nieznajomym, rodzince bliższej i dalszej, koleżankom i kolegom, przyrodnikom "niedzielnym" i zaangażowanym, podróżnikom wirtualnym i "realistycznym", no wszystkim Wam po prostu :-) i sobie też.
Do następnego razu, baj.

wtorek, 26 marca 2013

marcowe szlajanki

szlajanka pospolita (łac. szlajus vulgaris)- w jezyku osobników lekko innych na punkcie przyrody to wyprawa, wycieczka, spacerek najczęściej w celu nacieszenia oczu i inszych zmysłów widokami różnorakiemi :-) są też spec_szlajanki, szlajanki dalekosieżne i likendowe........
Ale do meritum przechodzę - foteczki przedstawione poniżej trzaskałem w ostatnich mam nadzieje zimnych jak styczniowe poranki dniach marca.
Łaziłem trochę w okolicy stawów niemodlińskich.
Iglak z tego ujęcia to stara daglezja. taka "choina" zasadzona przez ludzi. naturalnie u nas nie rośnie.
daglezja
Następnie pare ujęć z rezerwatu Dębina położonego w dolinie rzeki Nysy Kłodzkiej na wysokosci Grodkowa. Tam też spotkałem kichający czosnek niedźwiedzi i przeziębione przebiśniegi - dostało im się od pani zimy, oj dostało............

czosnek już pachnił :-)

przebiśnieg
struga z zimorodkowymi skarpami
No już dosyć tych widoczków, pora na zmarznięte ptaszki: śpiewaków teraz widzę sporo, chyba zima wstrzymała ich przeloty bo jeszcze nigdy mi sie nie zdarzyło, żeby u mnie w ogródku żerowało po kilka tych ptaków. Nawet pisząc te słowa jak obróce głowę to widze jak jeden z tych drozdków objada się jabłkiem podkarmnikowych.
śpiewak

Ten ze zdjęcia zerował w leśnej ściółce w okolicach Graczy. A w lesie jeszcze cisza jak makiem zasiał choć tej porze roku to było zawsze głośno że hej!
Kląskawki niby przyleciały już 2 tygodnie temu, ale niektóre z nich mogły mieć problemy z wytrzymaniem do dzis :-(
kląskawka
Siewki złote wypatrzyłem podczas powrotu ze szlajanki sobotniej w okolicach Choruli - było ich ponad dwadzieścia. Jeszcze ich nie widziałem w tym roku więc sprawiły mi sporo radości.
 W ciągu łikendu widziałem kilka dużych stad gołębi - w ogóle przez ta dziką aure przelotne ptaki bardziej zachowują się jak podczas jesiennej a nie wiosennej migracji (w sensie dużych jesiennych stad).

 "dzikie"gołębie
 Na przeżegnanie ładny landszafcik z Rozwadzy a pod nim samo_zło_razy_100!!!!Dysonans taki specjalnie zapodałem - gonić trza syfiarzy i brudasów którzy mają nas w tyłku! Takim to walić mandaty a zdjęcia tych osobników w gazecie powinni drukować.



tatuś z mamusia to wyrzucili nad Odrą w Otmęcie - pieluszki i resztki jakiegoś sprzętu dla dzieci tam były - cudny przykład dają jak nature kochają :-(((  a fe!

piątek, 22 marca 2013

Gąski, gaski do domu.....

Tak, tak, lecą gęsi do domu i to ostro choć w ostatni poniedziałek i wtorek kiedy szukaliśmy ich kończąc naszą arktyczną przygodę w ich kultowym miejscu czyli Parku Narodowym Ujście Warty na próżno ich wypatrywaliśmy. Nie można sie temu zjawisku było dziwić, skoro większość tamtego rejony zaśnieżona i zalodzona była zupełnie nie adekwatnie do pory roku.
Wyjeżdżając z kostrzynia widzieliśmy stado ok 1,5 tys osobników na białych polach. W tym stadzie zauważyliśmy 42 berki białolice i choć na tej fotce ciężko je dostrzec to wytężając wzrok można :-)
znajdź berkę :-)

Potem następne ok 2 tysi siedziało pod Słubicami a dookoła chodziła w śniegu parka żurawi i stadko ok 800 skowronków.
Żurki przeleciały też nad naszymi głowami kiedy w strasznej ciemnicy próbowaliśmy coś ciekawego wyłuskać z gęsi.
żurki

Za Słubicami znów zima zaatakowała i wydawało sie  że do samego domu już nic nie wypatrzymy.
Miła gęsia niespodzianka "siedziała" na ściernisku qqrydzy za Lubinem. Liczbe gęsi tam przebywających oszacowaliśmy na kilkanaście tysięcy!
część dużego stada

Ptaszydła były jednak niezmiernie nerwowe i najpierw poderwał je bielik a potem rudy cwaniak :-).
Pomimo sporej odległości udało sie odczytać jedna obroże.
Widok dużego stada podrywającego sie do lotu zawsze u mnie powoduje bardzo fajne wrażenie.
Gęsi rozlatując się w rożnych kierunkach latały nad naszymi głowami.
gesi zbożowe

Podjechaliśmy w inne miejsce licząc na gęsie rodzynki lub odczyt obroży. I znów spotkała nas miła niespodzianka bo niedaleko asfaltu siedziały "krzykliwce". Jeden łabadek też miał obroże ale jego akurat na fotce nie widać.
łabędzie krzykliwe
Część gęsisk też siedziała obok - niestety znów nam pokazały "zadki" zanim je dobrze przepatrzyliśmy :-(
Te ptaki przelatując przez nasz kraj są wyjątkowo ostrożne - dziwić im się jednak nie można (polowania).
W sumie przeglądnęliśmy kilka tysiaków ptaków i co dziwne nie zanotowaliśmy obecności ani jednej bernikli białolicej.
Zima wciąż trzyma i jest szansa na dalsze obserwacje tych mądrych i ostrożnych stworzeń bo na pewno na mocno zaśnieżony wschód i północ nie mają po co lecieć.
jak tylko coś ciekawego będzie się działo na pewno o tym napisze tymczasem aby do wiosny i nerka.

środa, 20 marca 2013

Arktyczne przedwiośnie na morzu wattów

Jadąc na wyczekiwane obserwacje pierzastych migrantów były pewne obawy co do aury. Nikt chyba jednak nie brał tego serio bo wiadomo jak to jest z prognozami na kilka dni naprzód. Nawet jakby "troche" wiało i padało co jest normą nad morzem północnym nikt z nas aferrry z tego robić nie zamierzał.
Dojechaliśmy do Bussum będącym nasza bazą wypadową koło 16. Szybko rozpakowaliśmy nasze manatki i dobrze wyszykowani ruszyliśmy nad nieodległe morie.
Nic sobie nie robiliśmy na razie z grał himelli obejmujących coraz większy obszar nad naszymi głowami bo setne stada berek obrożnych i dziesiątki ostrygojadów absorbowały nasze oczy i aparaty.
pierwsze obserwacje


ostrygojady - najpospolitsze siewy wattensee

obrożne na promenadzie :-)

i na nadmorskim błotku
w locie

na białym tle

 Oj, można było tymi sympatycznymi gąskami nacieszyć oczy do woli. Sobie w myślach takie pytanie zadawałem dlaczemu w Polsce gesi uciekają aż się kurzy z odległości ponad 200m a tu je można oglądać jak w ZOO. Nie nie będę sie znęcać nad innymi miłośnikami przyrody ale chyba się domyślacie o co kaman? ;-)
Wracając z powodu nastającej ciemnicy do naszego schroniska wypatrzyłem jeszcze mewe bladą w pierwszej zimie.
blada 



Dzionek zakończyliśmy w wybornych humorach oblewając "żołądkową wyprawową" lajfery i pyszne obserwacje.
Następny poranek przyniósł fajne światełko i czym prędzej ruszyliśmy nad pobliskie wybrzeże licząc na ciekawe obserwy podczas odpływu.Ptaszory trzymały sie jednak lini brzegowej która cofnęła sie o więcej niż kilometr więc pozostało wrócić po samochód i uderzyć w poszukiwaniu obserwacji na północ.
Wyjeżdżając z Bussum zauważyliśmy na łące obok drogi dwa gesie mixy.
kanadyjka x ???

 Naszym następnym celem było ujście rzeki Eider.Taki oto znaczek wesoły sfociłem na tle nadbrzeżnej infrastruktury.

W samym ujściu nic specjalnego się nie kręciło, ale za to kilometr dalej przy samej drodze pasły sie inne gąski które i w naszym kraju pojawiają się z roku na rok w coraz większych ilościach.
bernikle białolice
W powietrzu panował niejaki ruch choć o tysiącach gęsi mowy być nie mogło. Co ciekawe najliczniejszymi podczas naszego wyjazdu gatunkami gęsi były właśnie bernikle obu pokazanych gatunków i gęsi białoczelne. Nasze gały ani razu nie odnotowały obecności gęsi zbożowej - najpospolitszej gęsi spotykanej u nas podczas przelotów.
białoczółki
Następnym celem były halofoilne płycizny kolo St Peter Ording. Tu jednak oprócz zapadających ciemności i nadciągającej "paskudy" nasze oczy nie odnotowały obecności prawie żadnych ptaków. Pewnie też z powodu odpływu który jeszcze nie zagonił w pobliże lądu ptaszorów. Za to takie klimaciki panowały.


kładka w morze

zagospodarowane płycizny
Obraliśmy następny cel i ruszyliśmy w jego kierunku. Za miejscowością Hussum na niedużym przybrzeżnym jeziorku ptaków siedziało całkiem sporo, ale co z tego jak Arktyka zaczęła objawiać sie w coraz okazalszym wymiarze. Śnieg i porywisty wiatr niezbyt zachęcał do kontynuowania eskapady choć nikt rezygnować nie zamierzał.
Zauważyliśmy w tamtym miejscu fokę, ale tylko łeb wystawiała obserwując nas z daleka.
Nad naszymi głowami latały za to ohary będące najliczniej spotykanymi blaszkodziobymi podczas tej arktycznej ekspedycji.
ohar
Jak się okazało ostatnim w tym dniu odwiedzonym miejscem był Beltringharder Koog.
whats de "koog" means?
Rezerwat okazał się magicznym miejscem gdzie w ponad godzinnych obserwacjach w bardzo niesprzyjających warunkach parę fajnych ptaszków udało sie wylukać a i widoczki pomimo szalejącej paskudy należały do wartych pokazania.
śnieguły przy truchle edredona
widok na zamarzniętą lagune od strony moria
Na tej lagunie mieliśmy najciekawsza obserwancje (jak mówi Czesiu) - na lodzie śmigała pani Zima ciągnięta w lodowym zaprzęgu przez bandę wyziębionych pingwinów :-)
 A tak serio to widzieliśmy młodego sokola wędrownego i sporo kaczek typu świstun, rożeniec, cyraneczka, krakwa - w sumie nic specjalnego ale skoro większość wody była jeszcze zalodzona to dziwić sie raczej nie wypada. gdybyśmy mieli trochę szczęścia do pogody to pewnie gotowało by sie tam od wszelkich możliwych gatunków związanych z woda - no cóż, życie...............
Jeszcze pare strzałów widoczkowych z tego dzionka niespecjalnego.
początek dnia w Bussum


widok na wszechobecne wiatraki podczas przypływu
nadchodzi przypływ
przyprószone "wałki"
Tak tak, jak sobie wspomnę jak nas potraktowała pani zima ostatniego dnia to od razu kichać zaczynam :-)
Rano po pobudce powitała nas gruba warstwa świeżego białego g....a. Komunikaty radiowe meldowały tylko o "umfalach, ształach i szperrungach" - kurna, o co kaman jak myśmy na wiosenne (no dobra, przedwiosenne) przeloty przyjechali a tu nam sajbirie zapodano!? WTF?
nie chcieliśmy jednak tak od razu z rana uciekać, czekając na lekkie uporządkowanie tematów drogowych przez niemieckie piaskarki i pługi poszliśmy jeszcze do portu i nad morze w nadziei ze coś sie tam przed zawieruchą schowało. Pływało tam tylko parę edredonów (resztą to były jedyne morskie kaczuchy wyjazdu) a na wale pasły się bidnie wyglądające berki obrożne. Za to rzeczy wyczyniane przez śnieg i wiatr wolałbym wymazać z mej pamięci tym bardziej że zima sie zaparła i śledzi nas do dziś :-) A to cholerrra!!!

Kończąc śnieżnymi klimatami ostatniego poranka pokuszę się o pozytywną jednak ocenę ptasiej wycieczki.
Miejscówka naprawade zacna, towarzystwo jeszcze bardziej a dzięki dropiowej przygodzie wyjazd suma sumarum będzie myślę nie tylko przeze mnie zapamiętany jako ciekawa przygoda.
No i polecam niemieckie schroniska młodzieżowe - są  interesująco położone, niedrogie, z dobrym wyżywieniem i naprawde sympatyczna obsługą. Z tym, ze nasza paczka na razie północy ma już dosyć i następny wyjazd bardziej na południe planuje :-))))))
nereczka.



 

Dropsy z Havelandu

Strzałeczka.
Wiosna niby za pasem a ptasiarze tak jak ich obiekty zainteresowania też czują mus aby gdzieś powędrować :-)
Z trzema dobrymi kolegami umyśliliśmy już dużo wcześniej aby wybrać sie na morze Wattów ( północne niemcy) pooglądać przelotne i zimujące tam ptaszory.
Pierwej jednak po drodze chcieliśmy zobaczyć słynne na cale Niemcy (i nie tylko) piękne i majestatyczne ptaszory jakimi są dropie. Po cichu liczyliśmy że uda nam się popatrzeć na ich toki będące niesamowitym spektaklem kiedy samce "wywracają" sie druga strone udając wielką białą puchową kule. No i fakt, białego widzieliśmy mnóstwo jeno szkoda ze śniegu a nie tokujących dropi.
Dzięki koledze Rafałowi (thx Raflik:-)) któren zaopatrzył mnie w niezbędna wiedzę wiedzieliśmy gdzie uderzać a był to rejon  pod miejscowością Garlitz
Na Rafałowej mapce zaznaczono tokowisko niedaleko Berlina w krainie zwanej Havellandisches Luchs niestety ptaków nie było pomimo intensywnego wypatrywania na 4 pary oczu. Za to aż 3 lisury biegały po śnieżnej pustyni. Zauważaliśmy w rejonie wieży obserwacyjnej kilka żywołapek - widać o co m.in chodzi z tą czynna ochroną ptaków :-) Ssacze drapieżniki są odławiane z dropiowych pól aby nie niszczyły im lęgów.

widok z wieży na tokowisko dropi
Pokazała sie za to centralnie nad naszymi głowami kania ruda - śliczny drapolek :-)

kania ruda
Szczęściem napotkaliśmy dobrze zorientowanego miejscowego czieławieka :-) któren nas uświadomił odnośnie zwyczajów dropi w zimowej aurze. Kazał ich szukać na polach rzepaku w okolicznej miejscowości. Ponoć zimą te olbrzymy mogą latać po całej Brandenburgi w poszukiwaniu terenów zapewniających im ukrycie i pożywienie - specjalnie dla nich pozostawia sie nie skoszone pola rzepaku.
Jadąc powoli autem wypatrywaliśmy ptaków tu i tam. Dojeżdżając do miasteczka w którego rejonie spodziewaliśmy sie spotkać wymarzone "dropsy" nasz bystrooki kierowca z niedowierzaniem zapytał co to tam na polu siedzi. No i to był strzał w dyche bo ok 400 metrów od drogi siedziało stado 42 ptaszorów.
Ogólnie w tamtym rejonie doliczono się stu czerdziestu kilku dropi więc trafiliśmy na 1/4 ichniejszej populacji.

Z dużymi rogalami na twarzach rozłożyliśmy sie na poboczu drogi zacieszając co i rusz i komentując nasze wrażenia nadzwyczaj estetyczne :-)
Po paru minutach ptaki poderwały sie do lotu i już myśleliśmy że to di_end jednakowoż "ptaszki" wróciły i siadły jeszcze bliżej dając napaść sobą oczy jak w naszional dżeografik.
odlot dropi


"grołstrappeny" wracają
Wgapiajac sie intensywnie w stado zauważyliśmy samce w początkowej fazie toków, ale do figury śnieżnej kuli brakowało jeszcze cn. 2 faz Dostrzegliśmy także kolorowe znaczniki na ich nogach.
Te ptaki cieszą sie w niemczech dużym szacunkiem a starania o zachowanie tej izolowanej populacji "ku potomnosći"są prowadzone z dużym rozmachem co przynosi widoczne efekty choć trwa to już naście lat.
Niestety w Polsce ten gatunek wymarł ponad 20 lat temu i nie ma na razie żadnych widoków na przywrócenie tego magicznego gatunku w naszym dziwnym kraju :-(
Na koniec jeszcze parę strzałów z odległości ok 300m. Dodam, ze absolutnie nie staraliśmy się zbliżać do stada. Za to pan spacerujący z das_huntem był jakieś 200m od ptaków i nie było widać, aby wywoływało to w nich chęć ucieczki.
strusiowe sylwetki dropi
 Po ok kwadransie naszych achów i ochów ptaszory zawinęły się w swoją stronę a my w swoją nie spodziewając się miłych złego początku.............ale o tym za moment w następnej pisance.

bajbaj dropsy, a dbajcie tam o siebie bo może w kwietniu  znów się zobaczymy............. :-)